01.03.2024, 01:01 ✶
— Wiesz, nikt do tej pory nie narzekał — odparł nieco opryskliwie na żartobliwe docinki dziewczyny.
Nie mógł uwierzyć, że kwestionowała w ogóle coś takiego. Okej, może jego ruchy nie zawsze były zgrabne, ale to nie była już jego wina. Robił co w swojej mocy, a teraz przecież udało mu się prowadzić tę taczkę w stanie upojenia alkoholowego. Nora Figg mogłaby to docenić, ale najprawdopodobniej przez to, że sama była w stanie upojenia alkoholowego sama ledwo rozumiała własne myśli, nie wspominając już o słowach swego najlepszego przyjaciela.
— Mhm, to ja ta wiesz... Metamagia! Kompletnie wymyka się naszemu zrozumieniu.
Nie miałby nic przeciwko temu, żeby adoptowała psa. Ba, uznałby to za swego rodzaju wybawienie. W Warowni już od kilku miesięcy mieszkały aż cztery psy, więc na pewno z chęcią powitałyby nowego kompana do wspólnych zabaw. Zwłaszcza że nawet Ponurak zdawał się ostatnio bardziej otwarty na nowe znajomości. Może nawet wziąłby takie szczeniaczka pod swoje skrzydła i nauczył go jak wtapiać się w otoczenie? Do tego musiałby mieć ciemne umaszczenie, żeby można go było pomylić z cieniem.
— Oczywiście — przytaknął bez zająknięcia, chcąc jak najszybciej wyplenić z głowy te niewspółczesne przemyślenia. — W środku jestem jak taka puchata kulka miłości. Z wilczymi uszami, po których można mnie drapać.
Rzadko kiedy z własnej woli żartował na temat swojego wilkołactwa, jednak tym razem zrobił wyjątek. Należała mu się mała lekcja pokory, skoro jego myśli tak mocno zbłądziły. Ech, cholerny bimber Malwy... Jeśli będzie pamiętał ten wieczór, to będzie musiał powiedzieć skrzatce, żeby lepiej zabezpieczała swoje zapasy, bo jak tak dalej pójdzie, to los Longbottomów będzie przesądzony.
— Wpadnę do kawiarni przy najbliższym patrolu. Wtedy odbiorę ten napiwek. — Takie obietnice to mógł składać bez żadnego ryzyka. W końcu z Ministerstwa Magii wybywał kilka razy na dzień, a lokal Nory stanowił stały element jego trasy. Wprawdzie kamienica mieściła się na Pokątnej, a to była jednak bezpieczna dzielnica, ale czasem lepiej dmuchać na zimne, czyż nie? — Przygotuj coś smacznego na przyszły tydzień.
Mrugnął do niej porozumiewawczo i przerzucił sobie nonszalancko koszulę przez ramię, którą chwilę wcześniej wyjął z taczki. Otaksował dziewczynę uważnym spojrzeniem, jakby sprawdzał, czy na pewno dowiózł ją w jednym kawałku. Bądź co bądź, napotkali na drodze parę niebezpieczeństw: wściekłą mysz, sąsiadów, którzy potencjalnie mogli podglądać ich dziki rajd przez wieś, a kończąc na upierdliwych dziurach w drodze. Dobrze, że to nie była misja Zakonu Feniksa, bo jeszcze by przez przypadek dostali awans.
— No to pozostaje mi chyba zrobić tylko jedną rzecz — zapowiedział, podchodząc do Nory. Przekrzywił figlarnie głowę, aby nachylić się nad nią. — Panno Figg... Życzę pani spokojnej nocy i liczę na nieśib... szybkie następne spotkanie.
Uśmiechnął się półgębkiem, gdy zaczął plątać mu się język i sięgnął lekko po dłoń Nory, aby przyłożyć ją do ust i cmoknąć delikatnie w geście pożegnanie. Ukłonił się elegancko przed dziewczyną i cofnął na kilka kroków, pozwalając, aby Nora sama rozprawiła się z wejściem do karczmy. Nie czuł się też zobowiązany do tego, aby odeskortować ją na piętro. Figg aż nazbyt dobrze znała to miejsce, jak i rozkład pomieszczeń. Na pewno poradzi sobie ze wszystkimi niebezpieczeństwami, jakie czyhały na jej drodze do łóżka.
— Papa! — zawołał jeszcze na odchodne, machając do niej.
Kiedy Figg zniknęła za drzwiami, Erik westchnął przeciągle i uniósł ręce do góry, co by je nieco rozciągnąć. Strzelił też parę razy karkiem. No to teraz już tylko odprowadzić taczkę do magazynku, wdrapać się na piętro i mógł iść spać. Dziesięć, piętnaście minut i będzie po wszystkim. Prawda...?
