06.12.2022, 19:00 ✶
- Jeśli zapytasz gdzie mieszkają Flintowie to cię dobrze pokierują. Po prostu nie wpadną na pomysł odwiedzin. Nie przepadam za mugolami pakującymi się za drzwi. - wzruszył ramionami i uważał, że w swoim domu może być nie tylko bardziej swobodny ale i szczery. Od pewnego czasu stopniowo przestawał odczuwać potrzebę pilnowania swoich słów i ukrywania prawdziwych zamiarów. Przez te notoryczne pilnowanie się nie potrafił się ruszyć z miejsca w swoich ambicjach. Czas rzucić gargulkami aby odkryć czy świat ma również coś mu do zaoferowania.
- Osobiście nie narzekam na ten skrajny deficyt ich odwiedzin. - uśmiechnął się półgębkiem. - Jakby nie patrzeć to bardzo lubimy mieć spodziewanych gości. - dodał jeszcze i gdy Erik wybrał najprostszą herbatę to dźgnął krańcem różdżki imbryczek aby wziął się do roboty i nalał wrzątku do filiżanki ozdobionej poruszającymi się delikatnie falami. Usiadł naprzeciwko Erika, przysuwając sobie miękką puffę. Wysłuchał krótkiego sprawozdania na temat jego samopoczucia, zapisując w pamięci brak potrzeby zmiany zestawu eliksirów. Na całe szczęście nie musiał tego robić bo byłoby to z lekka kłopotliwe, czasochłonne i żmudne. Zatrzymał na niego spokojny wzrok. Oparł łokcie o swoje uda i lekko pochylony nad swoimi rękoma stukał palcami o pasek zegarka.
- Nie zrozumieliśmy się - to nie jest ewenement na skalę krajową tylko niezwyczajnie spaprana klątwa, której pochodzenie ciężko jest rozszyfrować. - było to pewnego rodzaju wyzwaniem ale tylko na początku. Pierwsza ekscytacja przeminęła i ustąpiła miejsca cierpliwemu eliminowaniu jej z organizmu Erika. Nie musiał nawet robić tego osobiście, wystarczyła odpowiednio dobrana farmakologia. Gdyby musiał spędzać nad pacjentem/przedmiotem dni i noce aby podmiot został wyleczony to byłoby dla niego wyzwanie na skalę życia. To jednak nastąpi, ma nadzieję, w następnych latach badań.
- Udało mi się przecedzić z tego kilka aspektów. Wnioskuję, że ktoś rzucał tę klątwę w pośpiechu, z odległości dalszej niż pięć metrów od ciebie, więc musiałeś być z tą osobą w tym samym pomieszczeniu kiedy ci to robiła. Miałem cię też zapytać czy masz może jakieś znamię bądź bliznę, której nie pamiętasz skąd ją masz, a nie obejmuje ona terminu dalszego niż pół roku. Niektóre klątwy zostawiają na ciele takowy ślad, który zniknie kiedy tylko klątwa zostanie usunięta. - wątpił aby coś takiego na nim tkwiło lecz nie zaszkodzi zapytać. Uniósł palce do kącików swoich oczu bo nie chciał rozprawiać się więcej nad tą klątwą. Wydawała się dosyć nudna w porównaniu do tego, czym naprawdę chciał się zająć. Nakierował różdżkę z pozycji siedzącej na Erika, od którego wymagał jedynie znieruchomienia. Wiedział już, gdzie jasna sonda powinna powędrować, oświecił okolice brzucha Longbottoma i tak trzymał jasne zaklęcie, przyglądając się kłębisku barw. Nie wyglądał na zaniepokojonego.
- Jeszcze dwa albo trzy naświetlenia, dalsza farmakologia i nie będzie po tym śladu. Ta klątwa zmniejszyła swoją objętość o kilkanaście procent, ale jeśli chcesz dokładnych obliczeń to badanie musiałbym trochę wydłużyć. - skomentował i miał zapytać o jego dzielne próby powstrzymania się przed wejściem do kuchni ale to tylko będzie odwlekało temat, który chciał poruszyć. Miał nadzieję, że nie będzie chciał tego wszystkiego rozłożonego na czynniki pierwsze.
- Więc trzeba się cieszyć, że leczenie eliksirowarskie nie zakłóciło przebiegu pełni. To też podpowiada, że ten rodzaj eliksirów jest całkowicie obojętny dla likantropii. - no w końcu mógł "naturalnie" nawiązać do jego przypadłości, która go tak interesowała. Musiał tylko pamiętać o zachowaniu odpowiedniej otoczki uprzejmości, rzetelności i adekwatnej częstotliwości uśmiechów. Wypuścił powietrze z płuc i wyprostował się, podnosząc na niego wzrok.
- Chcę pomówić z tobą o twojej likantropii. - zanim ten miał mieć możliwość odmowy, to przeszedł do sedna.
- Badam tę klątwę od paru lat, ona jest moim głównym celem zawodowym. Pracuję nad stopniowym wyciszaniem bodźca likantropii, które gdyby się udało chociaż w pięciu procentach, mogłoby wzbudzić jakiekolwiek szanse na jej stłamszenie. - powiedział wprost ale wiedział, żeby nie rzucać żadnymi obietnicami. Póki co obserwował wyraz jego twarzy aby dostrzec prawdziwą reakcję w jego oczach i dopasować do słów jakich teraz wobec niego użyje. Czy wycofa się niczym rak i nie będzie chciał poruszać niekomfortowego (i znienawidzonego przez świat) tematu czy jednak zatrzyma się i wykaże zainteresowanie? Niestety, nie miał na tym koncie żadnych sukcesów bo nie był wspierany przez Bank Gringrotta dopóki nie przedstawi im faktycznego dowodu potwierdzającego sens inwestowania i wspierania klątwołamacza w jego badaniach. Nie od dziś wiadomo, że likantropii wyleczyć się nie da, a ten młodzik pragnie osiągnąć coś niemożliwego. Dlaczego miałby się ograniczać w swoich ambicjach?
