29.02.2024, 14:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.02.2024, 14:53 przez Samuel McGonagall.)
Sam stoi przy barze.
Łapie Neila za rękę, kiedy bombarduje goEffie.
Samuel nie był zbyt lotny jeśli chodzi o skomplikowane układy damsko-męsko-męskie(?), upraszczał swój własny emocjonalny świat do niezbędnego minimum zrozumienia, całą nadwyżkę zrzucając do piwnicy podświadomości. Dlatego też był kiepskim empatą, średnio rozumiał mowę ciała, a już pakiet, który dostał od Neila... to go przerastało. Przybłęda chciał, żeby za nim poszedł, czy nie chciał? Słowa mówił jedno, ciało i ton co innego. Samuel nie rozumiał.
Ale widział, że Neila boli. Jak zaszczutego miejskiego kundla, który głodny rzuca się na wyrzucone obierki ziemniaków, tylko po to, by napchać brzuch. Nawet jeśli potem ten brzuch będzie bolał. Sam był tylko raz w Londynie, ale pamiętał obraz zdziczałych po miejsku zwierząt. Nieszczęśliwych banitów walczących o przetrwanie w kamiennym, śmierdzącym świecie. Nagle emocje Neila stały się jasne, nawet jeśli była to tylko nakładka, filtr postrzegania.
Nagle Samuel wiedział, że nie może tak tego zostawić.
Dlatego też złapał chłopaka za nadgarstek, próbując go powstrzymać przed dramatycznym opuszczeniem sali. Może po prostu powiedział coś nie tak? Może dało się to łatwo odkręcić, podsuwając mu pod nos coś smacznego do zjedzenia?
– Hej psiaku, nie chciałem, żeby Cię zabolało. Nie wiem dlaczego... Chodź, tam jest dobra szynka i żeberka, stąd czuć jak wspaniale pachną. – nieznacznie pociągnął go w kierunku stołu z jedzeniem, ale nie udało mu się to, bo już panienka Effiemery wyciągnęła po niego swe zachłanne nimfie palce.
– Effie, och cześć ja, tak... jestem Twoim dłużnikiem, nie chciałem wtedy z Tobą tańczyć, unikam tańczenia odkąd kobieta, z którą robiłem to ostatnio odeszła, To stara rana ale... – i tu dopiero zamknął W KOŃCU usta i wyprostował się skołowany, a chwyt na ciele Neila zdecydowanie zelżał. Tak, Samuel był normalnie prawdomówny, ale wiedział kiedy przestać. Teraz jednak z jakichś powodów język poszedł dalej. – Emmm...– odetchnął, przymykając oczy, zamilkł, próbując złapać w swoim umyśle to co chciał i mógł wypowiedzieć, przez co zrobiło się trochę niezręcznie.
Łapie Neila za rękę, kiedy bombarduje goEffie.
Samuel nie był zbyt lotny jeśli chodzi o skomplikowane układy damsko-męsko-męskie(?), upraszczał swój własny emocjonalny świat do niezbędnego minimum zrozumienia, całą nadwyżkę zrzucając do piwnicy podświadomości. Dlatego też był kiepskim empatą, średnio rozumiał mowę ciała, a już pakiet, który dostał od Neila... to go przerastało. Przybłęda chciał, żeby za nim poszedł, czy nie chciał? Słowa mówił jedno, ciało i ton co innego. Samuel nie rozumiał.
Ale widział, że Neila boli. Jak zaszczutego miejskiego kundla, który głodny rzuca się na wyrzucone obierki ziemniaków, tylko po to, by napchać brzuch. Nawet jeśli potem ten brzuch będzie bolał. Sam był tylko raz w Londynie, ale pamiętał obraz zdziczałych po miejsku zwierząt. Nieszczęśliwych banitów walczących o przetrwanie w kamiennym, śmierdzącym świecie. Nagle emocje Neila stały się jasne, nawet jeśli była to tylko nakładka, filtr postrzegania.
Nagle Samuel wiedział, że nie może tak tego zostawić.
Dlatego też złapał chłopaka za nadgarstek, próbując go powstrzymać przed dramatycznym opuszczeniem sali. Może po prostu powiedział coś nie tak? Może dało się to łatwo odkręcić, podsuwając mu pod nos coś smacznego do zjedzenia?
– Hej psiaku, nie chciałem, żeby Cię zabolało. Nie wiem dlaczego... Chodź, tam jest dobra szynka i żeberka, stąd czuć jak wspaniale pachną. – nieznacznie pociągnął go w kierunku stołu z jedzeniem, ale nie udało mu się to, bo już panienka Effiemery wyciągnęła po niego swe zachłanne nimfie palce.
– Effie, och cześć ja, tak... jestem Twoim dłużnikiem, nie chciałem wtedy z Tobą tańczyć, unikam tańczenia odkąd kobieta, z którą robiłem to ostatnio odeszła, To stara rana ale... – i tu dopiero zamknął W KOŃCU usta i wyprostował się skołowany, a chwyt na ciele Neila zdecydowanie zelżał. Tak, Samuel był normalnie prawdomówny, ale wiedział kiedy przestać. Teraz jednak z jakichś powodów język poszedł dalej. – Emmm...– odetchnął, przymykając oczy, zamilkł, próbując złapać w swoim umyśle to co chciał i mógł wypowiedzieć, przez co zrobiło się trochę niezręcznie.