• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony

[Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#8
28.02.2024, 00:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.06.2025, 11:32 przez Lorraine Malfoy.)  
Na twarzy Lorraine musiała się odmalować szczera konsternacja, kiedy wreszcie dotarł do niej sens słów Anthony'ego: normalnie, niespecjalnie zajmowało ją, kto, z kim, i w jakiej konfiguracji robi co w męskim dormitorium - zależało jej tylko na tym, by to u niej chłopcy zaopatrywali się w alkohol i inne substancje wyskokowe, bo ponad soczyste ploteczki o upodobaniach zdezelowanych moralnie, obrzydliwie bogatych chłopaczków bardziej ceniła renomę marki hogwarckiej przemytniczki - a tutaj nagle Tosiek wciągał ją w jakieś gangbangi gangu Borgina?!

Nie rozumiała bowiem, w jakim celu chciał ją najpierw ustawiać ze Stanleyem (uroczym i szczerym chłopakiem, skądinąd, innym od tych wszystkich bananowych bachorów - jego jedynego chyba nigdy nie oszukała na kasę - niewielu było w szkole kawalerów z bardziej ujmującym uśmiechem, a to że czasem przychodził załatwić kontrabandę w towarzystwie zbuntowanego Sauriela, do którego to chyba wzdychała połowa żeńskiej populacji Hogwartu, również było zaletą), teraz zaś znów parował ją z Louvainem (czasem czuła się trochę obco w towarzystwie chłopaka, na którego była jednak skazana pozostając w bliskiej relacji koleżeńskiej z jego bliźniaczką; a wszystko to dlatego, że jej skrzywiony legilimencją, patologiczny umysł cały czas szukał dziury w całym, dręczony ciekawością, czy wnętrze głów jego i Loretty jest równie podobne, co ich twarze), tylko po to, by rzucić ją WRESZCIE w ramiona Atreusa (w brzuszku robiło jej się ciepło na samo wspomnienie tego, jak zakręcił nią na korytarzu, i chyb nawet teraz zarumieniła się, przypominając sobie, jakąś figlarną i pełną słodkich niedopowiedzeń rozmowę, i to, że na odchodnym powiedziała mu wczoraj, tak prowokacyjnie, igrasz sobie ze mną, panie Bulstrode?, i uciekła, bo serce nieomal wyskoczyło jej z piersi, kiedy ich twarze były tak blisko siebie).

To w końcu próbował ją zeswatać z kolegami, czy on tutaj naprawdę chciał od niej czegoś więcej niż tylko paczki papierosów...?

--Zaraz, co? Jakie znowu "dziesięć na dziesięć"? Koledzy przestali mu wystarczać? On przestał wystarczać kolegom?? Uniosła leciutko brwi, próbując zrozumieć cokolwiek z tej krótkiej mowy motywacyjnej.

- Bardziej... Dumna...? Jak ty? - spytała, ostrożnie ważąc każde wypowiadane słowo.

Nie do końca rozumiała bowiem, co Anthony miał na myśli, prawiąc jej wszystkie te komplementy. Lorraine nawykła była do wszelkich przejawów chłopięcej bezpośredniości, od zadziornych zaczepek po zabawowe przepychanki słowne - a tak jakoś się utarło, że najczęściej wdawała się w takowe właśnie z Borginem, który nigdy nie potrafił przepuścić okazji, by przetestować jej cierpliwość - istniały jednak pewne granice dobrego smaku, których nigdy nie przekraczała: kiedy żarty stawały się zbyt sprośne, a docinki - bezczelnie niskie, unosiła dumnie podbródek, i przybierała obojętny wyraz twarzy, czekając, aż chłopcy przestaną pajacować, czasem tylko poddając się pokusie rzucenia w ich stronę jakiejś riposty. To była bardzo harmonijna symbioza, taka, w której każdy odgrywał jakąś rolę, choć wszyscy mogli czuć się równi...
Przynajmniej w teorii.

Pokręciła tylko głową, i, odganiając uparte myśli o byciu niewystarczającą, zapieczętowała list do Degenhardta, niepomna na zapadłe milczenie. Dopiero kiedy jej towarzysz podróży zagadnął o sekrety korespondencji, spojrzała mu uważnie w oczy.
- Dlaczego mi to wszystko mówisz, Anthony? - zapytała, bo choć zignorowała jego niezobowiązujący small talk, teraz odezwała się z jakąś wyjątkową delikatnością w głosie, jakby już długo zastanawiała się nad tym pytaniem, i tylko czekała na pretekst, by je wreszcie zadać.

