Otulona nimbem światłości, pyłem z gwiazd zrodzonym wplątanym w bujne loki, wyglądała bardziej jak zjawa leśna, aniżeli namacalna istota; jak to drobne istnienie wyciągające dłonie ku masywom drzew, które poprzetykane były liśćmi na wzór waty cukrowej; jak dziecko, patrzące przez witrynę cukierni; jak ulotna na tyle, że szept mógłby zmieść ją z powierzchni, zamienić w niwecz, jedynie w lśniące czernią niebo. Westchnięcie zamarło na jej wargach, gdy tylko obróciła się w rytm rozkoszującej muzyki; coś zamknęło w szczerozłotej klatce płuc jakikolwiek cień oddechu i dopiero jak zeszła z parkietu, pozwoliła sobie głośniej odetchnąć. Jedyne tańce, do jakich przywykła, to te wokół ognisk podczas świąt kowenu.
Przez jakiś czas rozglądała się niepewnie, niby chcąc odnaleźć jakąkolwiek znajomą buzię – podeszła więc do baru niespiesznie, jakby leniwie, opierając się o blat z udawaną nonszalancją. Czy tak właśnie robili dżentelmeni na salonach tchnących damskim pudrem i słodkim zapachem perfum?; nie potrafiła odpowiedzieć sobie na to pytanie.
Rozglądając się raz jeszcze, rozpoznała sylwetkę stojącą obok niej, tyłem.
Podeszła dziarsko i śmiało, łapiąc delikatnie za łokieć mężczyznę.
– Samuel! – zaświergotała, wpraszając na usta urokliwy uśmiech małego chochlika.
Studiowała przez chwilę jego fizjonomię, jakby widziała go po raz pierwszy na przestrzeni życia. Dopiero chwilę później, gdy dostrzegła nietaktowność swojego dotyku na jego ręce, cofnęła dłoń gwałtownie, zupełnie rujnując nieomal pełnego kurażu dziewczęcia.
– Jesteś mi chyba coś dłużny! – rzekła miękko, a jej słowa rozlały się lepkim, późnoletnim sokiem. – Ostatnim razem nie podarowałeś mi tańca, co wprawiło mnie w smutek. Tym razem ci nie odpuszczę – rzekła z udawaną sztywną nieustępliwością.
– Przepraszam, że go porywam – rzuciła do Neila, łapiąc Samuela za dłoń.
Jego skóra była ciepła i miękka, tak jak miękkie są dziewczęce ramiona. Nie pomyślała nawet, iż bezpardonowe złapanie go za dłoń może odbić się niejakim zakłopotaniem – Effie bardzo mało wiedziała o samozachowawczości i jakichkolwiek ochłapach dystansu. W ostatnim momencie otuliła palcami jedną ze szklanek z magicznym napojem.
!magicznydrink