28.02.2024, 20:45 ✶
Przyjaźń łącząca Erika i Norę była wyjątkowa. Niewiele relacji z dzieciństwa ma zaszczyt przetrwać okres dorastania, nie wspominając nawet o życiu dorosłym. Ludzie szli w swoją stronę, skupiali się na swoim własnym życiu, a z czasem kontakt słabnął, dopóki wszechświat ponownie nie popychał pewnych osób ku sobie. Oni tego nie doświadczyli.
Odkąd zapoznali się ze sobą w Dolinie Godryka cały czas byli blisko siebie; jak nie w Hogwarcie, to w Londynie, gdy szkolne mury zostawili daleko za sobą. Ząb czasu, zamiast nadkruszyć ich więzi, tylko je umocnił. Zasługa słabości, jaką mieli do siebie nawzajem? A może siatki znajomych, jaka pokrywała się w wielu punktach? Połączenie tych i wielu innych czynników? Najprawdopodobniej.
— O tak, pamięć ma niezrównaną — potwierdził Erik, a jego twarz stężała na wspomnienie dawnych nagan i pogadanek w wykonaniu dziadka. Longbottomów nie było łatwo utrzymać w ryzach, a mało kto w rodzinie miał prawdziwie żelazną rękę. Godryk siłą rzeczy musiał przyzwyczaić się do tej roli. — Chociaż mam wrażenie, że nawet on nie jest w stu procentach pewny, ile konkretnie osób u nas mieszka.
Oprócz Longbottomów i Crawleyów mieszkał tam także Thomas i Julien, a jakby się uprzeć to można by było dodać do tego zestawu także stolarza Samuela, który spędzał na terytorium Warowni praktycznie tyle samo, co i jej mieszkańcy. A zwierzaki to już w ogóle można sobie darować, pomyślał z przekąsem. Jeszcze z psami nie było tak najgorzej, bo każdy z nich różnił się od reszty, ale sowy... To był prawdziwy koszmar. Biorąc pod uwagę liczbę domowników, Warownia powinna mieć oddzielną sowiarnie na całą korespondencję.
— Co moje uszy słyszą? — rzucił zdezorientowany. Zupełnie nie wiedział, jak się zachować. Czy ktoś w końcu przyznał mu rację do Brenny? — Komuś za bardzo rozwiązał się język. — Zaśmiał się krótko. — Nieładnie tak obgadywać innych, Norciu. Pójdę ci jednak na rękę i będę milczał jak grób.
Ach, jak cudownie byłoby wytknąć Longbottomównie, że faktycznie przekraczała wszelkie ludzkie wyobrażenia na temat swojej osoby. Szkoda tylko, że do tej wiekopomnej chwili doszło, gdy Erik i Nora mieli w żyłach więcej alkoholu niż krwi i mało co będą pamiętać z tej rozmowy o poranku. Cóż, nawet jeśli zapomni o tym po powrocie do domu, to te pół godziny satysfakcji z pewnością mu wystarczy. Nie była to zresztą jedyna niespodzianka tej sierpniowej nocy.
Drugą było to, że Figg faktycznie zdołała się uspokoić i... odstraszyła mysz. Co jak co, ale Erik nie spodziewał się, że tak się potoczą sprawy. Sądził, że mysz przestraszy się na tyle, że wskoczy na Norę, a wtedy Dolina Godryka dowie się, jak duży potencjał wokalny tkwił w trzewiach panny Figg. Tak się jednak nie stało. Aż żal... Czyż nie?
— Albo wyliniałą kocicą, która drze się jak stare prześcieradło przy pierwszej okazji — mruknął, posyłając dziewczynie wredny uśmieszek. — Chociaż odwagi nie można ci odmówić. Przynajmniej nie wyskoczyłaś ze swojego rydwanu przyjaźni.
