29.02.2024, 17:16 ✶
Dokładnie. Liczba domowników stale się zwiększała, chociaż z tego, co orientował się Erik, parę osób robiło podrygi do tego, aby próbować wyrwać się z gniazda. Jak tragiczne by to nie było, wystarczyło spojrzeć, chociażby na Morfeusza; miał spędzić w Grecji następne kilka miesięcy na swoich badaniach, a okoliczności zagnały go do ojczyzny i wcale nie były one przyjemne. Poza tym był jeszcze Thomas... Brzebąkiwał coś o tym, że może czas znaleźć coś innego, jednak koniec końców chyba się na to nie zdecydował. Może za duża presja ze strony Erika i Brenny?
— Oby to nie było naszą zgubą — mruknął pod nosem, zaraz jednak się rozpogodził, nie chcąc psuć nastroju. — Jeszcze naprawdę będę musiał kupić łóżka piętrowe do pokoju i z kimś mieszkać. Wyobrażasz to sobie?
Aż tak dramatyczna sytuacja im nie groziła, jednak dla innych rodzin postępowanie Longbottomów musiało wydawać się szalone. W tych czasach, zwłaszcza gdy praktycznie zrobili z siebie cel zwolenników Czarnego Pana, przyjmować pod swój dach kolejne osoby? Wprawdzie dbali o to, aby przyjmować osoby sprawdzone, jak chociażby Charlesa, jednak co się stanie, gdy nie będzie im dane kogoś sprawdzić? Czy wtedy zamkną komuś drzwi przed nosem? Longbottom skrzywił się na samą myśl. Może trzeba było porozmawiać o tym z Dumbledorem lub Stewardem? Ale to temat na inną rozmowę, inny czas.
— Ja komentuję, a nie obgaduję. Obgadywałbym, gdybym powiedział, że moja siostra ma taki okropny zwyczaj zostawienia swoich książek w całej posiadłości, których po sobie nie sprząta. Co jest, pragnę nadmienić, nieprawdą — wyjaśnił ze spokojem.
Pasażera na gapę zostawili daleko w tyle, toteż Erik nie przejmował się zbytnio tym, aby uważać. Ulice również były wyludnione. Gdyby nie pojedyncze światła w oknach i migające latarnie można by pomyśleć, żę Dolina została opuszczona. Jak jedna z tych zakutych dechami wiochy, jakie można było minąć na odludziach i na niezasiedlonych obecnie terenach. Tylko kilku starszych czarodziejów i dziwaków mieszkających w podniszczonych chałupach. Oby Doliny nigdy nie spotkał taki los.
— Mhmm... Prawdziwa z ciebie bohaterka. Nie mogę się doczekać, aż zobaczę, jakie jeszcze niespodzianki skrywasz. — Pokiwał spolegliwie głową. Ewidentnie chciała, aby jej przytakiwać. W sumie to wolał już słuchać jej, niż pozwolić, aby dręczące go myśli przejęły stery. — Babcia Lizzy cię tego nauczyła, czy przyswajacie to naturalnie? — sarknął, gdy zaczęła miauczeć. I to bardzo przeraźliwie.
Po chwili jednak zatrzymali się na skrzyżowaniu.
— Okej — zgodził się z nią z braku laku. Bądź co bądź, to ona siedziała w rydwanie Longbottomów. Jak coś będzie nie tak z drogą, to ona będzie najbardziej cierpieć.
— Oby to nie było naszą zgubą — mruknął pod nosem, zaraz jednak się rozpogodził, nie chcąc psuć nastroju. — Jeszcze naprawdę będę musiał kupić łóżka piętrowe do pokoju i z kimś mieszkać. Wyobrażasz to sobie?
Aż tak dramatyczna sytuacja im nie groziła, jednak dla innych rodzin postępowanie Longbottomów musiało wydawać się szalone. W tych czasach, zwłaszcza gdy praktycznie zrobili z siebie cel zwolenników Czarnego Pana, przyjmować pod swój dach kolejne osoby? Wprawdzie dbali o to, aby przyjmować osoby sprawdzone, jak chociażby Charlesa, jednak co się stanie, gdy nie będzie im dane kogoś sprawdzić? Czy wtedy zamkną komuś drzwi przed nosem? Longbottom skrzywił się na samą myśl. Może trzeba było porozmawiać o tym z Dumbledorem lub Stewardem? Ale to temat na inną rozmowę, inny czas.
