29.02.2024, 22:23 ✶
- Byś musiała wrócić i wypytać kogoś o jego miejsce zamieszkania. Nie będziemy przecież tu stali i czekali, aż kolejna baba wyjdzie na peta - mruknął dość nieprzyjemnie. Był zdenerwowany, bo utknęli w martwym punkcie. Nienawidził w życiu kilku rzeczy, a ślepe zaułki plasowały się na tej liście całkiem wysoko. Parkinson uniósł wzrok ku niebu, które było wyjątkowo czyste i błękitne, nawet jeśli brać pod uwagę porę roku. Gdy powiedziała, że spróbuje się dowiedzieć czegoś o zmarłym, westchnął i przetarł twarz dłonią. - Dobra, niech ci będzie. Idź i szukaj, kop jak ten dzik w żołędziach. Ja wrócę do mieszkania Mary i przeszukam je raz jeszcze. Może coś przeoczyliśmy. Sprawdzę ten cholerny gramofon, ale wątpię, że nam to coś da. Wrócę też do hotelu, może jeszcze nie wyczyścili pokoju. Może coś zostało. A potem się spotkamy wieczorem.
Nie powiedział jej jednak całej prawdy. Mieli cały boży dzień na to, by robić swoje. On planował jeszcze wpaść na komisariat, żeby poszperać w dowodach. Miał już nawet plan, jak wywabi policjantów. Potem się wślizgnie, transmutuje jakieś gówno w odznakę. Wejdzie do pomieszczenia z dowodami i przetrząśnie każdą jedną, pierdoloną rzecz, do których nie mieli dostępu, bo zgrywali goody goody.
- Okej? - posłał jej długie spojrzenie, bo przecież może Longbottom wpadnie na inny pomysł. Chociaż, oczywiście, jego był najlepszy.
Nie powiedział jej jednak całej prawdy. Mieli cały boży dzień na to, by robić swoje. On planował jeszcze wpaść na komisariat, żeby poszperać w dowodach. Miał już nawet plan, jak wywabi policjantów. Potem się wślizgnie, transmutuje jakieś gówno w odznakę. Wejdzie do pomieszczenia z dowodami i przetrząśnie każdą jedną, pierdoloną rzecz, do których nie mieli dostępu, bo zgrywali goody goody.
- Okej? - posłał jej długie spojrzenie, bo przecież może Longbottom wpadnie na inny pomysł. Chociaż, oczywiście, jego był najlepszy.