29.02.2024, 15:39 ✶
Neil daje się zatrzymać Samowi, ale koniec końców pcha go do tańca z Effie.
Nie znał go, nie wiedział jakie ma podejście ile wie, czy cokolwiek wie. Póki co był facetem, z jakim ma średnie doświadczenia, a teraz nie zapowiadało się na to, żeby miały się one w jakikolwiek sposób poprawić. Szczególnie, że drinki wywoływały coraz więcej szamotania się słownego konfundując i jednego i drugiego czarodzieja.
Chwycony za rękę wystraszył się trochę, ale było to orzeźwiające. Przesadzał, zaraz ktoś zacznie zauważać, coś podejrzewać. Nie chciał problemów dla siebie, Morpheusa, ani dla gospodyni spotkania, w końcu nie jest nikim więcej jak poboczną osobą towarzyszącą, pełniącą rolę biednej widowni mającej przyklaskiwać na każdy piruet i każdą niedogodność.
Psiaku? Lekko spanikowany, spojrzał na niego, zerknął na Morpheusa. Czy powiedział mu nawet to, że jest wilkołakiem? A może śmierdzi psem? Nie, pełnia przecież była chwilę temu, wszystko powinno zniknąć, do tego propozycja jedzenia i pociągnięcie w jego stronę? Zrobiło mu się dziwnie, ta troska powinna wychodzić od kogoś innego, ale czy na pewno powinna? Nie jest w związku z Morpheusem ich relacje nie jest niczym więcej jak przesyconymi cielesnością spotkaniami, a tutaj... Za bardzo wszystko wyolbrzymiał. Przecież to nie tak, że Samuel się o niego martwił. Czy mężczyźnie zależało na wilkołaku? Pijana troskliwość i nic więcej.
Do tego kobieta przerwała im chaotyczne działania, wprowadzając chwilę spokoju i możliwości pomyślenia. Poczuł, jak chwyt Samuela się poluźnia i delikatnie zabrał mu swoją rękę, zostawiając jedynie na jego opuszkach kilka rozmazanych kropel krwi. Ułożył dłoń na plecach Sama, popychając go lekko w stronę kobiety.
-Połamcie nogi.-powiedział z szerokim uśmiechem i choć nie życzył nic miłego, tak ton głosu był pogodny. Zerknął jeszcze raz na Samuela, nie wierząc w to jakie myśli się mu właśnie pod ciemną czupryną wytworzyły, po czym obrócił się i teraz już dużo spokojniej poszedł w kierunku wyjścia ze stodoły.
Nie znał go, nie wiedział jakie ma podejście ile wie, czy cokolwiek wie. Póki co był facetem, z jakim ma średnie doświadczenia, a teraz nie zapowiadało się na to, żeby miały się one w jakikolwiek sposób poprawić. Szczególnie, że drinki wywoływały coraz więcej szamotania się słownego konfundując i jednego i drugiego czarodzieja.
Chwycony za rękę wystraszył się trochę, ale było to orzeźwiające. Przesadzał, zaraz ktoś zacznie zauważać, coś podejrzewać. Nie chciał problemów dla siebie, Morpheusa, ani dla gospodyni spotkania, w końcu nie jest nikim więcej jak poboczną osobą towarzyszącą, pełniącą rolę biednej widowni mającej przyklaskiwać na każdy piruet i każdą niedogodność.
Psiaku? Lekko spanikowany, spojrzał na niego, zerknął na Morpheusa. Czy powiedział mu nawet to, że jest wilkołakiem? A może śmierdzi psem? Nie, pełnia przecież była chwilę temu, wszystko powinno zniknąć, do tego propozycja jedzenia i pociągnięcie w jego stronę? Zrobiło mu się dziwnie, ta troska powinna wychodzić od kogoś innego, ale czy na pewno powinna? Nie jest w związku z Morpheusem ich relacje nie jest niczym więcej jak przesyconymi cielesnością spotkaniami, a tutaj... Za bardzo wszystko wyolbrzymiał. Przecież to nie tak, że Samuel się o niego martwił. Czy mężczyźnie zależało na wilkołaku? Pijana troskliwość i nic więcej.
Do tego kobieta przerwała im chaotyczne działania, wprowadzając chwilę spokoju i możliwości pomyślenia. Poczuł, jak chwyt Samuela się poluźnia i delikatnie zabrał mu swoją rękę, zostawiając jedynie na jego opuszkach kilka rozmazanych kropel krwi. Ułożył dłoń na plecach Sama, popychając go lekko w stronę kobiety.
-Połamcie nogi.-powiedział z szerokim uśmiechem i choć nie życzył nic miłego, tak ton głosu był pogodny. Zerknął jeszcze raz na Samuela, nie wierząc w to jakie myśli się mu właśnie pod ciemną czupryną wytworzyły, po czym obrócił się i teraz już dużo spokojniej poszedł w kierunku wyjścia ze stodoły.