28.02.2024, 02:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 19:04 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic
—16/06/1972—
Teatr Selwynów, Aleja Horyzontalna
Erik Longbottom & Geraldine Yaxley
Naprawdę próbował wyłgać się z wizyty w tym przeklętym teatrze. Ledwo wykurował się po wyprawie z Brenną w Góry Kaledońskie, co zresztą dalej było widoczne po drobnych siniakach w okolicy nosa, a teraz miał brylować pośród czarodziejskiej socjety? Jakby tego było mało, był to ośrodek Selwynów. Na sam dźwięk tego nazwiska kręciło mu się w głowie od nadmiaru wspomnień, a serce szybciej pompowało krew, gdy umysł podsuwał mu po raz kolejny sugestię: A co jeśli on gdzieś tu jest?
Nie wypatrywał go, co to, to nie. Nie miał pojęcia, co porabiał i co się z nim działo w ostatnim czasie. Nawet go to nie interesowało. Ani trochę. Poza tym... Nie miał czasu. Praca, dom, Śmierciożercy czyhający na każdym kroku, sprzątanie po Beltane. Naprawdę miał co robić. Nie potrzebował jeszcze jego. Westchnął cicho, przywierając mocniej plecami do mocarnej kolumny. Nawet nie wiedział, na jaką sztukę przyszedł. To jego matka miała tu być, ale w ostatniej chwili musiała zrezygnować ze względu na inne zobowiązania. Szkoda, że on nie miał takiej wymówki.
Czuł na sobie spojrzenia innych gości zaproszonych na tę premierę. Znali go, ale czy szanowali? Najdroższy czarodziej Wielkiej Brytanii, gwiazda Brygady Uderzeniowej, chłopak ugryziony przez wilkołaka podczas letniego bankietu, dzieciak Longbottomów... Tyle tytułów, tyle plotek i faktów, które zostały przyswojone przez opinię publiczną. Brali, co tylko wpadło im w ręce. Czy jednak ich poklask był czymś stałym, a może mógł obrócić się wniwecz, gdy tylko popełni jeden błąd?
Skrzywił się na tę myśl. Może to nie na niego patrzyli, a na strój? Jego czarny garnitur, przetykany cienkimi pionowymi pasami, oplatał jego ramiona, a biała koszula prześwitywała spod rozchylonej marynarki. Może próbowali rozpoznać krawca? Podwinięte rękawy ocierały się o skórę ręki przy co drugim geście; niedopracowanie projektanta czy celowe podkreślenie nonszalancji w tym, jak postanowił się tego dnia nosić? Nawet wykonane z czarnej tkaniny spodnie idealnie przylegały, podkreślając jego sylwetkę i opadając ku czarnym, błyszczącym butom, tworząc harmonijną linię. Niech patrzą, bo gdy zgasną światła i tak zwrócą się ku scenie.
— Dzięki Merlinowi — mruknął pod nosem, gdy przy drzwiach do damskich toalet mignęła mu znajoma sylwetka. Lepiej nie mógł trafić; Geraldine Yaxley miała się dla niego stać bohaterką tego okropnego wieczora.
Ruszył w jej stronę, poprawiając fryzurę, a gdy w końcu do niej opadł, skłonił przed kobietą głowę w geście powitania i szacunku. Uśmiechnął się, przyglądając się ubraniu kobiety. Ten strój jej pasował... Jak zresztą większość rzeczy, jakie nosiła. Pracując przez większość czasu na dzikich terenach, na pewno ceniła swoją wygodę, toteż pewnie i próbowała przemycać tę swobodę do innych ciuchów. Nawet na takie ''ważne'' uroczystości.
— Już myślałem, że będę skazany na towarzystwo znajomych moich rodziców — powiedział, wzdychając przeciągle. Ciężki kamień właśnie spadł mu z serca. — Cieszę się, że jestem w błędzie. Ciebie też wysłała rodzina, czy zaczęłaś gustować w takich miejscach, gdy nie patrzyłem?
