Wyłapując zaskoczone spojrzenie u kolegi, w momencie wspomnienia o posiłku i ukrytym podziękowaniu przez Nicholasa, pewnie był zaskoczony faktem, że ktoś miałby mu źle życzyć i zatruć na śmierć.
- Babka próbuje tuczyć mnie mięsem.Dodał z westchnięciem. Dlatego nie zjawiał się w domu rodzinnym na posiłkach. Przebolał ten okres z miesiąca wstecz, kiedy został wezwany przez wyjec. Ale zostawił już ten temat. Bo jemu nawet i do śmiechu nie było, jak o tym wydarzeniu sobie przypomni.
- Zwolnię trochę miejsca w szafie dla Ciebie i w komodzie. Pomieścimy się.
Nicholas dobrze go rozumiał. Dlatego nie miał też żadnego problemu zgodzić się na to, aby Rodolphus przeniósł część swoich rzeczy tutaj. Nie będzie musiał wracać do siebie a mieszkanie razem może przyjdzie im raźniej? Kto wie. Samotność może im za bardzo nie siądzie na mózg. Choć obaj potrafili być bardzo zapracowani.
Jeżeli chodziło o zabrudzanie ubrań, Nicholas też z tym się zmagał. Niejednokrotnie pomagał Pani Koroner przy sekcjach, korzystając z możliwości prowadzenia swoich badań, dla Komnaty Śmierci. Jako śmierciożerca, też niejednokrotnie wracał ubrudzony od krwi. Nie miał problemu z zabijaniem i to z zimną krwią. Ubrania spalał, niszczył doszczętnie i kupował nowe. Aby nie pozostawiać śladów. Ich część zarobionej wypłaty, na bank schodziła na odzież. Tutaj Nicholas musiał zgodzić się ze słowami Lestrange’a. Nie tyle co praca w terenie ale i na kimś owocowała zabrudzeniem odzieży. Więc lepiej, jakby Rodolphus swoje rzeczy przeniósł tutaj.
Słuszna uwaga, jeżeli chodziło o niespodziewanie pojawiający się uśmiech na twarzy Nicholasa, który objawiał się bardzo rzadko. Wręcz w ogóle. Maska? Być może. Starał się zawsze być niedostępny, zdystansowany, oddalony od otoczenia. Sprawiał w pracy wrażenie niezbyt rozmownego, poważnego, chłodnego. Jakim był na codzień. Skupionego bardzo na swojej pracy. A tutaj, w pewnym temacie wyjątku, pozwolił sobie na tej rzadki gest. Drobną mimikę uśmiechu.
Czyli zgadł. Robert miał zadanie dla Rodolphusa, które kosztowało zabrudzeniem marynarki. Już nie tylko zmianą nastroju kolegi. Taka odpowiedź, Nicholasowi wystarczała. Choć przy drugim pytaniu, Rodolphus postanowił zdradzić nieco więcej. Interesujące, że Robert zapłacił za kolację, a Rodolphusa zostawił z innym problemem.
- Ciekawe w ogóle jest to, że spotkaliście się w restauracji. No ale nie wnikam. Nie mój interes.Odparł. Nie dociekał, nie dopytywał. Wiedział gdzie jest granica. I dał to także odczuć Rodolphusowi, że może mu zaufać. Że Nicholas wiedział gdzie jest granica, jeżeli pracuje się z Robertem. Póki nie jest się wtajemniczonym w daną sprawę, nie powinien mieć prawa wiedzieć o co chodzi, nad czym pracują. Interesujące było za to, że Robert wyszedł z nory w miejsce publiczne. Niepokojące trochę i ryzykowne według Nicholasa, ale skoro Rodolphus z nim był, nie powinien się przejmować o swojego mentora. Kolega został postawiony przed próbą wykonania widocznie innego zadania, niż kiedyś Nicholas. Każdego współpracownika, Robert widocznie inaczej sprawdzał, testował.
Nicholas postanowił zaryzykować z zaufaniem i podarował jeden zestaw zapasowych kluczy do swojego mieszkania, koledze z Departamentu Tajemnic. Być może sam także chciał coś przetestować. Siebie? Jego? Jak dobrze będzie im się razem mieszkać? Poniekąd mu także pomógł uwolnić się od nieprzyjemnych wspomnień z poprzedniego miejsca zamieszkania. Mogli się wspierać razem, pracować tutaj.
Podając klucze, poczuł ten nieznaczny dotyk opuszków palców Rodolphusa. Dotyk. Wzrok Nicholasa przeniósł się na dłoń kolegi, po czym znów na jego twarz. Skupił się zaraz na swojej porcji kolacyjnej, ujmując w lewą dłoń widelec. Aby nałożyć sobie kawałek warzyw i skosztować.
- Wiem, że idzie się przyzwyczaić, ale na to potrzeba też miesięcy. Nie wiesz, kiedy może Cię zaskoczyć. Niby jesteśmy opanowani, to nie wiadomo, kiedy on odkryje nasze granice. Może do tego dąży, wystawiając nas na próby? Dając zadania proste i trudne.Skomentował ze swojego punktu widzenia zachowanie Roberta. Nie miał mu tego za złe. Dzięki temu uczył ich może zrozumienia pewnych spraw, zachowań ludzkich, zdobywania kontaktów. Byli młodzi, a Rodolphus tym bardziej.