Bo Lorraine nagle przeraziła się - czyżby ten kac naprawdę otworzył mu trzecie oko? - że oto Anthony Borgin przejrzał ją: dziewczynę, której w życiu pozostała już tylko duma.

Tak samo jak Borgin skrywał pod wizerunkiem złotego chłopca romantyczną porywczość, głód doznań i pustkę w serduszku, zaś pod konterfektem bożyszcza Slytherinu być może jakąś skrycie tajoną wrażliwość, o której to, dziewczyna nie miała, niestety, żadnego pojęcia (choć kiedyś pochwaliła, jak to ładnie wyglądają antosiowe notatki z jego schludnym charakterem pisma!) - tak samo Malfoy, pod nieskazitelną fasadą nazwiska przywodzącego na myśl korupcję, nepotyzm i stosy galeonów, skrywała głęboko ukorzenione traumy i wstyd, dużo wstydu.

Może byli bardziej podobni, niż oboje chcieliby przyznać.

Pułapce i paranoi, którą sama sobie zgotujesz... Lorraine przymknęła oczy, ale na jej twarzy wykwitł blady uśmiech. Gdyby tylko wiedział, w jak cholernie czułe miejsce trafił. Oparła dłonie o podbródek, zasłuchana, pozwalając sobie od czasu do czasu na aprobujący chichot.
- Za dziesięć lat? Za dziesięć lat możemy co najwyżej mieć wspólną stypę, a nie ślub, biorąc pod uwagę, jacy jesteśmy dzisiaj zmarnowani. Ty zejdziesz na marskość wątroby, ja-- - pokręciła głową. - Nie wiem, jak przeżyję te wakacje. Martwię się o wyniki SUMów. I... - zawahała się momentalnie, ale ciągnęła dalej - ...Nie wiem - ale za szybko minął mi ten rok.

Przez chwilę też odwróciła twarz, by zerknąć na krajobraz za oknem, ale nie patrzyła na mijane pola i lasy: patrzyła na odbijającą się w szybie twarz Anthony'ego, na ostatnią, zabłąkaną obok górnej wargi kropelkę wody, która umknęła mu, kiedy wycierał usta dłonią, na jego przyjemnie regularne rysy, i jakąś taką zadumę, która zagościła na chwilę w jego ekspresji. Borgin był podobny do klasycznych rzeźb mitologicznych herosów, które zdobiły ogród jej zamożnej ciotki, Josephine: to właśnie tymi swoimi kręconymi kędziorami i wyrazem buńczucznej satysfakcji czającym się gdzieś w kącikach ust musiał kusić dziewczyny takie jak jej przyjaciółka. Jego twarz była twarzą antycznego bohatera, i mogłaby zainspirować tysiące poematów, tysiące dzieł sztuki... Ale Lorraine nie potrafiła tworzyć - a smutek, jaki nosiła w swoim dziewczęcym sercu, był starszy niż marmur, z jakiego wyryto idealną twarz Borgina.
- A tak po prawdzie, Tony, to co powiedziałeś... było całkiem głębokie - Nie było zdziwienia w jej głosie, a choć iskierki ironii przebijały się mimo wszystko przez te słowa, całość wypadła raczej dobrodusznie. - Prawie uwierzyłam, że możemy ze sobą normalnie rozmawiać.
Co pozwoliło ci na tak głęboką introspekcję, Anthony? To, jak powiedziałam, że najchętniej utopiłabym cię w łyżeczce od herbaty, czy groziłam twojej ślicznej buźce?

Milczeniem przyjęła to, co miał do powiedzenia na temat Loretty. Nie oszukiwała się: wiedziała, że Anthony preferowałby w tej chwili towarzystwo panny Lestrange, a to że zapewnił ją, że to jej obecność jest mu miła świadczyło tylko o tym, że młody Borgin - choć bardzo próbował zamaskować to przekleństwami i dekadenckimi obyczajami - był urodzonym dżentelmenem. Bynajmniej nie miałaby do niego pretensji, gdyby opuścił ją w tej chwili, i poszukał Loretty, sama przecież go ku temu zachęcała, póki co, wcale nie myśląc o wydaniu ich sekretu Louvainowi. No dobra, może przeszło jej to przez myśl, kiedy była na Antosia naprawdę zła, ale przecież mimo wszystko lubiła i jego, i Lorettę, i kibicowałaby im szczerze, gdyby okazało się, że między nimi jest coś więcej. Gdzieś tam głęboko w duszy, Lorraine była przecież niepoprawną romantyczką...

