– Odpuszczę sobie te magiczne drinki – odpowiedział z przekąsem wypowiadając ostatnie dwa słowa. Wolał mieć kontrolę nad tym jak mówił i co, nie chciał kłamać jeśli tego nie potrzebował, a zwłaszcza swojej rodzinie. – Będę musiał porozmawiać z organizatorką tego przedsięwzięcia – dodał i pokręcił głową odsuwając od siebie jeszcze dalej tę szklankę.
Vincent od zawsze miał dobrą głowę do picia, rzadko upijał się tak, aby nie pamiętać imprezy, czy danego wydarzenia. Lubił kontrolę, a alkohol nie powinien mu tego odbierać. Przez cały ten czas swojego życia może trzy razy urwał mu się film, w tym raz zasnął w toalecie – o czym wiedzieli tylko nieliczni, bo nie chwalił się tym na prawo i lewo.
Przeczesał swoje włosy myśląc o tym, co mówiła Flo. Miał nadzieję, że będzie bezpieczna, że nic się jej nie stanie, że to nie zagrozi jej życiu, ale czego mógł się po niej spodziewać? To w sumie byłaby pierwsza osoba z jego rodziny, o której by pomyślał, że zaangażuje się w taką sprawę. W końcu jej praca to ratowanie życia. Nie wyobrażał sobie jej po drugiej stronie.
– Dobrze, ale naprawdę próbuj nie mieszać się w nic więcej – westchnął – Chodźmy się napić czegoś lepszego i bezpieczniejszego, a potem może dasz się zaprosić na parkiet? – siostrzenica siostrzenicą, ale mógł z nią zatańczyć, nie? Brenny nie miał szansy wyciągać do kolejnych tańców, bo była oblegana, a nikogo więcej nie znał.
Podniósł się i ruszył do baru. Zamówił sobie zwykłego drinka – rum, cola, limonka. Lubił pić rum i whisky, a te magiczne drinki skusiły go tylko z nazwy. Teraz stwierdził, że nigdy więcej nic magicznego nie weźmie. Dla Florence zamówił od razu wino.