28.02.2024, 23:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.02.2024, 13:19 przez Erik Longbottom.)
Z początku nie wierzył siostrze w te opowiastki na temat tajnej grupy, która czuła się zobowiązana do tego, aby ukrócić serie napaści i porwań w wykonaniu czarnoksiężników. Sądził, że coś sobie ubzdurała lub usłyszała o jakiejś straży sąsiedzkiej w jednej z magicznych dzielnic Londynu. Prawda okazała się zgoła inna.
Gdyby nie rozmowa z Norą na parę dni przed świętami, która pokierowała go ku Patrickowi, pewnie dalej byłby nieświadomy tego, jak poważna była ta operacja. Siostra zdradziła mu nieco więcej w trakcie kilku skradzionych chwil prywatności, gdy nie byli otoczeni przez rodzinę podczas świąt. Dołączył. Musiał. Jeśli nie ze względu na rodzinę, to przez to, że społeczeństwo potrzebowało pomocy.
Wiedział, że dzielenie obowiązków między Zakon Feniksa a Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów nie będzie łatwe. Prędzej czy później pojawią się dylematy, komu zdradzić nowo-zdobyte informacje, a co zachować dla siebie. Kogo narazić przez brak możliwości zdradzenia tajnych doniesień, a kogo oszczędzić z poczucia lojalności. Jedno pozostawało jednak niezmienne: bez względu na to, czy był detektywem Brygady, czy członkiem Zakonu, w obu rolach miał ten sam cel. Powstrzymać Śmierciożerców. Jak teraz.
Wiedział, że Moody była niezawodna. Miała refleks godny kota, a koordynację oko-ręka wypracowaną niemalże do perfekcji. Zalety pracy w Brygadzie Uderzeniowej i częstych treningów na szkolnym boisku do quidditcha. W krytycznych momentach technika schodziła na dalszy plan, liczyła się skuteczność. A Millie była skuteczna. Nie marnowała czasu na ataki na odległość, czy próbę postawienia tarcz. Zamiast tego, chwyciła Erika za ramię i... przeniosła się parę metrów do przodu, tuż przed nosy ich oponentów.
Teleportacja łączna. Longbottom zmrużył oczy, nieprzyzwyczajony do tak nagłej zmiany miejsca. Ze zwykłą teleportacją mówili sobie po imieniu, ale wieloosobowa? Rzadko kiedy miewał tę przyjemność. Gdy jego umysł próbował nadążyć, jego instynkt przejął kontrolę i skierował ciało ku najbliższemu Śmierciożercy z zamiarem zadania mu ciosu w splot społeczny i pozbawienia go tchu. Oby Millie poradziła sobie równie dobrze z tym drugim.
Gdyby nie rozmowa z Norą na parę dni przed świętami, która pokierowała go ku Patrickowi, pewnie dalej byłby nieświadomy tego, jak poważna była ta operacja. Siostra zdradziła mu nieco więcej w trakcie kilku skradzionych chwil prywatności, gdy nie byli otoczeni przez rodzinę podczas świąt. Dołączył. Musiał. Jeśli nie ze względu na rodzinę, to przez to, że społeczeństwo potrzebowało pomocy.
Wiedział, że dzielenie obowiązków między Zakon Feniksa a Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów nie będzie łatwe. Prędzej czy później pojawią się dylematy, komu zdradzić nowo-zdobyte informacje, a co zachować dla siebie. Kogo narazić przez brak możliwości zdradzenia tajnych doniesień, a kogo oszczędzić z poczucia lojalności. Jedno pozostawało jednak niezmienne: bez względu na to, czy był detektywem Brygady, czy członkiem Zakonu, w obu rolach miał ten sam cel. Powstrzymać Śmierciożerców. Jak teraz.
