Na to właśnie liczyła – że ciemność klubu jakoś wybaczy jej to, że czar transmutacji przestanie działać, a ona zacznie wracać do swojego naturalnego koloru skóry. Zamierzała tańczyć już tylko z Cathalem więc jej ciemniejsza skóra nie powinna stanowić większego problemu – i faktycznie planowała po prostu w którymś momencie pójść do łazienki i poprawić czar, nie chcąc przykuwać nadmiernej uwagi. Ale jeśli znajdowała się tak blisko tak wielkiego mężczyzny, jakim był Cathal, jeśli wirowali na parkiecie w swojej obecności, nie bawiąc się w żadnego odbijanego, ani żaden konkurs więcej, gdy jej włosy też momentami przykrywały jej twarz i czasami nawet ręce, to czuła się całkiem pewnie i bezpiecznie. No i wolała się znacznie bardziej w swoim naturalnym odcieniu skóry i bez tego pudru na twarzy.
– Ta, jasne – parsknęła, rzecz jasna nie wierząc w żadne „nie pamiętam”. W życiu nie widziała, by Cathal czegokolwiek nie pamiętał, zwykle potrafił przywołać coś naprawdę cholernie precyzyjnie, to nagle miałby zapomnieć własnych słów? Bujda. – Bardzo wygodne, że nagle nic nie pamiętasz – odgryzła się jeszcze, rzecz jasna złośliwie, jak to miała w naturze, ale nie ze złością, ta zaczynała być tylko złym wspomnienie. Nie obchodziło ją to, że Cathal nie tańczył idealnie; ona też przyuiczona była do zupełnie innych tańców, liczyło się tylko to, że na siebie nie wpadali i nie deptali, a nawet jeśli by się tak stało – pewnie tylko by się roześmiała i nie przejęła tym nadmiernie, nie przywykła przykładać do podobnych spraw wagi. Mieli się pobawić, nie oceniać… Cóż, to nie do końca wyszło, choć nie z ich inicjatywy. No i to nie tak, że oceniali siebie wzajem, to ludzie wybrali zwycięzców konkursu. I nic dziwnego, że Cathal może nie był w tym momencie najlepszym tancerzem, skoro to był jego drugi raz z tymi… małpimi skokami, jak to już w podobnym tonie nazwali. Ginewra sama była wysoka, nie tak jak Shafiq, ale sięgała mu gdzieś pod nos i była smukła, było więc łatwiej jej się poruszać, nie była zbyt szeroka w barach, raczej wąskiej budowy, była zdecydowanie zwinniejsza od niego.
– Nie. Ale jadłam… te… frytki? – słyszała o pizzy, za rybami jakoś wielce nie przepadała, przyzwyczajona była do innego rodzaju jedzenia, ale była raczej osobą, która lubiła próbować nowych rzeczy… Cóż, w innym wypadku nie trafiłaby do mugolskiego klubu, prawda? W każdym razie z angielskimi kulinariami była raczej ostrożna, uważała gust anglików za bardzo dziwaczny pod tym względem. Jadali strasznie tłusto – tak jej się przynajmniej wydawało. – Serio? – brzmiała na trochę wątpiącą, że jakieś dziwaczne dania się mugolom udały. Sama może nie była tak uprzedzona jak Cathal i jego pasażer na gapę, ale była w niej pewna ostrożność mimo wszystko. – Ryba w cieście? Serio nie mają się czym innym pochwalić? – co w tym mogło być takiego super? Nie rozumiała. Bo też nie próbowała. – Piwo tak, jest pyszne. O fasolkach tylko obiło mi się o uszy. Czemu niby tylko dla wielbicieli? – zainteresowała się od razu, Cathal miał jej pełną uwagę, można to było zauważyć od razu. Prawie jak kot, który obrócił uszy niczym dwa radary, by lepiej słyszeć, i zastrzegł wibrysami, które nagle skierowały się do przodu pyska. Ginewra była skomplikowaną kobietą i jednocześnie bywała bardzo łatwa w obsłudze, jeśli tylko wiedziało się gdzie nacisnąć, albo co powiedzieć… Od razu zapomniała o głupim, przegranym konkursie. O czekoladowych żabach oczywiście słyszała, nawet zaczęła w tajemnicy zbierać sobie karty, niczym prawdziwy gówniarz, a miała przecież skończone od nie tak dawna trzydzieści dwa lata. Lubiła czekoladę, może nawet aż za bardzo. – Mam lepszy pomysł – stwierdziła po prostu. – Nie będziesz znał dnia ani godziny – być znowu ocenianym przez mugoli… nie ma mowy. Ewidentnie nie mieli gustu!