— Ja komentuję, a nie obgaduję. Obgadywałbym, gdybym powiedział, że moja siostra ma taki okropny zwyczaj zostawienia swoich książek w całej posiadłości, których po sobie nie sprząta. Co jest, pragnę nadmienić, nieprawdą — wyjaśnił ze spokojem.
Pasażera na gapę zostawili daleko w tyle, toteż Erik nie przejmował się zbytnio tym, aby uważać. Ulice również były wyludnione. Gdyby nie pojedyncze światła w oknach i migające latarnie można by pomyśleć, żę Dolina została opuszczona. Jak jedna z tych zakutych dechami wiochy, jakie można było minąć na odludziach i na niezasiedlonych obecnie terenach. Tylko kilku starszych czarodziejów i dziwaków mieszkających w podniszczonych chałupach. Oby Doliny nigdy nie spotkał taki los.
— Mhmm... Prawdziwa z ciebie bohaterka. Nie mogę się doczekać, aż zobaczę, jakie jeszcze niespodzianki skrywasz. — Pokiwał spolegliwie głową. Ewidentnie chciała, aby jej przytakiwać. W sumie to wolał już słuchać jej, niż pozwolić, aby dręczące go myśli przejęły stery. — Babcia Lizzy cię tego nauczyła, czy przyswajacie to naturalnie? — sarknął, gdy zaczęła miauczeć. I to bardzo przeraźliwie.
Po chwili jednak zatrzymali się na skrzyżowaniu.
— Okej — zgodził się z nią z braku laku. Bądź co bądź, to ona siedziała w rydwanie Longbottomów. Jak coś będzie nie tak z drogą, to ona będzie najbardziej cierpieć.
Czas wrócić do niewykorzystanych scenariuszy kostkowych, więc masz szansę na kolejną przygodę! Cóż za emocje. Wykonaj rzut 1d6 w offtopie i odnieś się do wylosowanego zdarzenia. Niech kości zawsze ci sprzyjają!
1, 3, 6 —> Po kilku minutach drogi odnosisz wrażenie, że Erik postawił sobie za punkt honoru, abyś poczuła każde wgłębienie, dziurę i właz studzienkowy na drodze do karczmy twojej babci. Czy on to robi specjalnie? To ma być jakaś zemsta za tą akcję z myszą? A może to ty wybrałaś złą ścieżkę? W każdym razie, zaczynają cię boleć plecy i kość ogonowa.
2, 4, 5 —> Jak na razie podróż mija ci spokojnie. Kto wie, może twój kierowca zasłuży nawet na napiwek? Mimowolnie zerkasz w rozgwieżdżone niebo. Twoja poprzednia impreza u Longbottomów nie skończyła się najlepiej, a Erik musiał wyciągać cię na Ostarę praktycznie siłą. Jak się jednak czujesz teraz? Czy spędziłaś miło czas? O czym jeszcze opowiada ci nieboskłon? Może o jednej z wakacyjnych nocy przed laty, jakie spędziłaś w towarzystwie pewnego Księcia Kniei?
1, 3, 6 —> Po kilku minutach drogi odnosisz wrażenie, że Erik postawił sobie za punkt honoru, abyś poczuła każde wgłębienie, dziurę i właz studzienkowy na drodze do karczmy twojej babci. Czy on to robi specjalnie? To ma być jakaś zemsta za tą akcję z myszą? A może to ty wybrałaś złą ścieżkę? W każdym razie, zaczynają cię boleć plecy i kość ogonowa.
2, 4, 5 —> Jak na razie podróż mija ci spokojnie. Kto wie, może twój kierowca zasłuży nawet na napiwek? Mimowolnie zerkasz w rozgwieżdżone niebo. Twoja poprzednia impreza u Longbottomów nie skończyła się najlepiej, a Erik musiał wyciągać cię na Ostarę praktycznie siłą. Jak się jednak czujesz teraz? Czy spędziłaś miło czas? O czym jeszcze opowiada ci nieboskłon? Może o jednej z wakacyjnych nocy przed laty, jakie spędziłaś w towarzystwie pewnego Księcia Kniei?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