Zaśmiał się sympatycznie na jej wyznanie, wprowadzając ich oboje w wirowanie, gdzie osią była pusta przestrzeń między nimi, kroki się wydłużyły, lekko zaczęły bujać, zahaczając w te rejony, którym bliżej było do walca. Nawet jeśli zauważał jej pomylone kroki, to ani razu na nią nie nadepnął, bardziej dzięki jasnowidzeniu, niż własnemu tanecznemu doświadczeniu. Robił jej przestrzeń do myślenia się, bo nikt nie zmuszał ich do poprawniej ramy i figury, kroków i choreografii.
— Zostań, nie musimy przecież tańczyć cały wieczór. Na nic więcej nie liczę.
Italia pozwoliła mu na pewien rodzaj szczerości z Septimą, którego nie znał wcześniej z nikim. Długie rozmyślania, gdy zegar wybijał kolejne godziny, a sen nie nadchodził, bardzo często sprowadzały go do wydarzeń sprzed dwóch tygodni, aż wstawał do myślodsiewni i przeżywał je na nowo w błękicie obserwatora, nie uczestnika.
— Uważaj, obracam — uprzedził ją, jednak zamiast puścić jej jedną rękę do pełnego piruetu na czubkach palców, jak wcześniej, zamknął ją w klatce swoich swoich ramion, zmniejszając gwałtownie dystans między nimi, zostawiając jedynie przestrzeń na nieco przyspieszone oddechy. — Oprzyj się i zamknij oczy. Nikt na nas nie patrzy.
Pozostawał całkowicie nieświadomy, jak dalekie jest to od prawdy. Tak skupił się na swojej partnerce, że zupełnie ignorował otoczenie, poza innymi parami, wpasowując ich taniec w rytm, którym oddychał cały parkiet.
Stykali się na niemal całej długości ciała. Nieco rozplątał ich dłonie, aby nie musiała krzyżować swoich, pozostawiając lewe splecione na jej brzuchu, a prawe jak w poprawnym chwycie tańca, lekko na boku. Obniżył ich ręce, sunąc palcami Septimy po materiale jej własnej sukienki nieco w dół, poza bezpieczne tereny talii, aby docisnąć ją do siebie, pozwalając jej wyczuć jego kroki bardzo bezpośrednio, poruszając się w miękkim duecie jednakich gestów. Dotyk miał zaskakująco zimny.
— Nie jestem dobrym tancerzem, Septimo. — Jego oddech, blisko ucha, musiał drażnić jej odsłoniętą szyję. — Nie mam do tego kondycji, ale lubię to robić. Poza tym, widzę przyszłość, łatwiej uniknąć kompromitacji, a tutaj i tak nikt nie zauważy naszych drobnych potknięć. To nie ślub Perseusa i Vespery.
Większość par tańczyła co chciała, różne wariacje tego, co wydawało im się odpowiednie do danego utworu, niektórzy z kieliszkami w rękach, niektórzy już tylko przytulali się i machali na wszystkie strony nogami.
Czuł, jak taniec burzy w jego żyłach krew, nie tylko dlatego, że poruszali się do muzyki, ale też przez zapach wiśni, gdy oparł bok swojej twarzy o jej włosy. Radość przepływała przez niego, nawet jeśli początkowo nie był pewien, czy w ogóle powinien przychodzić czy odmówić udziału, zasłaniając się żałobą.
Septima kojarzyła mu się w tym momencie z krzakiem różanecznika, wzrastającym tak powoli, o pięknym zapachu, szlachetne drewno, twarde, o niecodziennym kolorze. Realniejsze, niż baśniowe postacie, prawdziwe. Wszystko inne? Konfetti.