29.02.2024, 23:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.03.2024, 13:53 przez Erik Longbottom.)
— Wszystko jest dobrze z moim dotykiem! — obruszył się Erik, łapiąc uchwyty taczki bardziej stabilnie. — Widzisz? Wszystko jest jak w najlepszym porządku!
Ehh, ta męska duma.
— Każdy pies potrzebuje swojego kota — rzucił tonem mędrca, chociaż sam właściwie nie wiedział, co chciał w ten sposób przekazać. Na pewno coś światłego i inteligentnego, ale co dokładnie... Na to pytanie Nora musiała odpowiedzieć sobie sama. W swojej głowie. — Nie zdziwiłbym się, gdyby w twoim drzewie genealogicznym wylądował jakiś mój przodek. — Zaśmiał się. — Dobry Merlinie, brzmię jak ci wszyscy czystokrwiści. Jakby cechy charakteru zależały od nazwiska!
Wzdrygnął się. Chyba powinien zaliczyć jakiś prysznic po powrocie do domu. Albo dwa. A najlepiej to trzy, tak dla pewności, czy zmył z siebie całe to zepsucie, jakie na wierzch wyciągnął alkohol. Brr, przerażająca sprawa.
— Grunt to pozytywne myślenie — skomentował cicho, zaciskając mocniej palce na rączkach taczki.
Rozpoznał łagodne nuty w tonie głosu przyjaciółki. Nieco zazdrościł jej, że ta błogość przyszła tak szybko. Z drugiej strony wiadomo, mniejsze ciało, to i alkohol szybciej się ulatniał z organizmu. Tylko czy to faktycznie było takie zbawienie? Może najgorsze miało dopiero nadejść, gdy oboje zostaną sam na sam ze swoimi marzeniami, przemyśleniami i wątpliwościami?
Na granicy świadomości Erika krążyła podobna obawa, jednak nie wykiełkowała jeszcze, toteż nie musiał się nią martwić. Bądź co bądź, najpierw sam musiał wrócić do Warowni. Może do tego czasu pustka pochłonie tę niepokojącą myśl? Albo wręcz przeciwnie, pozwoli jej się rozrosnąć do takich rozmiarów, że nie będzie w stanie jej zignorować? Oby nie to drugie. Oby nie to drugie, bo wtedy chyba żadne z nich nie będzie mogło po prostu wylądować w objęciach Morfeusza. Tego z mitologii, nie tego, co leżał w Warowni. Fuj.
W każdym razie, Erik zadbał o to, aby nie przerywać tej wewnętrznej refleksji. Nawet przekierował w pewnym momencie taczkę na chodnik, więc następne kilkanaście minut drogi upłynęło im nadzwyczaj przyjemnie, biorąc pod uwagę, że blondynka mogła poczuć dyskomfort tylko w chwili, gdy jej rydwan musiał pokonać krawężnik. Kiedy dotarli do karczmy Lizzy, Longbottom nieco się zmartwił. Wszędzie były zgaszone światła, a jedyne paliło się tylko od strony zaplecza. Tam też postanowił pokierować swój pojazd.
— No to chyba doszliśmy. Nareszcie — zażartował, parkując rydwan i pomagając Norze wysiąść. — Mogę liczyć na to, że kiedyś ponownie skorzysta panienka z naszych usług? Jeszcze tylko cztery razy, a uzbiera pani na zniżkę -10% na kolejną jazdę.
Ehh, ta męska duma.
— Każdy pies potrzebuje swojego kota — rzucił tonem mędrca, chociaż sam właściwie nie wiedział, co chciał w ten sposób przekazać. Na pewno coś światłego i inteligentnego, ale co dokładnie... Na to pytanie Nora musiała odpowiedzieć sobie sama. W swojej głowie. — Nie zdziwiłbym się, gdyby w twoim drzewie genealogicznym wylądował jakiś mój przodek. — Zaśmiał się. — Dobry Merlinie, brzmię jak ci wszyscy czystokrwiści. Jakby cechy charakteru zależały od nazwiska!
Wzdrygnął się. Chyba powinien zaliczyć jakiś prysznic po powrocie do domu. Albo dwa. A najlepiej to trzy, tak dla pewności, czy zmył z siebie całe to zepsucie, jakie na wierzch wyciągnął alkohol. Brr, przerażająca sprawa.
— Grunt to pozytywne myślenie — skomentował cicho, zaciskając mocniej palce na rączkach taczki.
Rozpoznał łagodne nuty w tonie głosu przyjaciółki. Nieco zazdrościł jej, że ta błogość przyszła tak szybko. Z drugiej strony wiadomo, mniejsze ciało, to i alkohol szybciej się ulatniał z organizmu. Tylko czy to faktycznie było takie zbawienie? Może najgorsze miało dopiero nadejść, gdy oboje zostaną sam na sam ze swoimi marzeniami, przemyśleniami i wątpliwościami?
Na granicy świadomości Erika krążyła podobna obawa, jednak nie wykiełkowała jeszcze, toteż nie musiał się nią martwić. Bądź co bądź, najpierw sam musiał wrócić do Warowni. Może do tego czasu pustka pochłonie tę niepokojącą myśl? Albo wręcz przeciwnie, pozwoli jej się rozrosnąć do takich rozmiarów, że nie będzie w stanie jej zignorować? Oby nie to drugie. Oby nie to drugie, bo wtedy chyba żadne z nich nie będzie mogło po prostu wylądować w objęciach Morfeusza. Tego z mitologii, nie tego, co leżał w Warowni. Fuj.
W każdym razie, Erik zadbał o to, aby nie przerywać tej wewnętrznej refleksji. Nawet przekierował w pewnym momencie taczkę na chodnik, więc następne kilkanaście minut drogi upłynęło im nadzwyczaj przyjemnie, biorąc pod uwagę, że blondynka mogła poczuć dyskomfort tylko w chwili, gdy jej rydwan musiał pokonać krawężnik. Kiedy dotarli do karczmy Lizzy, Longbottom nieco się zmartwił. Wszędzie były zgaszone światła, a jedyne paliło się tylko od strony zaplecza. Tam też postanowił pokierować swój pojazd.
— No to chyba doszliśmy. Nareszcie — zażartował, parkując rydwan i pomagając Norze wysiąść. — Mogę liczyć na to, że kiedyś ponownie skorzysta panienka z naszych usług? Jeszcze tylko cztery razy, a uzbiera pani na zniżkę -10% na kolejną jazdę.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