28.02.2024, 02:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2024, 02:46 przez Atreus Bulstrode.)
tańczę z viką
Pokiwał głową na podsunięte przez nią imię. Vivienne, mogło być - też ładnie. Atreusowi było w sumie wszystko jedno w tym momencie, bo 'we wszystkim jej ładnie'. Miło jednak było w tym wszystkim zobaczyć, jak w rozbawieniu drgają jej kąciki ust, bo przecież o to w tym wszystkim mu chodziło - żeby było zabawnie. Na odpowiedź na temat piosenki westchnął tylko, niby to rozczarowany, bo łatwo jej było tak mówić. Jak dało się zauważyć, to tu leciały jakieś mugolskie hity, a on niekoniecznie był z tego rodzajem muzyki zaznajomiony. Nie na tyle by nadążyć za tekstem czy melodią.
Milo, że doceniała jego niezamierzone popisy, bo jeszcze by się zmartwił, że zamiast kręcić nią na parkiecie, to będzie musiał podpierać ścianę, póki mu nie przejdzie. Albo próbować zapić ten ogień kolejną porcją alkoholu. Na całe szczęście jednak, drink nie miał długofalowych skutków i kiedy objął ją na parkiecie, mogli już ze sobą normalnie rozmawiać.
Okręcił ją zgrabnie, patrząc jak ciemne włosy rozlewały się pod wpływem ruchu, a kiedy już wykonała obrót, przyciągnął do siebie i z pewnym skrywanym zadowoleniem ponownie ułożył jej dłoń na talii.
- I jak się z tym czujemy? - zapytał, lekko unosząc brew. Miał jej gratulować wyrwania się z bezsensownego mariażu, a może złożyć kondolencje i zapewnić, że bardzo mu przykro iż ten związek nie przetrwał próby czasu. Zaraz jednak uśmiechnął się lekko, jednak z typową dla siebie zaczepką kryjącą się w kącikach ust. - Czy skoro przyszłaś sama, to znaczy też że jesteś tu w celu złowienia sobie nowego kandydata na narzeczonego? Niby widziano cię z Laurentem, a plotki rozeszły się na ten temat całkiem szybko, ale wybieram w nie nie wierzyć - bo odnosił wrażenie, że nawet jeśli z Victorią nie był przesadnie blisko, to z Prewettem już tak. Na tyle, by odczytać sytuację między nimi.
- Ja nawet nie zamierzam się z tobą sprzeczać w tym temacie, Vivienne. Bo widzisz, do takich rzeczy potrzeba ekspertów. Ty byłaś ekspertką od ogórków, mu od wódki, proste - uśmiechnął się do niej wesoło. Ale potem westchnął głęboko i okręcił ją znowu, zanim odpowiedział na jej pytanie. - Tak jak naszą decyzją było, byśmy się zaręczyli, tak naszą było, by to zakończyć - powtórzył za nią. - Ale prawda jest taka, że cały nasz związek był hazardem. Postawieniem wszystkiego na jedną kartę - wzruszył ramionami. - Pozostaje mieć tylko nadzieję, że we Francji znajdzie to, czego szukała. - w gruncie rzeczy nie miał do Elaine żadnych pretensji, nawet jeśli zakończenie zaręczyn w pewien sposób wciąż ciążyło i pozostawiało po sobie gorzki posmak. Ale takie już było życie - raz się wygrywało, a raz przegrywało, a on akurat było do tego przyzwyczajony.
Pokiwał głową na podsunięte przez nią imię. Vivienne, mogło być - też ładnie. Atreusowi było w sumie wszystko jedno w tym momencie, bo 'we wszystkim jej ładnie'. Miło jednak było w tym wszystkim zobaczyć, jak w rozbawieniu drgają jej kąciki ust, bo przecież o to w tym wszystkim mu chodziło - żeby było zabawnie. Na odpowiedź na temat piosenki westchnął tylko, niby to rozczarowany, bo łatwo jej było tak mówić. Jak dało się zauważyć, to tu leciały jakieś mugolskie hity, a on niekoniecznie był z tego rodzajem muzyki zaznajomiony. Nie na tyle by nadążyć za tekstem czy melodią.
Milo, że doceniała jego niezamierzone popisy, bo jeszcze by się zmartwił, że zamiast kręcić nią na parkiecie, to będzie musiał podpierać ścianę, póki mu nie przejdzie. Albo próbować zapić ten ogień kolejną porcją alkoholu. Na całe szczęście jednak, drink nie miał długofalowych skutków i kiedy objął ją na parkiecie, mogli już ze sobą normalnie rozmawiać.
Okręcił ją zgrabnie, patrząc jak ciemne włosy rozlewały się pod wpływem ruchu, a kiedy już wykonała obrót, przyciągnął do siebie i z pewnym skrywanym zadowoleniem ponownie ułożył jej dłoń na talii.
- I jak się z tym czujemy? - zapytał, lekko unosząc brew. Miał jej gratulować wyrwania się z bezsensownego mariażu, a może złożyć kondolencje i zapewnić, że bardzo mu przykro iż ten związek nie przetrwał próby czasu. Zaraz jednak uśmiechnął się lekko, jednak z typową dla siebie zaczepką kryjącą się w kącikach ust. - Czy skoro przyszłaś sama, to znaczy też że jesteś tu w celu złowienia sobie nowego kandydata na narzeczonego? Niby widziano cię z Laurentem, a plotki rozeszły się na ten temat całkiem szybko, ale wybieram w nie nie wierzyć - bo odnosił wrażenie, że nawet jeśli z Victorią nie był przesadnie blisko, to z Prewettem już tak. Na tyle, by odczytać sytuację między nimi.
- Ja nawet nie zamierzam się z tobą sprzeczać w tym temacie, Vivienne. Bo widzisz, do takich rzeczy potrzeba ekspertów. Ty byłaś ekspertką od ogórków, mu od wódki, proste - uśmiechnął się do niej wesoło. Ale potem westchnął głęboko i okręcił ją znowu, zanim odpowiedział na jej pytanie. - Tak jak naszą decyzją było, byśmy się zaręczyli, tak naszą było, by to zakończyć - powtórzył za nią. - Ale prawda jest taka, że cały nasz związek był hazardem. Postawieniem wszystkiego na jedną kartę - wzruszył ramionami. - Pozostaje mieć tylko nadzieję, że we Francji znajdzie to, czego szukała. - w gruncie rzeczy nie miał do Elaine żadnych pretensji, nawet jeśli zakończenie zaręczyn w pewien sposób wciąż ciążyło i pozostawiało po sobie gorzki posmak. Ale takie już było życie - raz się wygrywało, a raz przegrywało, a on akurat było do tego przyzwyczajony.