- Osobiście nie narzekam na ten skrajny deficyt ich odwiedzin. - uśmiechnął się półgębkiem. - Jakby nie patrzeć to bardzo lubimy mieć spodziewanych gości. - dodał jeszcze i gdy Erik wybrał najprostszą herbatę to dźgnął krańcem różdżki imbryczek aby wziął się do roboty i nalał wrzątku do filiżanki ozdobionej poruszającymi się delikatnie falami. Usiadł naprzeciwko Erika, przysuwając sobie miękką puffę. Wysłuchał krótkiego sprawozdania na temat jego samopoczucia, zapisując w pamięci brak potrzeby zmiany zestawu eliksirów. Na całe szczęście nie musiał tego robić bo byłoby to z lekka kłopotliwe, czasochłonne i żmudne. Zatrzymał na niego spokojny wzrok. Oparł łokcie o swoje uda i lekko pochylony nad swoimi rękoma stukał palcami o pasek zegarka.
- Nie zrozumieliśmy się - to nie jest ewenement na skalę krajową tylko niezwyczajnie spaprana klątwa, której pochodzenie ciężko jest rozszyfrować. - było to pewnego rodzaju wyzwaniem ale tylko na początku. Pierwsza ekscytacja przeminęła i ustąpiła miejsca cierpliwemu eliminowaniu jej z organizmu Erika. Nie musiał nawet robić tego osobiście, wystarczyła odpowiednio dobrana farmakologia. Gdyby musiał spędzać nad pacjentem/przedmiotem dni i noce aby podmiot został wyleczony to byłoby dla niego wyzwanie na skalę życia. To jednak nastąpi, ma nadzieję, w następnych latach badań.
- Udało mi się przecedzić z tego kilka aspektów. Wnioskuję, że ktoś rzucał tę klątwę w pośpiechu, z odległości dalszej niż pięć metrów od ciebie, więc musiałeś być z tą osobą w tym samym pomieszczeniu kiedy ci to robiła. Miałem cię też zapytać czy masz może jakieś znamię bądź bliznę, której nie pamiętasz skąd ją masz, a nie obejmuje ona terminu dalszego niż pół roku. Niektóre klątwy zostawiają na ciele takowy ślad, który zniknie kiedy tylko klątwa zostanie usunięta. - wątpił aby coś takiego na nim tkwiło lecz nie zaszkodzi zapytać. Uniósł palce do kącików swoich oczu bo nie chciał rozprawiać się więcej nad tą klątwą. Wydawała się dosyć nudna w porównaniu do tego, czym naprawdę chciał się zająć. Nakierował różdżkę z pozycji siedzącej na Erika, od którego wymagał jedynie znieruchomienia. Wiedział już, gdzie jasna sonda powinna powędrować, oświecił okolice brzucha Longbottoma i tak trzymał jasne zaklęcie, przyglądając się kłębisku barw. Nie wyglądał na zaniepokojonego.
- Jeszcze dwa albo trzy naświetlenia, dalsza farmakologia i nie będzie po tym śladu. Ta klątwa zmniejszyła swoją objętość o kilkanaście procent, ale jeśli chcesz dokładnych obliczeń to badanie musiałbym trochę wydłużyć. - skomentował i miał zapytać o jego dzielne próby powstrzymania się przed wejściem do kuchni ale to tylko będzie odwlekało temat, który chciał poruszyć. Miał nadzieję, że nie będzie chciał tego wszystkiego rozłożonego na czynniki pierwsze.
- Więc trzeba się cieszyć, że leczenie eliksirowarskie nie zakłóciło przebiegu pełni. To też podpowiada, że ten rodzaj eliksirów jest całkowicie obojętny dla likantropii. - no w końcu mógł "naturalnie" nawiązać do jego przypadłości, która go tak interesowała. Musiał tylko pamiętać o zachowaniu odpowiedniej otoczki uprzejmości, rzetelności i adekwatnej częstotliwości uśmiechów. Wypuścił powietrze z płuc i wyprostował się, podnosząc na niego wzrok.
- Chcę pomówić z tobą o twojej likantropii. - zanim ten miał mieć możliwość odmowy, to przeszedł do sedna.
- Badam tę klątwę od paru lat, ona jest moim głównym celem zawodowym. Pracuję nad stopniowym wyciszaniem bodźca likantropii, które gdyby się udało chociaż w pięciu procentach, mogłoby wzbudzić jakiekolwiek szanse na jej stłamszenie. - powiedział wprost ale wiedział, żeby nie rzucać żadnymi obietnicami. Póki co obserwował wyraz jego twarzy aby dostrzec prawdziwą reakcję w jego oczach i dopasować do słów jakich teraz wobec niego użyje. Czy wycofa się niczym rak i nie będzie chciał poruszać niekomfortowego (i znienawidzonego przez świat) tematu czy jednak zatrzyma się i wykaże zainteresowanie? Niestety, nie miał na tym koncie żadnych sukcesów bo nie był wspierany przez Bank Gringrotta dopóki nie przedstawi im faktycznego dowodu potwierdzającego sens inwestowania i wspierania klątwołamacza w jego badaniach. Nie od dziś wiadomo, że likantropii wyleczyć się nie da, a ten młodzik pragnie osiągnąć coś niemożliwego. Dlaczego miałby się ograniczać w swoich ambicjach?