29.02.2024, 23:33 ✶
To była wojna, a ja właśnie toczyłem jedną z dwóch, a może nawet trzech bitew. Rosie... Ambrosia McKinnon - pierwsza z nich. Miałem ochotę zaśmiać się jej w ryj, ale do śmiechu wcale mi nie było po drodze. Wręcz przeciwnie - kurwiłem raz za razem, jakby mnie przeklęło pół ulicy Śmiertelnego Nokturnu.
Złapałem fajki od Stanleya, co zapewne ochroniło te cenne jedynki mojej siostry przed lotem w nieznane albo zapchaniem jej przełyku. Cóż, szkoda, bo chętnie popatrzyłbym jak się męczy i dławi swoimi, kurwa, zębami.
- Dzięki - burknąłem, wyciągając kulturalnie jednego papierosa, a resztę paczki - już mniej kulturalnie - wciskając sobie w tylną kieszeń. Byłem typem czasami honorowym, więc najpewniej odkupię. Kiedyś. Pewnie szybciej niż mógłbym się spodziewać w tym szale, ale jednak. Teraz potrzebowałem tego jak powietrza, szczególnie że czekała mnie droga do tej jędzy żmii, co mi rogi przyprawiała czarna kurwa jedna. Jak mnie to wściekało! Jeszcze bardziej, kiedy tylko o tym myślałem.
- Rosie, na bogów, stul pysk albo sam cię uciszę. Ciebie, Stanley, również, kurwa, bo nie będę spokojny, nie chcę być spokojny, nie zamierzam być ani grama spokojniejszy w tej chwili, ta?! Nosi mnie. Kurwica jasna! Kurwicy dostałem, rozumiesz, Rose?! - zapytałem jej wściekły oczywiście, zapalając jakoś tego papierosa. Z trudem, bo łapska mi się trzęsły. Miałem ochotę ją udusić tymi swoimi łapskami. Zło wcielone. Nie wyrabiałem po prostu. Robota w Departamencie Tajemnic to były kurwa wakacje przy wspólnym życiu z Persephoną Degenhardt. Ale tego - kurwa, jebanej zdrady!!! - to się po niej nie spodziewałem. Nie spodziewałem się tego totalnie. A zawsze mi syczała, ja pamiętałem jak syczała, że mnie zajebie za chociażby drobne zwrócenie oczu w kierunku innej. Nie chciałem patrzeć na inne, ale... Merlinie, jak mnie to wkurwiało.
Wiedziałem, że to chore i pojebane, że się tak od niej uzależniłem i że zdychałem ten czas na wygnaniu z tęsknoty za nią, ale... Hahahaha. Kompletnie na to nie zasługiwała. Nie zasługiwała ani grama, nic.
- Haha! Środki przymusu bezpośredniego?! Jeśli chcesz, Borgin, to mogę ci dać prawdziwą lekcję ze środków przymusu bezpośredniego, ale obawiam się, że nie wstaniesz z łóżka przez co najmniej tydzień - stwierdziłem niby rozbawiony, ale szydziłem sobie z tych ich żałosnych pomysłów zatrzymania mnie tu czy ki chuj. Jak zwykle byłem mocny w gębie, ale zaraz mogłem też być mocny w pięściach, bo to u mnie chodziło parami. Najgorzej, bo nie mogłem znaleźć tej przeklętej różdżki, więc machnąłem ręką na nią i zaraz machnąłem ponownie ręką, ale tym razem na Ambrosię by się przesunęła. Jak tego nie zrobi, to chuj. Będę jak wściekły byk na korridzie. Jej decyzja.
Złapałem fajki od Stanleya, co zapewne ochroniło te cenne jedynki mojej siostry przed lotem w nieznane albo zapchaniem jej przełyku. Cóż, szkoda, bo chętnie popatrzyłbym jak się męczy i dławi swoimi, kurwa, zębami.
- Dzięki - burknąłem, wyciągając kulturalnie jednego papierosa, a resztę paczki - już mniej kulturalnie - wciskając sobie w tylną kieszeń. Byłem typem czasami honorowym, więc najpewniej odkupię. Kiedyś. Pewnie szybciej niż mógłbym się spodziewać w tym szale, ale jednak. Teraz potrzebowałem tego jak powietrza, szczególnie że czekała mnie droga do tej jędzy żmii, co mi rogi przyprawiała czarna kurwa jedna. Jak mnie to wściekało! Jeszcze bardziej, kiedy tylko o tym myślałem.
- Rosie, na bogów, stul pysk albo sam cię uciszę. Ciebie, Stanley, również, kurwa, bo nie będę spokojny, nie chcę być spokojny, nie zamierzam być ani grama spokojniejszy w tej chwili, ta?! Nosi mnie. Kurwica jasna! Kurwicy dostałem, rozumiesz, Rose?! - zapytałem jej wściekły oczywiście, zapalając jakoś tego papierosa. Z trudem, bo łapska mi się trzęsły. Miałem ochotę ją udusić tymi swoimi łapskami. Zło wcielone. Nie wyrabiałem po prostu. Robota w Departamencie Tajemnic to były kurwa wakacje przy wspólnym życiu z Persephoną Degenhardt. Ale tego - kurwa, jebanej zdrady!!! - to się po niej nie spodziewałem. Nie spodziewałem się tego totalnie. A zawsze mi syczała, ja pamiętałem jak syczała, że mnie zajebie za chociażby drobne zwrócenie oczu w kierunku innej. Nie chciałem patrzeć na inne, ale... Merlinie, jak mnie to wkurwiało.
Wiedziałem, że to chore i pojebane, że się tak od niej uzależniłem i że zdychałem ten czas na wygnaniu z tęsknoty za nią, ale... Hahahaha. Kompletnie na to nie zasługiwała. Nie zasługiwała ani grama, nic.
- Haha! Środki przymusu bezpośredniego?! Jeśli chcesz, Borgin, to mogę ci dać prawdziwą lekcję ze środków przymusu bezpośredniego, ale obawiam się, że nie wstaniesz z łóżka przez co najmniej tydzień - stwierdziłem niby rozbawiony, ale szydziłem sobie z tych ich żałosnych pomysłów zatrzymania mnie tu czy ki chuj. Jak zwykle byłem mocny w gębie, ale zaraz mogłem też być mocny w pięściach, bo to u mnie chodziło parami. Najgorzej, bo nie mogłem znaleźć tej przeklętej różdżki, więc machnąłem ręką na nią i zaraz machnąłem ponownie ręką, ale tym razem na Ambrosię by się przesunęła. Jak tego nie zrobi, to chuj. Będę jak wściekły byk na korridzie. Jej decyzja.