29.02.2024, 13:16 ✶
Tak jak Victoria była oszczędna w gestach, tak i Rodolphus uważał na to, co prezentuje sobą światu. Obcowanie z podobnymi mu osobami sprawiało, że lepiej się poruszał w plątaninie domysłów i gestów, bo po prostu znał teren i doskonale poruszał się po tym gruncie. Lestrange wskazał oszczędnym gestem jeden z foteli, sam zaś udał się do barku, by sięgnąć po karafkę ze świeżą wodą. Doceniał wybór kuzynki, sam również poprosiłby o wodę. Woda była bezpiecznym wyborem, zawsze. Wyciągnął dwie pękate szklanki, lecz zanim nalał do nich wody, uważnie obejrzał, czy nie ma na nich żadnego zacieku czy brudu. Najwyraźniej oba naczynia spełniły jego oczekiwania, bo wlał do nich przezroczystą ciecz, ostrożnie i powoli, uważając na to, by ani kropla nie wylądowała na blacie. Lekkim krokiem podszedł do foteli, a obie szklanki położył na stoliku kawowym. W odpowiedniej odległości od torebki kobiety, by przypadkiem Victoria sięgając po wodę nie musiała się zastanawiać, czy przypadkiem jej nie potrąci.
Widział jej wzrok i domyślał się, że będzie podejrzliwa. W końcu nie odzywali się do siebie za bardzo. Krótkie spojrzenia, oszczędne kiwnięcia głową na powitanie, a nawet i tego czasem brakowało, gdy mijali się na korytarzach. Pracowali w różnych departamentach, nie mieli ze sobą kontaktu, a Rodolphus unikał ostatnimi czasy spotkań rodzinnych czy bankietów. A być może w ogóle nie był na nie zapraszany. Nie był duszą towarzystwa - przebywanie w jego towarzystwie sprawiało wielu ludziom dyskomfort. Nigdy nie bawił się w błahe rozmowy, bywał bezpośredni ale przede wszystkim patrzył, analizował i wyciągał wnioski niemal bez słowa. Bycie Niewymownym tak weszło mu w krew, tak zdominowało jego charakter, że ludzie po prostu nie bawili się dobrze w jego towarzystwie. Robił to oczywiście celowo, by dano mu spokój i szanowano jego granice.
- Jak się czujesz, Victorio? Po tym, co ostatnio się stało - zapytał, opierając plecy o wygodne oparcie. Lustrował ją wzrokiem, chociaż w tym spojrzeniu nie widać było charakterystycznego zaniepokojenia jej stanem fizycznym czy psychicznym. Była tu, siedziała przed nim - cała i zdrowa, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Można było się więc domyślać, że nie pytał o ewentualne rany na ciele, lecz na duszy. Tylko skąd to całe zainteresowanie jej osobą, zwłaszcza takie nagłe? I o co on konkretnie pytał, bo przecież w życiu Victorii zadziało się naraz tak dużo, że Lestrange naprawdę powinien być bardziej konkretny. Lecz nie był - zupełnie jakby dawał jej wybór co do odpowiedzi. Lub też... Chciał wiedzieć wszystko z ostatnich miesięcy. Czy słyszał o zerwaniu zaręczyn? Najpewniej, to nie była wielka tajemnica, zwłaszcza wśród ludzi, którzy lubowali się w plotkach, a chociaż Rodolphus nie plotkował, tak plotki do niego docierały - czy tego chciał, czy nie.
Widział jej wzrok i domyślał się, że będzie podejrzliwa. W końcu nie odzywali się do siebie za bardzo. Krótkie spojrzenia, oszczędne kiwnięcia głową na powitanie, a nawet i tego czasem brakowało, gdy mijali się na korytarzach. Pracowali w różnych departamentach, nie mieli ze sobą kontaktu, a Rodolphus unikał ostatnimi czasy spotkań rodzinnych czy bankietów. A być może w ogóle nie był na nie zapraszany. Nie był duszą towarzystwa - przebywanie w jego towarzystwie sprawiało wielu ludziom dyskomfort. Nigdy nie bawił się w błahe rozmowy, bywał bezpośredni ale przede wszystkim patrzył, analizował i wyciągał wnioski niemal bez słowa. Bycie Niewymownym tak weszło mu w krew, tak zdominowało jego charakter, że ludzie po prostu nie bawili się dobrze w jego towarzystwie. Robił to oczywiście celowo, by dano mu spokój i szanowano jego granice.
- Jak się czujesz, Victorio? Po tym, co ostatnio się stało - zapytał, opierając plecy o wygodne oparcie. Lustrował ją wzrokiem, chociaż w tym spojrzeniu nie widać było charakterystycznego zaniepokojenia jej stanem fizycznym czy psychicznym. Była tu, siedziała przed nim - cała i zdrowa, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Można było się więc domyślać, że nie pytał o ewentualne rany na ciele, lecz na duszy. Tylko skąd to całe zainteresowanie jej osobą, zwłaszcza takie nagłe? I o co on konkretnie pytał, bo przecież w życiu Victorii zadziało się naraz tak dużo, że Lestrange naprawdę powinien być bardziej konkretny. Lecz nie był - zupełnie jakby dawał jej wybór co do odpowiedzi. Lub też... Chciał wiedzieć wszystko z ostatnich miesięcy. Czy słyszał o zerwaniu zaręczyn? Najpewniej, to nie była wielka tajemnica, zwłaszcza wśród ludzi, którzy lubowali się w plotkach, a chociaż Rodolphus nie plotkował, tak plotki do niego docierały - czy tego chciał, czy nie.