... Pewnie właśnie dlatego w jej serduszku nie było już miejsca na chłopaka innego niż Atreus. Rzeczywiście, pocałunki Anthony'ego wcale by jej nie urządzały, choć Loretta zapewniała ją przecież gorąco, że nie zna nikogo, kto całowałyby lepiej niż on. W oczach Borgina nie widziała bowiem tych złośliwych iskierek przekory, które tak lubiła; nie czuła przy nim pokusy zrobienia czegoś absolutnie szalonego, tej dzikiej chęci zagrania światu na nosie, i wreszcie, absurdalnej pewności siebie, powodującej, że czuła się tak, jakby wszystko w życiu było na wyciągnięcie ręki, na jedno jej skinienie palcem zaledwie...

- To nie tak, że cię nie lubię, panie Borgin - W reakcji na pantomimę chłopaka, Lorraine tylko lekko zmarszczyła brwi. Starała się nie pokazać po sobie za wiele, bo kiedy on kpił sobie z tego, że najchętniej to by ją pocałował, ona mogła myśleć tylko o tym, że znowu to zrobiła; i chociaż Tony śmiał się dobrodusznie, Malfoy widziała w nim tylko kolejną ofiarę swojej rozbuchnej mocy wiły, i aż jej stresowo drgnął policzek, bo kiedy chłopak ujął między palce jej włosy, pozwalając, by te rozlały się w powietrzu. Mignięcie złotego blondu w przedziałowym lustrze sprawiło, że wyobraziła sobie, jak widmo jej prawdziwej matki mruga do niej z kart podręcznika do opieki nad magicznymi stworzeniami. Przymknęła na chwilę oczy.

Dlatego właśnie nie wysłała listu do Atreusa. Chciała być dla chłopaka czymś więcej aniżeli tą potworną, wilową wywłoką. Chciała, żeby ludzie dostrzegali to, co jest w środku, a nie twarz upiornej panny wodzącej na pokuszenie. Chciała...
Jak zawsze, zbyt wiele.

Weź się w garść, Lorraine Malfoy.

Z powrotem skupiła wzrok na Anthonym.
- Niech będzie - rzuciła łaskawie, gotowa na powrót grać rolę hogwarckiej baronessy, tak jak i on był gotów grać rolę ślizgońskiego amanta. - Pewnego dnia, poproszę cię o przysługę. Ale do tego czasu traktuj to jako prezent z okazji... - przekrzywiła nieco głowę, teatralnie markując zamyślenie, ale nie przerwała ani na chwilę intensywnego kontaktu wzrokowego. - ...Tego, że nie zginęliśmy w tym pociągu. - Tajemniczy uśmiech zaigrał wreszcie na jej wargach, i chociaż chwilę wcześniej była nieco bledsza, teraz przestała bawić się rodowym pierścionkiem Malfoyów, a jej palce, dotąd trzepoczące stresowo blisko szyi, kręcące kółeczka na kościach obojczyka i dekoltu, uspokoiły się wreszcie. Siedziała ramię w ramię z Anthonym, choć patrzyła na niego trochę z góry, dalej siedząc z elegancko, noga założona na nogę, kiedy on zsuwał się rozkosznie z fotela, rozciągnięty wygodnie na cały przedział.

- Grzeczny chłopiec - pochwaliła półwila, zaraz po tym, jak wręczyła mu w rozejmczym geście pudełko z fajkami, poklepawszy go delikatnie po głowie.

A potem zabrała rękę, i odsunęła się od Anthony'ego, zasłaniając pergamin przed jego wygłodniałymi oczami. List do Otto był już przecież gotowy do wysłania, pozostało tylko skreślić parę słów do ciotki Josephine. Otto na pewno pozwoli jej zatrzymać się na parę dni na Nokturnie, a jeżeli nie... Lorraine westchnęła, sięgając po kolejną kartkę, tę, którą umieściła na samym spodzie stosu. Tę, którą zaadresowała jako pierwszą, plamiąc pergamin łzami jeszcze we wnętrzu ciasnej toalety Hogwart Express.

"Armand Malfoy", zapisała wcześniej drżącą ręką. Ręka przestała drżeć, gdy zwróciła się do niego po prostu: "tato". Przelewając kolejne słowa na papier, zdążyła zapomnieć o obecności Anthony'ego w przedziale.

Nie mogła przecież nie napisać do ojca.

Koniec sesji


Yes, I am a master
Little love caster
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (3722), Lorraine Malfoy (4728)




Wiadomości w tym wątku
[Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 09.10.2023, 22:01
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Lorraine Malfoy - 10.10.2023, 21:41
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 19.10.2023, 00:56
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Lorraine Malfoy - 09.11.2023, 20:16
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 23.11.2023, 00:20
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Lorraine Malfoy - 15.12.2023, 15:40
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 06.01.2024, 23:43
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Lorraine Malfoy - 28.02.2024, 00:28

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa