Osoba faktycznie przebywająca w wyższych sferach, szybko dostrzegała przybraną przez Peppę maskę. Dziewczyna zdecydowanie nie mieszkała w wielkiej posiadłości, nie kupowała nowej sukienki na każdy bal, czyli raz na miesiąc, a obecność żebraka nie uszła jej uwadze, chociaż prawdziwa dama nawet nie przyznałaby się do zauważenia kogoś zza marginesu społeczeństwa. Peppa starała się, jak mogła, ale najlepsza ocena, jaką mogła uzyskać, to pochodzenie z rodziny, która wzbogaciła się w ciągu ostatnich 5 lat. Co akurat było prawdą, ale z powodu mnogości zaangażowanych w biznes Potterów, żaden z nich nie narzekał na nadmiar gotówki.
— Hm, tak, wyobrażam sobie... że bywa przydatne — odpowiedziała sucho, nie mając pojęcia, czemu właściwie przyznawała rację. Może chodziło o nadawanie okolicy klimatu brudu i ubóstwa? To na pewno żebrak robił doskonale.
— Gdyby do wykonania była naprawdę brudna robota, a nie miałabym nikogo innego pod ręką i ten tu wyraziłby chęć pracy... Wtedy być może. Na szczęście moja praca tak daleka jest od brudu, jak to tylko możliwe — wyjaśniła, nie ukrywając drobnego uśmiechu, który zakwitł na jej twarzy. Była zadowolona z tego, jak sprytnie wplotła branżę rodzinnej firmy w temat konwersacji. Rzuciła ostatnie spojrzenie na żebraka, który znikał na drugim końcu ulicy, po czym skupiła w pełni swoją uwagę na Malfoy'u.
— Penelope Potter. — Brzmiała jak osoba, która ćwiczyła przedstawianie się wiele razy przed lustrem i tak też było. Jako że czarodziej wyciągnął rękę pierwszy, spodziewała się doznać nowoczesnego zapieczętowania znajomości w postaci uścisku ręki, ale ku jej (nieokazanemu) zdziwieniu, skończyło się na klasycznym cmoknięciu.
— Zdaje się, że pan często tu przebywa.