Z każdym kolejnym zdaniem Florence, oczy Lupina robiły się coraz większe. Faktycznie, kojarzył, iż takowa inwentaryzacja się odbyła. Ba, brał w niej nawet udział i pamiętał, że bardzo przyjemnie minął mu ten czas, bo udało mu się wcisnąć parę minut w przysłowiowym międzyczasie na papierosa. Nie pamiętał jednak tego, aby walnął tam takie byki! A może po prostu nie chciał pamiętać?
Zdziwiony spojrzał na pergamin, gdy dowiedział się, czego ma dotyczyć ich kartkówka. A więc... ortografia? Zmarszczył brwi. Nie wróżyło to dobrze. Bez dwóch zdań. Jego wzrok przykuła „czytanka” kobiety. Ta to miała pomysły. To zdecydowanie nie będzie poziom pierwszej klasy w Hogwarcie.
— Powinna już wiedzieć, że takie niezapowiedziane testy nic u nas nie dają — bąknął do panny Slughorn, bębniąc bezgłośnie palcami o blat, wystukując nieco błędnie rytm piosenki, którą usłyszał jakiś czas temu w radio. Nie przyniosło mu to jednak ukojenia.
Zacisnął usta w wąską linię, wbijając wzrok w krawędź biurka. Bez względu na to, jaka by nie była prawda, nie miał zamiaru przyznawać się przed samym sobą, że mógł popełnić błąd przy podpisywaniu flaszek z eliksirami. Bądź co bądź, miał wadę wymowy, a nie wzroku. Ta druga byłaby o wiele bardziej upierdliwa, żachnął się w myślach. Wystarczyłby jeden dyżur, a straciłby resztki godności w tym szpitalu, jakie mu jeszcze pozostały. Znając życie, pewnie wbiłby różdżkę we wnętrzności pacjenta na stole operacyjnym lub wydłubał oko jakiemuś międzynarodowemu specjaliście, który został wezwany specjalnie po to, aby pomóc przy danym przypadku.
Kwaśna mina Camerona jasno wskazywała, że najchętniej opuściłby tę salę, jednak propozycja prowadzącej trochę go zainteresowało. Dwa punkty na egzaminie końcowym to było nie byle co, zwłaszcza w porównaniu z karą. Och, w tym rankingu chłopak zdecydowanie nie chciał znaleźć się na najniższej pozycji. Tak jak praca samodzielna była jeszcze do przeżycia, tak katalogowanie zaklętych przedmiotów z Bulstrode było katorgą. Czynność, która w normalnych warunkach zajęłaby może dwie godziny, pewnie wydłużyłaby się do sześciu lub razem ośmiu, aby kobieta miała pewność, że wszystko było zrobione na tip-top. Służbistka. Ugh.
— Zapowiada się niezła zabawa — skomentował pod nosem, wykrzesując z siebie cień niewinnego uśmiechu. Odwrócił się w stronę Fernah i dodał przyciszonym głosem: — Trzeba będzie później wyskoczyć na jakiegoś drinka. Takie zwycięstwo trzeba świętować. Chyba że nie zdamy. Wtedy będziemy pić za przeżycie.
Gdyby wiedział, że ich opiekunka planuje dla nich takie rozrywki, to zapewne wypiłby poprzedniego dnia parę kolejek w Dziurawym Kotle lub innym pubie na Pokątnej, co by zachęcić różnego rodzaju bóstwa do tego, aby udzieliły mu paru łask podczas tych wykładów. Na wzmiankę o tym, czy mają jakieś wątpliwości, rozejrzał się po grupie, zastanawiając się, czy ktoś naprawdę będzie chciał przedłużyć ich cierpienia. I tak nie mieli szansy czegokolwiek tu ugrać. Dostanie punktu za poprawne zapisanie imienia i nazwiska raczej nie wchodziło w grę... Prawda?
— Ekhm. — Chrząknął w nagłym przypływie odwagi. To chyba myśl o tym, że dostał prezent od Heather tak go pobudziła do działania. — A m-może d-dodatkowe p-punkty z-za piękny uśmiech?
Jakby chcąc przekonać Florence do tego świetnego pomysłu, uniósł lekko brwi w górę i przywołał na twarz najpogodniejszy wyraz twarzy na jaki było go stać, biorąc pod uwagę okoliczności. I tak wyglądał zdecydowanie młodziej niż większość rówieśników, jednak teraz, gdy już się nie krzywił na prawo i lewo, to mógłby nawet wyglądać jak nastolatek.