Nie mógł uwierzyć, że kwestionowała w ogóle coś takiego. Okej, może jego ruchy nie zawsze były zgrabne, ale to nie była już jego wina. Robił co w swojej mocy, a teraz przecież udało mu się prowadzić tę taczkę w stanie upojenia alkoholowego. Nora Figg mogłaby to docenić, ale najprawdopodobniej przez to, że sama była w stanie upojenia alkoholowego sama ledwo rozumiała własne myśli, nie wspominając już o słowach swego najlepszego przyjaciela.
— Mhm, to ja ta wiesz... Metamagia! Kompletnie wymyka się naszemu zrozumieniu.
Nie miałby nic przeciwko temu, żeby adoptowała psa. Ba, uznałby to za swego rodzaju wybawienie. W Warowni już od kilku miesięcy mieszkały aż cztery psy, więc na pewno z chęcią powitałyby nowego kompana do wspólnych zabaw. Zwłaszcza że nawet Ponurak zdawał się ostatnio bardziej otwarty na nowe znajomości. Może nawet wziąłby takie szczeniaczka pod swoje skrzydła i nauczył go jak wtapiać się w otoczenie? Do tego musiałby mieć ciemne umaszczenie, żeby można go było pomylić z cieniem.
— Oczywiście — przytaknął bez zająknięcia, chcąc jak najszybciej wyplenić z głowy te niewspółczesne przemyślenia. — W środku jestem jak taka puchata kulka miłości. Z wilczymi uszami, po których można mnie drapać.
Rzadko kiedy z własnej woli żartował na temat swojego wilkołactwa, jednak tym razem zrobił wyjątek. Należała mu się mała lekcja pokory, skoro jego myśli tak mocno zbłądziły. Ech, cholerny bimber Malwy... Jeśli będzie pamiętał ten wieczór, to będzie musiał powiedzieć skrzatce, żeby lepiej zabezpieczała swoje zapasy, bo jak tak dalej pójdzie, to los Longbottomów będzie przesądzony.
— Wpadnę do kawiarni przy najbliższym patrolu. Wtedy odbiorę ten napiwek. — Takie obietnice to mógł składać bez żadnego ryzyka. W końcu z Ministerstwa Magii wybywał kilka razy na dzień, a lokal Nory stanowił stały element jego trasy. Wprawdzie kamienica mieściła się na Pokątnej, a to była jednak bezpieczna dzielnica, ale czasem lepiej dmuchać na zimne, czyż nie? — Przygotuj coś smacznego na przyszły tydzień.
Mrugnął do niej porozumiewawczo i przerzucił sobie nonszalancko koszulę przez ramię, którą chwilę wcześniej wyjął z taczki. Otaksował dziewczynę uważnym spojrzeniem, jakby sprawdzał, czy na pewno dowiózł ją w jednym kawałku. Bądź co bądź, napotkali na drodze parę niebezpieczeństw: wściekłą mysz, sąsiadów, którzy potencjalnie mogli podglądać ich dziki rajd przez wieś, a kończąc na upierdliwych dziurach w drodze. Dobrze, że to nie była misja Zakonu Feniksa, bo jeszcze by przez przypadek dostali awans.
— No to pozostaje mi chyba zrobić tylko jedną rzecz — zapowiedział, podchodząc do Nory. Przekrzywił figlarnie głowę, aby nachylić się nad nią. — Panno Figg... Życzę pani spokojnej nocy i liczę na nieśib... szybkie następne spotkanie.
Uśmiechnął się półgębkiem, gdy zaczął plątać mu się język i sięgnął lekko po dłoń Nory, aby przyłożyć ją do ust i cmoknąć delikatnie w geście pożegnanie. Ukłonił się elegancko przed dziewczyną i cofnął na kilka kroków, pozwalając, aby Nora sama rozprawiła się z wejściem do karczmy. Nie czuł się też zobowiązany do tego, aby odeskortować ją na piętro. Figg aż nazbyt dobrze znała to miejsce, jak i rozkład pomieszczeń. Na pewno poradzi sobie ze wszystkimi niebezpieczeństwami, jakie czyhały na jej drodze do łóżka.
— Papa! — zawołał jeszcze na odchodne, machając do niej.
Kiedy Figg zniknęła za drzwiami, Erik westchnął przeciągle i uniósł ręce do góry, co by je nieco rozciągnąć. Strzelił też parę razy karkiem. No to teraz już tylko odprowadzić taczkę do magazynku, wdrapać się na piętro i mógł iść spać. Dziesięć, piętnaście minut i będzie po wszystkim. Prawda...?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