06.12.2022, 21:45 ✶
Nie mogła powiedzieć, że przepadała za tego typu jarmarcznymi obchodami jakichkolwiek świąt. Rozstawienie się na środku pola w jakiejś małej miejscowości nie było dla niej szczytami jakichkolwiek zdolności organizacyjnych, ale co kto lubi, prawda? Do wszystkiego tak na prawdę pociągnęła ją ciekawość; mimo że spędozne w Anglii dni niejednokrotnie przynosiły ze sobą nowe doświadczenia, to wzięcie udziału w takim festynie wciąż pozostawało na liście 'do zrobienia i nigdy więcej nie wzięcia udziału'.
Dlatego też teraz szła obok Vakela, co chwila patrząc z ukosa na absurdalny kapelusz, który skomponował z przeciwsłonecznymi okularami, nie rozumiejąc, co właściwie miały mu zapewnić. Artykuł w Czarownicy poświęcony modowym katastrofom? Bo przecież na pewno nie anonimowość, sądząc po kąśliwych uwagach czy spojrzeniach, które nie umykały jej uwadze. Co i rusz jakoś zapominała, że jej ojciec jest osobą aż takiego formatu - zbyt dużego jak na jej dotychczasowe przyzwyczajenia, jednak posiadającego w sobie coś, co w pewien sposób bardzo jej odpowiadało. Bycie w centrum uwagi, nawet jeśli obrywało jej się w tym momencie tylko rykoszetem, pozostawiało po sobie dziwny, przyjemny posmak.
- Na prawdę? A niemal byłam w stanie się założyć, że przywitanie wiosny będzie się cieszyć większym zainteresowaniem - odwróciła głowę w jego stronę. Sama idea budzenia się ziemi do życia wydawała jej się stosunkowo ważnym konceptem, przynajmniej w założeniu. W końcu zwiastowało to możliwość nowych siewów, kwitnienia kwiatów, a także późniejszych zbiorów. Najwyraźniej jednak, nie wszyscy wciąż celebrowali fakt, że będzie co jeść. Chociaż w sumie nie była też pewna, czy magiczni zielarze i sadownicy przejmowali się podobnymi detalami jak pogoda. - Co masz na myśli? - zapytała, marszcząc lekko brwi. Młody wiek i życie za granicą pozwalał jej na życie w błogiej ignorancji, która nawet jej się podobała. Pozwalała nie zaprzątać sobie głowy przynajmniej połową spraw, która ciążyła innym, a jednocześnie stwarzała podobne sytuacje, gdzie mogła ciągnąć ojca za język, domagając się wyjaśnień. Jakieś też miała szczęście, że absolutnie nie wstydziła się tych wszystkich braków w politycznych rozstawieniach i problemach.
Dlatego też teraz szła obok Vakela, co chwila patrząc z ukosa na absurdalny kapelusz, który skomponował z przeciwsłonecznymi okularami, nie rozumiejąc, co właściwie miały mu zapewnić. Artykuł w Czarownicy poświęcony modowym katastrofom? Bo przecież na pewno nie anonimowość, sądząc po kąśliwych uwagach czy spojrzeniach, które nie umykały jej uwadze. Co i rusz jakoś zapominała, że jej ojciec jest osobą aż takiego formatu - zbyt dużego jak na jej dotychczasowe przyzwyczajenia, jednak posiadającego w sobie coś, co w pewien sposób bardzo jej odpowiadało. Bycie w centrum uwagi, nawet jeśli obrywało jej się w tym momencie tylko rykoszetem, pozostawiało po sobie dziwny, przyjemny posmak.
- Na prawdę? A niemal byłam w stanie się założyć, że przywitanie wiosny będzie się cieszyć większym zainteresowaniem - odwróciła głowę w jego stronę. Sama idea budzenia się ziemi do życia wydawała jej się stosunkowo ważnym konceptem, przynajmniej w założeniu. W końcu zwiastowało to możliwość nowych siewów, kwitnienia kwiatów, a także późniejszych zbiorów. Najwyraźniej jednak, nie wszyscy wciąż celebrowali fakt, że będzie co jeść. Chociaż w sumie nie była też pewna, czy magiczni zielarze i sadownicy przejmowali się podobnymi detalami jak pogoda. - Co masz na myśli? - zapytała, marszcząc lekko brwi. Młody wiek i życie za granicą pozwalał jej na życie w błogiej ignorancji, która nawet jej się podobała. Pozwalała nie zaprzątać sobie głowy przynajmniej połową spraw, która ciążyła innym, a jednocześnie stwarzała podobne sytuacje, gdzie mogła ciągnąć ojca za język, domagając się wyjaśnień. Jakieś też miała szczęście, że absolutnie nie wstydziła się tych wszystkich braków w politycznych rozstawieniach i problemach.