28.02.2024, 22:31 ✶
Nic się tu kupy nie trzymało. Aidana często ponosiły nerwy, potrafił przypieprzyć stawiającym się osobom, które w zasadzie nie robiły nic złego, tylko się broniły przed aresztowaniem. Ale tu poległ. Podobnie jak Brenna, on też był zagubiony. Już myśleli, że mają mordercę w garści, a tu klops. Mieli jakiś ochłap, strzępek informacji, nic istotnego. Odpalił papierosa od papierosa i odprowadził wzrokiem kobietę. Poczekał, aż ta zniknie w budynku, a potem rzucił okiem na Brennę.
- Ale chujnia - skwitował, wydmuchując dym nosem. - I co teraz? Mamy za dużo opcji i za mało czasu. Może po prostu się podszył pod niego? Albo ukradł tożsamość. Albo... Cholera, nie wiem. Kurwa!
Wkurzało go to. Kopnął jakąś puszkę, która wypadła ze śmietnika i leżała tuż przy schodach, na których teraz stali. Odkopnięty metal potoczył się po chodniku i trafił w drzewo. Ktoś na nich zerknął, ale pobieżnie, z wyraźnym wyrzutem w oczach, bo kto to widział w biały dzień rzucać puszkami w przechodniów.
- Każda kolejna noc oddala nas od sprawcy. Mamy wzór, mamy cholerną piosenkę, mamy rysopis. Mamy fałszywe imię i nazwisko, fałszywe miejsce pracy. Na miejscu wypadku gówno znajdziemy, słyszałaś kiedy zginął. Na pewno to jest powiązane, nie wierzę że typ który pasuje do rysopisu sobie ginie i jakoś krótko po wypadku nagle giną dziewczyny. Nie uderza na ulicy, tylko w ich domach. Czekają na niego. Mają z nim relację romantyczną. Brakuje nam jednej, cholernej dziewczyny. JEDNEJ! - podniósł głos, a potem wyrzucił niedopałek. Niezgaszony papieros odbił się od kosza, a potem wylądował na chodniku.
- Proszę nie śmiecić! - jakaś starsza kobieta spojrzała na Aidana z oburzeniem. Chłopak przewrócił oczami tak mocno, że dziwne że mu nie wypadły.
- Proszę wypierdalać - warknął w jej stronę, a potem oparł się o poręcz schodów. Pokazał jej środkowy palec na dokładkę, żeby spierdalała. - Te dwie były ze sobą powiązane. Candy to niewypał. Tatiany nikt nie widział, obstawiam że ją też zajebał. Zostaje nam Meg. Że też nie zapytałem, czy dzisiaj będzie na ulicy.
Przetarł twarz dłonią. Jasna cholera, zaraz wróci do tego pieprzonego domu i przetrząśnie wszystko, łącznie z wyrwaniem desek podłogowych, żeby znaleźć jakąś wskazówkę. Cokolwiek.
- Idziemy na ulicę - powiedział w końcu, zagryzając ze złości zęby. - Nawet jak jej nie będzie, to są tam te trepy w aucie, nie? Nie mamy czasu, żeby sprawdzać gramofon. Brenna, bo się zgubiłem: w jakim odstępie czasowym zginęły te dziewczyny?
Trochę pobladł, bo coś mu się matma nie zgadzała. Jedna zaginęła jakieś 2 tygodnie temu, Mary znaleziono kilka dni temu, a tamtą?
- Ale chujnia - skwitował, wydmuchując dym nosem. - I co teraz? Mamy za dużo opcji i za mało czasu. Może po prostu się podszył pod niego? Albo ukradł tożsamość. Albo... Cholera, nie wiem. Kurwa!
Wkurzało go to. Kopnął jakąś puszkę, która wypadła ze śmietnika i leżała tuż przy schodach, na których teraz stali. Odkopnięty metal potoczył się po chodniku i trafił w drzewo. Ktoś na nich zerknął, ale pobieżnie, z wyraźnym wyrzutem w oczach, bo kto to widział w biały dzień rzucać puszkami w przechodniów.
- Każda kolejna noc oddala nas od sprawcy. Mamy wzór, mamy cholerną piosenkę, mamy rysopis. Mamy fałszywe imię i nazwisko, fałszywe miejsce pracy. Na miejscu wypadku gówno znajdziemy, słyszałaś kiedy zginął. Na pewno to jest powiązane, nie wierzę że typ który pasuje do rysopisu sobie ginie i jakoś krótko po wypadku nagle giną dziewczyny. Nie uderza na ulicy, tylko w ich domach. Czekają na niego. Mają z nim relację romantyczną. Brakuje nam jednej, cholernej dziewczyny. JEDNEJ! - podniósł głos, a potem wyrzucił niedopałek. Niezgaszony papieros odbił się od kosza, a potem wylądował na chodniku.
- Proszę nie śmiecić! - jakaś starsza kobieta spojrzała na Aidana z oburzeniem. Chłopak przewrócił oczami tak mocno, że dziwne że mu nie wypadły.
- Proszę wypierdalać - warknął w jej stronę, a potem oparł się o poręcz schodów. Pokazał jej środkowy palec na dokładkę, żeby spierdalała. - Te dwie były ze sobą powiązane. Candy to niewypał. Tatiany nikt nie widział, obstawiam że ją też zajebał. Zostaje nam Meg. Że też nie zapytałem, czy dzisiaj będzie na ulicy.
Przetarł twarz dłonią. Jasna cholera, zaraz wróci do tego pieprzonego domu i przetrząśnie wszystko, łącznie z wyrwaniem desek podłogowych, żeby znaleźć jakąś wskazówkę. Cokolwiek.
- Idziemy na ulicę - powiedział w końcu, zagryzając ze złości zęby. - Nawet jak jej nie będzie, to są tam te trepy w aucie, nie? Nie mamy czasu, żeby sprawdzać gramofon. Brenna, bo się zgubiłem: w jakim odstępie czasowym zginęły te dziewczyny?
Trochę pobladł, bo coś mu się matma nie zgadzała. Jedna zaginęła jakieś 2 tygodnie temu, Mary znaleziono kilka dni temu, a tamtą?