29.02.2024, 00:52 ✶
Komplement, czy nie - słowa Erika podziały na Perseusa kojąco. Przynajmniej w kwestii prześladowania ze strony Elizabeth. Opierał się plecami o chłodne płytki i spokojnie, można pokusić się nawet o stwierdzenie, że z pewną dozą opieszałości, wędrował spojrzeniem po sylwetce obu mężczyzn.
— Dziękuję, dziękuję, jeśli to będzie chłopiec, to nazwę go Castor na cześć ostatniego balu — zachichotał nerwowo, by ukryć nowy stres; tym razem związany ze świadomością, że dziecko Vespery to również jego dziecko. Czy sobie poradzi? I nie chodziło o to, czy podoła opiece nad małym człowiekiem (te umiejętności musiał zdobyć jeszcze podczas kursu uzdrowicielskiego i zdał je na piątkę, choć mało brakowało, żeby przy okazji nie został wydalony z Munga za incydent z serem, ale to nie czas na tę opowieść...). Czy na pewno zasłużył na to, żeby być ojcem? Czy będzie w stanie sprawić, że jego przyszły syn lub córka wyrośnie na szczęśliwą osobę, która nie będzie dusić w sobie względem niego żalu, tak jak sam Perseus wobec swojego własnego ojca?
Poczuł nieprzyjemny ścisk w żołądku, więc prędko odsunął od siebie ponure myśli.
— Przyznaję, że wypełniam zeznania podatkowe ołówkiem, bo jest dużo poprawiania, ale naprawdę, płacę... — mruknął w odpowiedzi. Przez moment rozważał nawet opowiedzenie im o tym, jak był przekonany, że przysługuje mu ulga na dziecko i jak wielce był zaskoczony, gdy Elliott wyjaśnił mu, że tak nie działa magiczne prawo... Uznał jednak, że wystarczająco się ośmieszył jak na jeden wieczór, a poza tym był zbyt trzeźwy na snucie historii w podobnym tonie. Innym razem!
— Gdybym chciał używać swoich psychologicznych sztuczek za każdym razem, to po pierwsze, ludzie przestaliby patrzeć na mnie jakbym był podziurawiony psychicznie, a po drugie, byłbym pewnie Ministrem Magii... Albo celebrytą — roześmiał się — Zagrajmy w Wybory. Każdy z nas proponuje pozostałym dwie opcje, obie mogą być bardzo absurdalne. Musimy wybrać jedną z nich z uzasadnieniem dlaczego, nawet jeśli żadna nam nie odpowiada. Nie ma zwycięzców, ani przegranych. Tylko lepiej się poznajemy i zabijamy czas.
Zaciągnął się papierosem i strzepał popiół na wyjętą wcześniej z kieszeni instrukcję obsługi pralki.
— To... może zacznę — odchrząknął i spojrzał na Francuza — Neil, wolałbyś wygrać dwadzieścia tysięcy galeonów na loterii, czy żeby najbliższa ci osoba - zaraz po twojej rodzinie - wygrała na tej samej loterii sto tysięcy?
Zaraz potem przeniósł spojrzenie na Longbottoma.
— A ty, Eriku? Wolałbyś zrezygnować ze służby i znaleźć nową pracę, czy do końca swojego życia jeść codziennie to samo danie na obiad?
Zdawało mu się, że przedstawił zasady w prosty sposób, a pytania, które zadał nie były zbyt intymne i nie na miejscu. Mimo to patrzył na obu mężczyzn wyczekująco; pomysł był wszakże nieco infantylny. Z drugiej strony, co właściwie mogli robić poza paleniem?
— Dziękuję, dziękuję, jeśli to będzie chłopiec, to nazwę go Castor na cześć ostatniego balu — zachichotał nerwowo, by ukryć nowy stres; tym razem związany ze świadomością, że dziecko Vespery to również jego dziecko. Czy sobie poradzi? I nie chodziło o to, czy podoła opiece nad małym człowiekiem (te umiejętności musiał zdobyć jeszcze podczas kursu uzdrowicielskiego i zdał je na piątkę, choć mało brakowało, żeby przy okazji nie został wydalony z Munga za incydent z serem, ale to nie czas na tę opowieść...). Czy na pewno zasłużył na to, żeby być ojcem? Czy będzie w stanie sprawić, że jego przyszły syn lub córka wyrośnie na szczęśliwą osobę, która nie będzie dusić w sobie względem niego żalu, tak jak sam Perseus wobec swojego własnego ojca?
Poczuł nieprzyjemny ścisk w żołądku, więc prędko odsunął od siebie ponure myśli.
— Przyznaję, że wypełniam zeznania podatkowe ołówkiem, bo jest dużo poprawiania, ale naprawdę, płacę... — mruknął w odpowiedzi. Przez moment rozważał nawet opowiedzenie im o tym, jak był przekonany, że przysługuje mu ulga na dziecko i jak wielce był zaskoczony, gdy Elliott wyjaśnił mu, że tak nie działa magiczne prawo... Uznał jednak, że wystarczająco się ośmieszył jak na jeden wieczór, a poza tym był zbyt trzeźwy na snucie historii w podobnym tonie. Innym razem!
— Gdybym chciał używać swoich psychologicznych sztuczek za każdym razem, to po pierwsze, ludzie przestaliby patrzeć na mnie jakbym był podziurawiony psychicznie, a po drugie, byłbym pewnie Ministrem Magii... Albo celebrytą — roześmiał się — Zagrajmy w Wybory. Każdy z nas proponuje pozostałym dwie opcje, obie mogą być bardzo absurdalne. Musimy wybrać jedną z nich z uzasadnieniem dlaczego, nawet jeśli żadna nam nie odpowiada. Nie ma zwycięzców, ani przegranych. Tylko lepiej się poznajemy i zabijamy czas.
Zaciągnął się papierosem i strzepał popiół na wyjętą wcześniej z kieszeni instrukcję obsługi pralki.
— To... może zacznę — odchrząknął i spojrzał na Francuza — Neil, wolałbyś wygrać dwadzieścia tysięcy galeonów na loterii, czy żeby najbliższa ci osoba - zaraz po twojej rodzinie - wygrała na tej samej loterii sto tysięcy?
Zaraz potem przeniósł spojrzenie na Longbottoma.
— A ty, Eriku? Wolałbyś zrezygnować ze służby i znaleźć nową pracę, czy do końca swojego życia jeść codziennie to samo danie na obiad?
Zdawało mu się, że przedstawił zasady w prosty sposób, a pytania, które zadał nie były zbyt intymne i nie na miejscu. Mimo to patrzył na obu mężczyzn wyczekująco; pomysł był wszakże nieco infantylny. Z drugiej strony, co właściwie mogli robić poza paleniem?
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory