Kobiety to przebiegłe bestie. Trzeba było nawet w takich interesach, uważać o czym z nimi rozmawia się, jak prowadzi kompromis, kiedy potrafią bardzo dużo gadać, jeżeli nie narzekać. Camille mówiła dużo. Tłumaczyła swoje obawy związane z użytkowaniem tego rodzaju kadzideł, jakie otrzymała od ich rodziny w prezencie. W gratisie? Mogło to brzmieć także jako eksperyment.
Richard jest tym typem mężczyzny, który nie daje się nabrać na kobiece gierki. Nie ulegał ich urokowi, uroczych spojrzeń i uśmiechów. Uważnie obserwował Panią Delacour, która po otrzymaniu możliwego wypełnienia formularza, zastanawiała się nad tym w skupieniu. Dostrzegł to. Nie była pierwszą lepszą, która od razu bez zastanowienia się za to weźmie. Miał nawet przygotowany swój czarny długopis. Ale skoro wolała wypełniać swoim, nie miał nic przeciwko. Przy czym pozwolił sobie sięgnąć po swoją kawę i upić łyk, dając jej czas na uzupełnienie poszczególnych pól informacyjnych. Była widocznie ostrożna. Analizująca. Nie umknęło to jego uwadze. Nie odzywał się. Pozwalając jej skupić się, zebrać myśli. Rozumiał obawy, że może to zostać inaczej wykorzystane niż powinno. Nie powinna się tym martwić. Na tym przecież budowało się relację między klientem a sprzedawcą.
Podjęła decyzję.
Odstawił filiżankę z kawą, kiedy wyraziła swoje zdanie na temat tej współpracy. Pozwolił jej w spokoju wypełnić formularz. Nie był chamem, więc nawet nie zaglądał co tam wypisywała. W miedzy czasie, wyjął z teczki swój podręczny notes, otwierając na pustej stronie. Jakby przygotowywał się do kolejnych etapów rozmowy na temat wysłania poprawnego towaru. Kobieta jednak odmówiła. Nie może tak być.
- Proszę pozwolić naprawić nam ten błąd. To nic nie będzie Panią kosztować. Zachęcam.Nalegał, dość uprzejmie z kulturą. Nie naciskał, ale chciałby zrekompensować się jej tym błędem z ich małej rodzinnej firmy, interesu. Klienci byli na wagę złota. A przecież też potrzebowali pieniędzy. Jeżeli Camille się zgodzi, będzie mógł przejść do kolejnego etapu ich umowy, realizacji reklamacji towaru.
Formularz został wypełniony. Niemal został przysunięty w jego stronę, ale kobieta swojej dłoni nie zabrała, jakby tego dokumentu, pilnowała. "Cwana baba…" – przeszło mu przez myśl. Pozostawał jednak w nastroju i uprzejmości niezmieniony.
- Naturalnie. Poinformujemy. Zaraz zapiszę, aby o tym pamiętać.
Zapewnił ją ze spokojem w głosie, aby zaufała mu. Uwierzyła, że takową wiadomość dostanie. Także dotknął formularza, jakby chciał go odebrać, a przy okazji, zajął się zaraz spisaniem zlecenia. Ktokolwiek z nich się tego podejmie, Camille dostanie wiadomość.
Nawet ujął w lewą dłoń swój długopis i zapisał na czystej stronie. Jej imię i nazwisko, oraz zadanie, jakie trzeba wykonać. "Poinformować, dlaczego doszło do pomyłki z kadzidłami". Lepiej aby sami to szybko ogarnęli, jeżeli nie chcieli mieć narzuconej z dupy kontroli.