Czasami należało poświęcić sprawie więcej uwagi, przeznaczyć na nią odpowiednią ilość czasu. Próby dokopania się do pewnych informacji, których podejmował się Papilio, nie obeszły się bez echa. Przekazywane od jednej osoby do następnej, zawędrowały wreszcie wprost do ucha jednego z tych, którzy zaliczali się do grona najwyżej postawionych Śmierciożerców. Nie od razu wydano jednak pozwolenia na to, aby na temat Canisa przekazać jakiekolwiek informacje. Sprawa była delikatna, należało zająć się tym w odpowiedni sposób. Taki, który nie wywoła kolejnych problemów. Konfliktów. Nie doprowadzi też do żadnych rozłamów wewnętrznych.
Zwłaszcza, że w organizacji od pewnego czasu działo się niekoniecznie najlepiej.
Cervus na miejscu pojawił się o umówionej porze. Teleportacja, cóż za przydatna umiejętność! Pozwoliła mu przenieść się tutaj bezpośrednio z miejsca, w którym przebywał wcześniej. Szybko. Bezproblemowo. W czarnej szacie, zamaskowany, zatrzymał się przed Papilio. Zlustrował go uważnym spojrzeniem. Niewiele jednak mógł zobaczyć, skoro obydwaj swoją tożsamość kryli.
- Powinniśmy znaleźć miejsce, która nie pozostawi nas na widoku. – głos lekko zniekształcony z powodu maski. Czy był znajomy? Ciężko orzec. No i jaki sens miało skupianie się na tej kwestii? Mieli ważniejszą sprawę do załatwienia.
Rozejrzał się dookoła. Upewnił się, że nikt ich nie obserwuje. Następnie, sięgając po swoją brosze, kompas, dał Nicholasowi znać, żeby minęli ten cmentarz pełen ludzkich nieszczęść. Ruszyli dalej. Znajomą drogą. W kierunku, który Travers mógł bez trudu zidentyfikować. Mgła, błędne ogniki. Czyżby Cervus chciał go zabrać do samego Kromlechu? Nie tym razem. Śmierciożerca przystanął, ledwie tylko uznał, że nikt rozsądny w te okolice nie zawędruje. Dla kogoś nieprzygotowanego, byłoby to wielce ryzykowne.
- Tutaj możemy rozmawiać.