Wiedział, że Moody była niezawodna. Miała refleks godny kota, a koordynację oko-ręka wypracowaną niemalże do perfekcji. Zalety pracy w Brygadzie Uderzeniowej i częstych treningów na szkolnym boisku do quidditcha. W krytycznych momentach technika schodziła na dalszy plan, liczyła się skuteczność. A Millie była skuteczna. Nie marnowała czasu na ataki na odległość, czy próbę postawienia tarcz. Zamiast tego, chwyciła Erika za ramię i... przeniosła się parę metrów do przodu, tuż przed nosy ich oponentów.
Teleportacja łączna. Longbottom zmrużył oczy, nieprzyzwyczajony do tak nagłej zmiany miejsca. Ze zwykłą teleportacją mówili sobie po imieniu, ale wieloosobowa? Rzadko kiedy miewał tę przyjemność. Gdy jego umysł próbował nadążyć, jego instynkt przejął kontrolę i skierował ciało ku najbliższemu Śmierciożercy z zamiarem zadania mu ciosu w splot społeczny i pozbawienia go tchu. Oby Millie poradziła sobie równie dobrze z tym drugim.
(Aktywność Fizyczna) Zaatakowanie jednego ze Śmierciożerców x2
Rzut PO 1d100 - 63
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 56
Sukces!
Sukces!
Umówmy się: mogłaś to rozegrać minimalnie lepiej. Balansowałaś na granicy sukcesu i porażki. Owszem, udało ci się przenieść siebie i swego towarzysza poza zasięg ognistych pocisków Śmierciożerców, jednak twój ruch był dosyć ryzykowny. Teleportacja łączna w środku walki i to na dodatek na tak krótki dystans? Dobrze, że zachowałaś na tyle trzeźwości umysłu, aby skupić w sobie odpowiednią ilość energii magicznej, toteż szybki ''skok'' do przodu był co najwyżej... mało komfortowy. Przynajmniej uniknęliście rozszczepienia, a to już coś!
Jak się prezentowała sytuacja na polu bitwy? Erikowi udało się sprowadzić jednego ze Śmierciożerców do parteru, gdy ten został pozbawiony tchu i osunął się na kolana, nie mogąc złapać oddechu. A co z drugim przeciwnikiem? Cóż, ten znajdował się minimalnie dalej, jednak zdawał się... skonfundowany tym, że nagle znaleźliście się tak blisko. Może nigdy nie słyszał o teleportacji łącznej? A może nie spodziewał się, że ta znajduje się w arsenale Brygady Uderzeniowej?
Mimowolnie cofnął się o kilka kroków, po czym... Puścił się pędy w stronę przeciwną do tej, z której nadeszłaś z Erikiem. To by było na tyle, jeśli chodziło o odwagę i lojalność wobec swych sprzymierzeńców. Co zrobisz? Rzucisz się za nim, pozwolisz mu uciec, a może sięgniesz po magię? Jaki masz plan? A może wydaje ci się, że jeden złapany przestępca wystarczy?
Jak się prezentowała sytuacja na polu bitwy? Erikowi udało się sprowadzić jednego ze Śmierciożerców do parteru, gdy ten został pozbawiony tchu i osunął się na kolana, nie mogąc złapać oddechu. A co z drugim przeciwnikiem? Cóż, ten znajdował się minimalnie dalej, jednak zdawał się... skonfundowany tym, że nagle znaleźliście się tak blisko. Może nigdy nie słyszał o teleportacji łącznej? A może nie spodziewał się, że ta znajduje się w arsenale Brygady Uderzeniowej?
Mimowolnie cofnął się o kilka kroków, po czym... Puścił się pędy w stronę przeciwną do tej, z której nadeszłaś z Erikiem. To by było na tyle, jeśli chodziło o odwagę i lojalność wobec swych sprzymierzeńców. Co zrobisz? Rzucisz się za nim, pozwolisz mu uciec, a może sięgniesz po magię? Jaki masz plan? A może wydaje ci się, że jeden złapany przestępca wystarczy?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
Plan walki (dla orientacji)