28.02.2024, 09:46 ✶
- Może kłamał? - podsunął Brennie, bo przecież mieli do czynienia z kimś, kto zabijał. Co to dla niego takie małe kłamstwo w imię innego, wyższego celu? - Co do reszty to nie, do niej nikt szczególny nie podchodził. Zbyt bardzo się boi, by przyjmować klientów u siebie, kiedyś ktoś ją nieźle poszarpał i od tego czasu korzysta z ochrony tutaj.
Trochę jej nawet współczuł, ale nie było opcji, że się do tego przyzna. Do tego, że zostawił jej napiwek, też nie. Niech to będzie jej dobre zakończenie dnia - przynajmniej tak mogli oficjalnie jej pomóc, bo nieoficjalnie nie wolno im było się do tego przyznać.
- Ej no, czekaj! - ruszył za Longbottom, przyspieszając kroku. Ta to dopiero narwana była. Rozumiał, że byli w kropce, ale po co ten pośpiech? Mieli cały dzień na szlajanie się po Londynie i wypytywanie o blondyna. Mogli cieszyć się jeszcze piękną, letnią pogodą.
(...)
- Musicie go z kimś mylić. Andrew zginął w wypadku jakieś trzy miesiące temu - niska, pulchna kobieta dopalała papierosa, którym poczęstował ją Aidan. Patrzyła to na Brennę, to na Parkinsona, kręcąc głową. - Może był po prostu do tego waszego George'a podobny? Dużo jest blondynów, dobrze zbudowanych, którzy zajmują wysokie stanowiska bankowe, wbrew pozorom.
Zaciągnęła się po raz ostatni, a potem wrzuciła niedopałek do słoika, wypełnionego wodą. Gdy tylko Aidan wszedł z Brenną w rolę zatroskanego rodzeństwa, które broni dobre imię siostry zaręczonej z kimś innym, od razu znalazł się ktoś, kto pamiętał blondyna. Tylko że, z tego co mówiła ta pracownica, on nie żył.
- Możliwe. Będziemy szukać dalej. Przykro nam, pewnie to była niespodziewana śmierć? - chuja, a nie było mu przykro. Ale tylko głupiec by wypowiedział te słowa na głos.
- Tak, wypadek samochodowy. Sprawca uciekł, a samochód wyglądał tak, jakby zderzył się ze ścianą. Dziwna sprawa, bo to było gdzieś poza Londynem i znaleziono auto na poboczu, ale policja do dzisiaj szuka drugiej osoby w to zaangażowanej - Aidan uniósł brew. Spojrzał na Brennę. Czy tylko mu to się wydawało dziwne? Ale... No tu się trop urywał. Nie miał pomysłu co zrobić i jak wymusić na kobiecie, by powiedziała im coś więcej. Mógł użyć niby confundusa, ale z Larkiem nie skończyło się to dobrze.
Trochę jej nawet współczuł, ale nie było opcji, że się do tego przyzna. Do tego, że zostawił jej napiwek, też nie. Niech to będzie jej dobre zakończenie dnia - przynajmniej tak mogli oficjalnie jej pomóc, bo nieoficjalnie nie wolno im było się do tego przyznać.
- Ej no, czekaj! - ruszył za Longbottom, przyspieszając kroku. Ta to dopiero narwana była. Rozumiał, że byli w kropce, ale po co ten pośpiech? Mieli cały dzień na szlajanie się po Londynie i wypytywanie o blondyna. Mogli cieszyć się jeszcze piękną, letnią pogodą.
(...)
- Musicie go z kimś mylić. Andrew zginął w wypadku jakieś trzy miesiące temu - niska, pulchna kobieta dopalała papierosa, którym poczęstował ją Aidan. Patrzyła to na Brennę, to na Parkinsona, kręcąc głową. - Może był po prostu do tego waszego George'a podobny? Dużo jest blondynów, dobrze zbudowanych, którzy zajmują wysokie stanowiska bankowe, wbrew pozorom.
Zaciągnęła się po raz ostatni, a potem wrzuciła niedopałek do słoika, wypełnionego wodą. Gdy tylko Aidan wszedł z Brenną w rolę zatroskanego rodzeństwa, które broni dobre imię siostry zaręczonej z kimś innym, od razu znalazł się ktoś, kto pamiętał blondyna. Tylko że, z tego co mówiła ta pracownica, on nie żył.
- Możliwe. Będziemy szukać dalej. Przykro nam, pewnie to była niespodziewana śmierć? - chuja, a nie było mu przykro. Ale tylko głupiec by wypowiedział te słowa na głos.
- Tak, wypadek samochodowy. Sprawca uciekł, a samochód wyglądał tak, jakby zderzył się ze ścianą. Dziwna sprawa, bo to było gdzieś poza Londynem i znaleziono auto na poboczu, ale policja do dzisiaj szuka drugiej osoby w to zaangażowanej - Aidan uniósł brew. Spojrzał na Brennę. Czy tylko mu to się wydawało dziwne? Ale... No tu się trop urywał. Nie miał pomysłu co zrobić i jak wymusić na kobiecie, by powiedziała im coś więcej. Mógł użyć niby confundusa, ale z Larkiem nie skończyło się to dobrze.