Norka nie umiała sobie wyobrazić żadnego sposobu teleportacji, a co dopiero takiego połączonego z czarną magią. Jej mózg nie obejmował takich tematów. Zdecydowanie łatwiej jej przychodziły rozważania na temat nowych smaków ciastek, czy pączków. Tak naprawdę równie dobrze mogłaby nie być czarownicą, bo rzucanie zaklęć i większość magicznych dziedzin szła jej raczej średnio. Nie była, aż tak utalentowana jak jej starszy brat. Podziwiała go bardzo za te jego umiejętności.
- Podoba mi się ten entuzjazm! - Dobrze, że sobie to wyjaśnili, teraz nie będzie miała do siebie wyrzutów, że ciąga go po tych wszystkich stoiskach w takim okropnym upale.
- Racja, czasem zapominam o tym, że tak umiesz. Nie wiem dlaczego. - Życie było zdecydowanie prostsze, kiedy miała go u swojego boku. Nie musiała się przejmować masą arbuzów, ani wszystkich innych owoców, do tego magicznie mogły się znaleźć same w cukierni. Imponowało jej to ogromnie.
Tyle, że zupełnie przestała myśleć o tych zakupach, kiedy wpadli na tatuatora. Arbuzy im nie uciekną, czyż nie? Wolny termin u tego pana mógł zniknąć w każdej sekundzie (chociaż ten salon wcale nie wyglądał na jakiś renomowany).
Tego się nie spodziewała. Myślała, że Thomas raczej ją odwiedzie od pomysłu, a teraz zapytał o to, czy znajdzie czas i dla niego. Oczy jej błysnęły, a na twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Przeżyją to razem, wspaniale!
- To zależy. - Mruknął mężczyzna. - Jeśli zdecydujecie się na coś niewielkiego, to mogę zająć się jednym i drugim
Norka przeniosła wzrok na brata i kiwnęła głową. Nie zamierzała sobie przecież wytatuować na czole Jebać śmierciożerców, to musiało być coś małego, coś co będzie do niej pasowało. - Zróbmy sobie kotki Tommy! - Rzuciła do brata błagalnym tonem. - Ty i ja, prawdziwe koty! - Wydawało jej się to być idealnym pomysłem, miała nadzieję, że on nie uzna tego za głupie.