29.02.2024, 19:20 ✶
Na pewno życie w tyle osób w jednej posiadłości ułatwiał fakt, że nie siedzieli w środku od rana do nocy. Większość domowników miała obowiązki, zobowiązania, szkołę, pracę i inne sprawy do załatwienia. Nawet Godryk, który równie dobrze mógł przejść na zasłużoną emeryturą, dalej pełnił zaszczytną funkcję przewodniczącego ''Srebrnych Różdżek''.
Na korzyść nowych lokatorów działało też to, że wszyscy znaleźli się w Warowni z konkretnego powodu - ataku Śmierciożerców. Biorąc pod uwagę, że Godryk przed laty udzielił już schronienia Crawleyom, czuł się zapewne zobowiązany do tego, aby przyjąć pod swój dach także i innych. A młodsi członkowie rodziny skrzętnie to wykorzystywali.
— Albo od tego, jak mało wstydu mam — odpowiedział, ciągnąc żart dalej. Zagryzł dolną wargę, po czym zaczął podśmiechiwać się pod nosem. — Poza tym, może... Może lubię, jak inni słyszą. — Zaśmiał się, odrywając jedną dłoń od rączki taczki, żeby zasłonić sobie usta. W tym momencie rydwan rodowy momentalnie skręcił w lewą stronę. — Uwaga! — Erik chwycił za stery, co by Nora nie wypadła na asfalt. — Ha, ma się ten refleks.
Bezpieczna przystań dla prześladowanych zdecydowanie była dobrym pomysłem. Niby mieli Warownię i Strażnicę, jednak miejsca te dzieliły jedną poważną wadę: znajdowały się od siebie rzut kamieniem. Gdyby jedno niespodziewanie padło, drugie mogło znaleźć się na celowniku.
A wtedy Zakon Feniksa nie miałby już kwatery głównej, skupiającej swych członków. Z drugiej strony, czy naprawdę potrzebowali planu B? Warownia stała pod pokoleń i zapewne będzie stała jeszcze kolejne kilka. Jedyna stała w życiu Longbottomów. Dom zawsze był w tym samym miejscu.
— Yhy... Może pora się przebranżowić? Skoro taki z ciebie wykrywacz kłamstw, to na pewno się przydasz w Brygadzie albo u Aurorów — odbił piłeczkę, skoro zaczęła się tak przechwalać. Ponownie odezwał się, dopiero gdy przeszli do tematu krewnych Nory. — Magicznych kotów, owszem — przyznał Norze rację, gdyż oczywistym wiedział, co odróżnia babkę Kate od babki Lizzy. — Twoja babcia mieszka na wsi, tutaj ciągle się plączą jakieś kociska. Na pewno dokarmia jednego czy dwa.
Pewność w jego głosie pozostawała niezachwiana. Cholerny znawca.
Droga była nieremontowana od lat. Za dnia było to widać na pierwszy rzut oka, jednak teraz także to czuli. A raczej Nora czuła, bo jedyne co Erik czuł to trzęsienie taczki, gdy tylko zahaczała o kolejną dziurę. Gdyby miał jednak omijać każdą z nich, to musiałby jechać zygzakiem i zajęłoby im to trzy razy więcej czasu. I Nora pewnie by się wywaliła przy którymś zakręcie.
— Jak boli, to znaczy, że żyjesz. — Uśmiechnął się Erik i akurat wtedy zahaczyli o studzienkę. — Poza tym, komu miałabyś się tłumaczyć? Jak ktoś spyta, czemu tak dziwnie chodzisz, to powiesz, że źle spałaś. Gdzie tu problem?
Na korzyść nowych lokatorów działało też to, że wszyscy znaleźli się w Warowni z konkretnego powodu - ataku Śmierciożerców. Biorąc pod uwagę, że Godryk przed laty udzielił już schronienia Crawleyom, czuł się zapewne zobowiązany do tego, aby przyjąć pod swój dach także i innych. A młodsi członkowie rodziny skrzętnie to wykorzystywali.
— Albo od tego, jak mało wstydu mam — odpowiedział, ciągnąc żart dalej. Zagryzł dolną wargę, po czym zaczął podśmiechiwać się pod nosem. — Poza tym, może... Może lubię, jak inni słyszą. — Zaśmiał się, odrywając jedną dłoń od rączki taczki, żeby zasłonić sobie usta. W tym momencie rydwan rodowy momentalnie skręcił w lewą stronę. — Uwaga! — Erik chwycił za stery, co by Nora nie wypadła na asfalt. — Ha, ma się ten refleks.
Bezpieczna przystań dla prześladowanych zdecydowanie była dobrym pomysłem. Niby mieli Warownię i Strażnicę, jednak miejsca te dzieliły jedną poważną wadę: znajdowały się od siebie rzut kamieniem. Gdyby jedno niespodziewanie padło, drugie mogło znaleźć się na celowniku.
A wtedy Zakon Feniksa nie miałby już kwatery głównej, skupiającej swych członków. Z drugiej strony, czy naprawdę potrzebowali planu B? Warownia stała pod pokoleń i zapewne będzie stała jeszcze kolejne kilka. Jedyna stała w życiu Longbottomów. Dom zawsze był w tym samym miejscu.
— Yhy... Może pora się przebranżowić? Skoro taki z ciebie wykrywacz kłamstw, to na pewno się przydasz w Brygadzie albo u Aurorów — odbił piłeczkę, skoro zaczęła się tak przechwalać. Ponownie odezwał się, dopiero gdy przeszli do tematu krewnych Nory. — Magicznych kotów, owszem — przyznał Norze rację, gdyż oczywistym wiedział, co odróżnia babkę Kate od babki Lizzy. — Twoja babcia mieszka na wsi, tutaj ciągle się plączą jakieś kociska. Na pewno dokarmia jednego czy dwa.
Pewność w jego głosie pozostawała niezachwiana. Cholerny znawca.
Droga była nieremontowana od lat. Za dnia było to widać na pierwszy rzut oka, jednak teraz także to czuli. A raczej Nora czuła, bo jedyne co Erik czuł to trzęsienie taczki, gdy tylko zahaczała o kolejną dziurę. Gdyby miał jednak omijać każdą z nich, to musiałby jechać zygzakiem i zajęłoby im to trzy razy więcej czasu. I Nora pewnie by się wywaliła przy którymś zakręcie.
— Jak boli, to znaczy, że żyjesz. — Uśmiechnął się Erik i akurat wtedy zahaczyli o studzienkę. — Poza tym, komu miałabyś się tłumaczyć? Jak ktoś spyta, czemu tak dziwnie chodzisz, to powiesz, że źle spałaś. Gdzie tu problem?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