28.02.2024, 22:53 ✶
Rodolphus patrzył na drzwi. Od razu zauważył, że Marie weszła do środka. Ubrana inaczej, również fryzurę miała inną. Niebrzydka była, ale Merlinie, miał tak dość kobiet w ostatnim czasie, że powinien chyba udać się na terapię, żeby mu wyjaśnili, co się ostatnio odkurwiało w jego życiu. Albo przynajmniej powinien wziąć co najmniej dwa tygodnie wolnego, by zaszyć się gdzieś, gdzie nikt go nie znajdzie. Absolutnie nikt.
Wstał, również obdarzając ją uśmiechem. Wyciągnął rękę, by pochwycić dłoń kobiety i złożyć na jej wierzchu krótki pocałunek. Czy dostrzegła, że w tym geście nie było ani grama sztuczności? Tak go wychowano, tak robił jeszcze kilka lat temu, gdy był bardziej obecny na przyjęciach. Tak należało robić w jego kręgach, a w nieco niższych... Zwykle przynosiło to efekt taki, że przynajmniej kobiety były zaskoczone. A skoro Marie tu już weszła, to przecież miał zamiar ją zaskoczyć. Podejść, urobić, przekabacić na swoją stronę. Tylko czy musiał? Widział od razu, że Marie zadbała o niemal każdy szczegół. Szpilki, sukienka, narzutka, pasująca torebka i biżuteria. Lśniące włosy, uśmiech... I może by i zwrócił na nią uwagę nawet w tej chwili, gdyby nie to, co dostrzegł w jej oczach. Czy była w ogóle dla niego wyzwaniem?
- To ja powinienem dziękować, że się pani odezwała - sprostował miękko, odsuwając kobiecie krzesło. Musnął jej ramię palcami, gdy siadała. Niby przypadkowy dotyk, ale tak naprawdę idealnie obmyślany, by dotknąć odkrytego ramienia, ale nie w sposób, który można by jednoznacznie odczytać jako zachętę do flirtu. Ale jednocześnie na tyle wyczuwalny, by dał do myślenia. - Naprawdę strasznie mi przykro za to, co się stało. To była moja nieuwaga i oczywiście jestem gotów zapłacić za nową sukienkę. Bo domyślam się, że nie udało jej się uratować?
Wlepił w nią swoje spojrzenie. Ale nie to, którym zwykle obdarzał ludzi. Jedyne co chciał, to to, by się zatraciła w jego oczach, chciał dostrzec, że ma całą jej uwagę, że sukienka to tak naprawdę tylko pretekst do tego, by spróbować podnieść swój status społeczny. Ach, pożałuje tego, bo kolejna baba, kręcąca się obok niego, gdy miał tak mało czasu i robił tak dużo rzeczy na pograniczu szarości, nie była mu potrzebna.
- Za kolację oczywiście też zapłacę, proszę się nie przejmować - starał się, by wypadło to naturalnie. Tak jak na dobrego chłopaka z dobrego domu przystało. Wygiął usta w lekkim uśmiechu nawet, w duchu jednak obiecując sobie, że po tym wszystkim weźmie długi, gorący prysznic, żeby to z siebie zmyć.
Wstał, również obdarzając ją uśmiechem. Wyciągnął rękę, by pochwycić dłoń kobiety i złożyć na jej wierzchu krótki pocałunek. Czy dostrzegła, że w tym geście nie było ani grama sztuczności? Tak go wychowano, tak robił jeszcze kilka lat temu, gdy był bardziej obecny na przyjęciach. Tak należało robić w jego kręgach, a w nieco niższych... Zwykle przynosiło to efekt taki, że przynajmniej kobiety były zaskoczone. A skoro Marie tu już weszła, to przecież miał zamiar ją zaskoczyć. Podejść, urobić, przekabacić na swoją stronę. Tylko czy musiał? Widział od razu, że Marie zadbała o niemal każdy szczegół. Szpilki, sukienka, narzutka, pasująca torebka i biżuteria. Lśniące włosy, uśmiech... I może by i zwrócił na nią uwagę nawet w tej chwili, gdyby nie to, co dostrzegł w jej oczach. Czy była w ogóle dla niego wyzwaniem?
- To ja powinienem dziękować, że się pani odezwała - sprostował miękko, odsuwając kobiecie krzesło. Musnął jej ramię palcami, gdy siadała. Niby przypadkowy dotyk, ale tak naprawdę idealnie obmyślany, by dotknąć odkrytego ramienia, ale nie w sposób, który można by jednoznacznie odczytać jako zachętę do flirtu. Ale jednocześnie na tyle wyczuwalny, by dał do myślenia. - Naprawdę strasznie mi przykro za to, co się stało. To była moja nieuwaga i oczywiście jestem gotów zapłacić za nową sukienkę. Bo domyślam się, że nie udało jej się uratować?
Wlepił w nią swoje spojrzenie. Ale nie to, którym zwykle obdarzał ludzi. Jedyne co chciał, to to, by się zatraciła w jego oczach, chciał dostrzec, że ma całą jej uwagę, że sukienka to tak naprawdę tylko pretekst do tego, by spróbować podnieść swój status społeczny. Ach, pożałuje tego, bo kolejna baba, kręcąca się obok niego, gdy miał tak mało czasu i robił tak dużo rzeczy na pograniczu szarości, nie była mu potrzebna.
- Za kolację oczywiście też zapłacę, proszę się nie przejmować - starał się, by wypadło to naturalnie. Tak jak na dobrego chłopaka z dobrego domu przystało. Wygiął usta w lekkim uśmiechu nawet, w duchu jednak obiecując sobie, że po tym wszystkim weźmie długi, gorący prysznic, żeby to z siebie zmyć.