Uśmiechnął się półgębkiem, wygładzając poły marynarki. Zerknął kątem na zegar: do rozpoczęcia spektaklu zostało im parę minut. Powinni się powoli zbierać do Sali Wawrzynowej; tej największej, przeznaczone na największe ''hity''. To czy faktycznie będzie to taki hit, to się dopiero okaże.
Nie wypatrywał go, co to, to nie. Nie miał pojęcia, co porabiał i co się z nim działo w ostatnim czasie. Nawet go to nie interesowało. Ani trochę. Poza tym... Nie miał czasu. Praca, dom, Śmierciożercy czyhający na każdym kroku, sprzątanie po Beltane. Naprawdę miał co robić. Nie potrzebował jeszcze jego. Westchnął cicho, przywierając mocniej plecami do mocarnej kolumny. Nawet nie wiedział, na jaką sztukę przyszedł. To jego matka miała tu być, ale w ostatniej chwili musiała zrezygnować ze względu na inne zobowiązania. Szkoda, że on nie miał takiej wymówki.
Czuł na sobie spojrzenia innych gości zaproszonych na tę premierę. Znali go, ale czy szanowali? Najdroższy czarodziej Wielkiej Brytanii, gwiazda Brygady Uderzeniowej, chłopak ugryziony przez wilkołaka podczas letniego bankietu, dzieciak Longbottomów... Tyle tytułów, tyle plotek i faktów, które zostały przyswojone przez opinię publiczną. Brali, co tylko wpadło im w ręce. Czy jednak ich poklask był czymś stałym, a może mógł obrócić się wniwecz, gdy tylko popełni jeden błąd?
Skrzywił się na tę myśl. Może to nie na niego patrzyli, a na strój? Jego czarny garnitur, przetykany cienkimi pionowymi pasami, oplatał jego ramiona, a biała koszula prześwitywała spod rozchylonej marynarki. Może próbowali rozpoznać krawca? Podwinięte rękawy ocierały się o skórę ręki przy co drugim geście; niedopracowanie projektanta czy celowe podkreślenie nonszalancji w tym, jak postanowił się tego dnia nosić? Nawet wykonane z czarnej tkaniny spodnie idealnie przylegały, podkreślając jego sylwetkę i opadając ku czarnym, błyszczącym butom, tworząc harmonijną linię. Niech patrzą, bo gdy zgasną światła i tak zwrócą się ku scenie.
— Dzięki Merlinowi — mruknął pod nosem, gdy przy drzwiach do damskich toalet mignęła mu znajoma sylwetka. Lepiej nie mógł trafić; Geraldine Yaxley miała się dla niego stać bohaterką tego okropnego wieczora.
Ruszył w jej stronę, poprawiając fryzurę, a gdy w końcu do niej opadł, skłonił przed kobietą głowę w geście powitania i szacunku. Uśmiechnął się, przyglądając się ubraniu kobiety. Ten strój jej pasował... Jak zresztą większość rzeczy, jakie nosiła. Pracując przez większość czasu na dzikich terenach, na pewno ceniła swoją wygodę, toteż pewnie i próbowała przemycać tę swobodę do innych ciuchów. Nawet na takie ''ważne'' uroczystości.
— Już myślałem, że będę skazany na towarzystwo znajomych moich rodziców — powiedział, wzdychając przeciągle. Ciężki kamień właśnie spadł mu z serca. — Cieszę się, że jestem w błędzie. Ciebie też wysłała rodzina, czy zaczęłaś gustować w takich miejscach, gdy nie patrzyłem?
Uśmiechnął się półgębkiem, wygładzając poły marynarki. Zerknął kątem na zegar: do rozpoczęcia spektaklu zostało im parę minut. Powinni się powoli zbierać do Sali Wawrzynowej; tej największej, przeznaczone na największe ''hity''. To czy faktycznie będzie to taki hit, to się dopiero okaże.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