Ledwo wrócił z Oslo. Załatwił wszystkie sprawy, jakie miał zaplanowane. A już dostał robotę, aby nie nudził się siedząc w domu. Robert dostał list od jednej ze swoich klientek, którą obsługiwała jego córka – Margaret. Nie była to praca typowo na zatrudnienie, ale bardziej rodzinny interes. W liście wspomniano o chęci porozmawiania o kadzidłach. Żeby jednak wiedzieć, jakie kobieta dostała, musiał przeprowadzić rozmowę z bratanicą, gdyż to ona mogła kojarzyć niejaką Camille Delacour. Musiał upewnić się, czy to były kadzidła samodzielnie tu wykonane, czy jedne ze sprowadzonych przez niego ze Skandynawii. Musiał także zebrać jakąś dokumentację od brata i ogarnąć pobieżnie temat. Zapoznać z sytuacją. Był obecnie już oficjalnie bezrobotny. Ale przynajmniej nie zardzewieje na tych starych kanapach i choć unikał, to będzie mógł bratu dosłownie pomóc z tym interesem.
List wziął ze sobą. Na wszelki wypadek. Teczkę z dokumentami, notesem i coś do pisania. Ubrał się odpowiednio jak na spotkanie biznesowe, w ciemny garnitur, kamizelkę i białą koszulę z ciemnym także krawatem. Ciężko było pożegnać się z aurorskim mundurem. Przyszedł czas na zmiany.
Na miejscu był krótko przed czasem. Teleportował się, nieopodal knajpki o nazwie francuskiej. Nie wchodził jeszcze. Skoro miał jeszcze trochę czasu, postanowił pierw zapalić na zewnątrz papierosa. Po jego wypaleniu i zgaszeniu pod butem na chodniku, wszedł do środka. ”Gdzie jest ta blondyna…” – rzekł do siebie w myślach, rozglądając się po pomieszczeniu. Nie było przesadnie dużo ludzi. Szukał kobiety. Samotnie siedzącej, jeżeli tutaj już była. A znajdowały się dwie. Choć, jedna miała już partnera przy stoliku. Więc to nie mogła być ta. Z drugiej strony dostrzegł drugą. Siedziała samotnie. To może ta? Skierował się w jej stronę, podchodząc do stolika.
- Pani Camille Delacour?Zapytał uprzejmie, posyłając lekki i uprzejmy uśmiech. Trzeba było sprawiać pozory, udawać a może i być sobą? Na pewno uprzejmość grała wielką rolę. Jako auror na swojej drodze miał wiele charakterów. Umiał rozmawiać z każdym. Niejednokrotnie też uczestniczył w spotkaniach towarzyskich.