Powoli wyjeżdżali z dzielnicy mieszkalnej i zbliżali się do centrum Doliny Godryka. Erik zatrzymał się na środku skrzyżowania, nie do końca wiedząc, gdzie teraz skręcić. Nie był pewien, która droga byłaby bezpieczniejsza z uwagi na mniej dziur na drodze, a która szybsza acz najeżona przeszkodami.
Odkąd zapoznali się ze sobą w Dolinie Godryka cały czas byli blisko siebie; jak nie w Hogwarcie, to w Londynie, gdy szkolne mury zostawili daleko za sobą. Ząb czasu, zamiast nadkruszyć ich więzi, tylko je umocnił. Zasługa słabości, jaką mieli do siebie nawzajem? A może siatki znajomych, jaka pokrywała się w wielu punktach? Połączenie tych i wielu innych czynników? Najprawdopodobniej.
— O tak, pamięć ma niezrównaną — potwierdził Erik, a jego twarz stężała na wspomnienie dawnych nagan i pogadanek w wykonaniu dziadka. Longbottomów nie było łatwo utrzymać w ryzach, a mało kto w rodzinie miał prawdziwie żelazną rękę. Godryk siłą rzeczy musiał przyzwyczaić się do tej roli. — Chociaż mam wrażenie, że nawet on nie jest w stu procentach pewny, ile konkretnie osób u nas mieszka.
Oprócz Longbottomów i Crawleyów mieszkał tam także Thomas i Julien, a jakby się uprzeć to można by było dodać do tego zestawu także stolarza Samuela, który spędzał na terytorium Warowni praktycznie tyle samo, co i jej mieszkańcy. A zwierzaki to już w ogóle można sobie darować, pomyślał z przekąsem. Jeszcze z psami nie było tak najgorzej, bo każdy z nich różnił się od reszty, ale sowy... To był prawdziwy koszmar. Biorąc pod uwagę liczbę domowników, Warownia powinna mieć oddzielną sowiarnie na całą korespondencję.
— Co moje uszy słyszą? — rzucił zdezorientowany. Zupełnie nie wiedział, jak się zachować. Czy ktoś w końcu przyznał mu rację do Brenny? — Komuś za bardzo rozwiązał się język. — Zaśmiał się krótko. — Nieładnie tak obgadywać innych, Norciu. Pójdę ci jednak na rękę i będę milczał jak grób.
Ach, jak cudownie byłoby wytknąć Longbottomównie, że faktycznie przekraczała wszelkie ludzkie wyobrażenia na temat swojej osoby. Szkoda tylko, że do tej wiekopomnej chwili doszło, gdy Erik i Nora mieli w żyłach więcej alkoholu niż krwi i mało co będą pamiętać z tej rozmowy o poranku. Cóż, nawet jeśli zapomni o tym po powrocie do domu, to te pół godziny satysfakcji z pewnością mu wystarczy. Nie była to zresztą jedyna niespodzianka tej sierpniowej nocy.
Drugą było to, że Figg faktycznie zdołała się uspokoić i... odstraszyła mysz. Co jak co, ale Erik nie spodziewał się, że tak się potoczą sprawy. Sądził, że mysz przestraszy się na tyle, że wskoczy na Norę, a wtedy Dolina Godryka dowie się, jak duży potencjał wokalny tkwił w trzewiach panny Figg. Tak się jednak nie stało. Aż żal... Czyż nie?
— Albo wyliniałą kocicą, która drze się jak stare prześcieradło przy pierwszej okazji — mruknął, posyłając dziewczynie wredny uśmieszek. — Chociaż odwagi nie można ci odmówić. Przynajmniej nie wyskoczyłaś ze swojego rydwanu przyjaźni.
Powoli wyjeżdżali z dzielnicy mieszkalnej i zbliżali się do centrum Doliny Godryka. Erik zatrzymał się na środku skrzyżowania, nie do końca wiedząc, gdzie teraz skręcić. Nie był pewien, która droga byłaby bezpieczniejsza z uwagi na mniej dziur na drodze, a która szybsza acz najeżona przeszkodami.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