Podobny problem miałby Richard, gdyby nie podpytał bratanicy o wygląd jej klientki, z jaką ostatnio się spotkała i sprzedała jej towar. Podobno wręczyła jej w prezencie kadzidełka, które okazały się być niezadowalające? Żeby nie stracić klienta, a byli na wagę złota, zgodził się to załatwić. Tak więc, zjawiając się we wspomnianej knajpie, wszedł do środka i odszukał blondynę. Podchodząc, zapytał. I jak widać, trafił dobrze.
- Tak. Richard Mulciber.Przedstawił się i uścisnął kobiecie dłoń. Może i ona nie miała obrączki, ale on swoją posiadał, na palcu prawej dłoni, co by też symbolizowało, że jest wdowcem. Mógł zdjąć i nie nosić, ale jakoś tak nie przeszkadzało mu jej noszenie. Przyzwyczaił się i jeżeli faktycznie wieść głosiła, że za wdowcami nikt się nie ogląda, tym lepiej i korzystniej dla niego.
Gdy uprzejmości zapoznawcze mieli za sobą, wskazał kobiecie, aby spoczęła ponownie na swoim miejscu. On zaś usiadł naprzeciwko niej, na bok odkładając swoją teczkę z dokumentami, na wolnym siedzeniu.
- Dla swoich klientów zawsze znajdziemy czas.Zapewnił. Darząc ją uprzejmym uśmiechem. Trudno stwierdzić, czy grał, ale też był częściowo sobą. Szanował to, że kobieta od razu przeszła do rzeczy. Nie owijała w bawełnę. Oparł przedramiona o blat stolika i splótł ze sobą palce dłoni, słuchając pannę Delacour uważnie. Analizował i zapamiętywał jej słowa. Zgadzało się wszystko, że bratanica obsłużyła ją ostatnim razem i wręczyła przedmiot, jaki leżał prawdopodobnie tutaj na stoliku.
W czasie kiedy kobieta zrobiła przerwę podeszła kelnerka, chcąc zapewne przyjąć od niego zamówienie. Richard od razu odprawił prosząc tylko o czarną kawę. Jeżeli zechcą zamówić coś jeszcze, zawołają. Wtedy też Camille mogła kontynuować.
Mulciber obserwował Delacour, jej zachowanie, mowę, mimikę i to jak próbowała ukryć siniaka na przedramieniu. Lekko zmarszczył brwi. Ale nie spotkali się w celu omawiania jej śladów przemocy. Tylko w sprawie problemu z towarem. Czy może te barwy na skórze, były wynikiem skutków ubocznych kadzideł? Wątpił.
- Być może ten rodzaj kadzideł, nie wpływa odpowiednio na Pani organizm. Z kolei na inną osobę, może działać z odpowiednim efektem, tak jak zostało to Pani przedstawione. Zdarza się, że za pierwszym razem, skutki uboczne mogą być bardziej odczuwalne niż za kolejnym.Wyjaśnił, to co sam wiedział na temat kadzideł. Wiedzę posiadał podstawową, przez wzgląd na transport, musiał wiedzieć co sprowadza. Rodzaje, działanie, składniki, efekty. Wszystko. Choć nie przepadał za zakuwaniem wiedzy, to jednak zmuszał się do tego, aby być bardziej przydatnym w sklepie i handlu rodzinnym.
- Margaret, to moja bratanica. Jest jeszcze młoda i być może nie wiedziała, iż ten rodzaj kadzideł może Pani nieco zaszkodzić. Proszę o wyrozumiałość dla młodej dziewczyny, która jeszcze się uczy. Z Pani uwag rozumiem, że użyła ich Pani tylko jeden raz i nie podjęła kolejnej próby?
Zadał pytanie oraz wyjaśnił przy okazji kwestię powiązań rodzinnych. Nie chciał bratanicy przypisywać sobie jako swoją córkę, kiedy nie miał tego ustalonego z bratem a na tym spotkaniu był jako on sam. Liczył na wyrozumiałość Camille, że nie będzie miała za złe dziewczynie. Kadzidła ją nie zabiły. Ale może pokazały jej prawdziwe obawy? Lęki? Może miały mieć taką rolę?