Mieli szczęście, przynajmniej tak uważała Norka, Erik mógł mieć o tym inne zdanie, bo Figg poza tym, że była jego przyjaciółką była również jego wrzodem na tyłku, ale takim kochanym, na którego nie dało się złościć dłużej niż krótką chwilę. Był dla niej zawsze bardzo wyrozumiały i nie brał do siebie jej zmian nastroju, które czasem jej się zdarzały, szczególnie, kiedy zaczynała panikować. Miała wtedy tendencje do wyżywania się na nim, zupełnie niepotrzebnie. Chyba się do tego przyzwyczaił, bo dalej był obok niej i ją wspierał, za co była mu ogromnie wdzięczna.
- Nie ma się mu co dziwić, ta liczba ciągle się zwiększa, populacja rośnie i to nie w naturalnym tempie, wy po prostu bierzecie do domu ludzi z ulicy. - Zaśmiała się, kiedy to powiedziała, bo nie do końca była to prawda. Miała świadomość, że pomagali tym, którzy tej pomocy potrzebowali, co było bardzo szlachetne. Nie każdy mógł sobie pozwolić na takie gesty, oni byli bardzo majętni, ale korzystali z tego bogactwa w naprawdę umiejętny sposób. Takich rodzin powinno być więcej. Nie umiałaby wskazać chyba podobnej, znanej i szanowanej rodziny.
- Stop, stop, stop. - Odparła, kiedy wspomniał o tym, że obgaduje innych. - To ty zacząłeś! - Sama z siebie by pewnie nigdy nie pokusiła się na taki komentarz sprowokowana jednak nie miała żadnego oporu. - Masz szczęście, lepiej milcz, bo inaczej się zemszczę, a wiesz, że umiem, jak się postaram. - Odwróciła się w jego stronę i pokazała mu język, typowe zachowanie młodszej, rozwydrzonej siostry przyłapanej na czymś nieodpowiednim.
Na całe szczęście bardzo prawdopodobne było to, że jutro nie będą pamiętać tej podróży i rozmowy, pewnie zrobiłoby się jej głupio za to co mówiła, a tak to nie miała żadnych oporów. Ciekawe, czy kac będzie proporcjonalny do tego, co wypili, oby nie, bo przecież jak poważny, dorosły człowiek musiała jutro wstać do pracy...
Była bardzo dumna z tego, w jaki sposób zakończyło się starcie z tym strasznym agresorem. Może i przeżył, ale na pewno zapamięta pannę Figg i nigdy więcej nie wejdzie jej w drogę! Liczyła na to, że mysz dozna traumy i resztę życia spędzi w piwnicy, aby nie uprzykrzać życia biednym przechodniom, którzy tylko chcieli dotrzeć do karczmy.
- Ej, ej, ej... - Odwróciła się ponownie na taczce i złapała rękoma za jej brzeg, aby się nie przewrócić. Spoglądała na przyjaciela. - Co to, to nie, żadną wyliniałą kocicą, prawdziwa kotka ze mnie. - Nie zastanawiała się specjalnie długo i wyciągnęła jedną rękę do przodu przejechała nią w powietrzu dodając do tego efekt dźwiękowy. - MIAAAAU - Zaskrzeczała.
Po chwili odwróciła się ponownie, aby być przodem do kierunku jazdy, bo te akrobacje powodowały, że zaczęło się jej kręcić w głowie. Nie wróżyło to nic dobrego, szczególnie po tej ilości alkoholu, którą w siebie wlali. - Nie spodziewałeś się po mnie takiej odwagi, co? Jeszcze potrafię cię zaskakiwać. - Nora Figg pogromczyni myszy, prawdziwa wojowniczka.
Poczuła, że rydwan się zatrzymuje, jeszcze tego brakowało, żeby się zgubili. Nie no, Erik znał Dolinę jak własną kieszeń, to na pewno nie było to. - Dawaj w lewo, wszystkie drogi prowadzą do Lizzy. - Czy na pewno? To się dopiero okaże.