- Taaaa, dłonie które leczą. - Zaśmiała się sama do siebie. Zdecydowanie, nie mogła jednak zaprzeczyć. Erik zareagował bardzo szybko i zapobiegł ewentualnemu upadkowi. Jak zawsze, był przy niej, żeby ją łapać, kiedy działo się coś złego.
- Mówisz? Czyli to nie jest przypadek, każdy kot i pies tak ma? - Wbrew filozoficznemu sposobie myślenia ona podeszła do sprawy bardzo prosto. Może powinna sobie kupić psa? Do cukierni, który towarzyszyłby Lady i reszcie kocich mieszkańców. Może tego brakowało im do szczęścia? Będzie musiała z nimi poruszyć ten temat... chociaż pewnie rano w ogóle nie będzie o tym pamiętać. Nie po tej ilości alkoholu, którą w siebie wlała. - Taki, którego wydziedziczyli? - Nigdy nie ukrywała, że czuje różnice w ich pochodzeniu. Longbottomowie należeli do tcyh czarodziejów z wyżej półki, nie to, co jej rodzina. Nie zazdrościła im tego wcale, bo miała świadomość, że niosło to również ze sobą pewne negatywy, o których już dzisiaj rozmawiali. - Trochę tak brzmisz, ale wybaczam ci to Ericzek, wiem, że w głębi serduszka jesteś zupełnie inny. - Na szczęście szybko się opamiętał, i zakończył te dziwne rozważania.
- Tak, pozytywne myślenie jest najważniejsze. - Powtórzyła za nim jeszcze.
Norka po prostu weszła w inną fazę upojenia alkoholowego. Włączyła jej się nostalgia, zapewne przez to, że znajdowali się też w Dolinie. Nie spodziewała się jednak, że to wszystko jeszcze w niej siedzi. Dziwne. Myślała, że przerobiła ten temat, chociaż czy właściwie nadal nie tkwiła jedną nogą w przeszłości? Nigdy nawet nie spróbowała stworzyć z kimś innym żadnej bliższej relacji. Broniła się przed tym, jak tylko mogła. Myślała, że wynika to z tego, że bała się, że ktoś ją zrani, a może po prostu liczyła na to, że on kiedyś ponownie pojawi się w jej życiu, że Książę Kniei wróci.
Nie odzywała się ani słowem, błądziła gdzieś daleko, Erik wydawał się to zauważyć, bo również milczał, nawet jakby delikatniej prowadził ich pojazd. Kołysał całkiem przyjemnie tym rydwanem, mogłaby chyba nawet w nim zasnąć.
Wtem z oddali zobaczyła karczmę. Udało im się dotrzeć na miejsce, nawet w jednym kawałku, czego do końca się nie spodziewała.
Jakoś udało jej się wysiąść z taczki, kiedy przyjaciel zaparkował. Pewnie miałaby z tym problem, gdyby nie jego pomocna dłoń, tak to wszystko było prostsze. - Myślę, że zasłużył pan nawet na napiwek, ta podróż to była dla mnie przyjemność! - Uśmiechnęła się do niego serdecznie. - Oczywiście, że chętnie skorzystam z takich usług jeszcze raz, ba myślę, że nawet polecę je innym, żal, żeby takie umiejętności się marnowały. - Ciekawe tylko, czy jutro będzie pamiętała, w jaki sposób znalazła się u Lizzy.