Trixie ostatnio stwierdziła, że nie warto jest być wiecznie pokorną dziewczynką. Trzeba iść po swoje, robić to na co się ma ochotę, tylko w umiejętny sposób. Była całkiem bystra, jak na młody wiek i bardzo szybko się uczyła. Jeśli raz ją ktoś zranił, to miał przejebane, permanentnie. Okropnie pamiętliwe z niej stworzenie. Na całe szczęście ten tutaj Sauriel kojarzył jej się jedynie z przyjemnością. Razem mogli podbić świat, uważała go bowiem za osobę, która jest w stanie sobie poradzić ze wszystkimi przeszkodami. Dobrze mieć kogoś takiego u swojego boku, nawet jeśli chodzi tylko o dobrą zabawę.
Musiała zacząć panować nad pewnymi zachowaniami, przestać się przejmować, dać się ponieść, nie myśleć. Sauriel był to tego idealnym towarzystwem, on był uosobieniem wyjebania, i to jej się w nim podobało. Miała wrażenie, że niczym się nie przejmuje, może powinna się tego od niego nauczyć, idealna okazja się jej na to przytrafiła.
- Nie musisz błagać, nie zrobiłabym ci tego, nie po to się przecież tutaj spotkaliśmy. - Uśmiechnęła się do mężczyzny, zadowolona. To ich łączyło. Trixie również nie klęczała, nigdy, przed nikim. Znała swoją wartość, nawet gdy dochodziło do spotkań z Mistrzem wiedziała, gdzie jest jej miejsce - zdecydowanie nie była to podłoga. On cenił takich niepokornych, jak ona, przynajmniej tak się jej wydawało, zamierzała kontynuować swoje działania, aby nadal nie dawać mu powodu do rozczarowania. Była bardzo pewna siebie i wiedziała, że jest w stanie spełnić jego oczekiwania. Potrafiła dążyć do celu po trupach, dosłownie i w przenośni, nic więcej nie oczekiwała.
- Żebyś się nie zdziwił, skończy się tak, że padnę i będziesz mnie musiał zanieść do domu. - Rzadko kiedy piła, raczej unikała używek, aby mieć jasny umysł, tyle, że może to był błąd, może warto zacząć korzystać z życia, bawić się i nie myśleć o tych wszystkich niepotrzebnych sprawach? Dzisiaj zamierzała odpuścić, szczególnie, że towarzyszył jej Sauriel. W jego towarzystwie czuła się bezpiecznie, wiedziała, że nie stanie jej się krzywda.
W ogóle nie ruszył ją sposób w jaki z nią flirtował, choć był mocno bezczelny. Taki już miał styl bycia, nie przeszkadzało jej to wcale.
- To by był zaszczyt mój drogi, bardzo lubię ogień. - Bardziej lubiła patrzeć, jak świat płonie, jednak się nie rozdrabniała. - Nie wiem, czy każda pozycja z karty to dobry pomysł, ale zaczęła bym od wódki. - Zwykłej, czystej wódki, która smakowała okropnie, ale przynajmniej wiedziała, że trochę zamroczy jej w głowie, że będzie mogła wreszcie się oderwać i popłynąć.