Nie odpuszczała. Widział to w jej oczach, zachowaniu, że nie puściła nawet tej kartki, jaką przyszło jej wypełnić. Richard, zachowywał się jak typowy sprzedawca. Oczywiście. Warto jednak wspomnieć o tym, że Richard był aktorem. Urodzonym czy nie. Wyszkolonym samodzielnie a także kłamcą. Posiadał wieloletnie w tym doświadczenie, które pozwalało mu dopasować się do każdej sytuacji. Umiejętne zakładanie różnych masek swojej osobowości. Były to jego mocne strony, dzięki którym mógł osiągnąć cokolwiek, do czego zmierzał. Tutaj starał się być uprzejmym sprzedawcą, próbującym znaleźć kompromis. Zrekompensować pomyłkę, błąd jaki mógł doprowadzić do uszczerbku na zdrowiu i życiu klienta. Był cierpliwy.
Puściła. Przysunął do siebie formularz, odwrócił aby spojrzeć na jego zawartość, czy zostało wszystko dobrze wypełnione. Uwag nie miał. Złożył na nim jedynie swój podpis, jako dowód na to, że to on przyjął jej tak zwaną reklamację towaru. Odłożył dokument na razie na bok, skupiając się na dalszej rozmowie z Panią Delacour. Zeszyt miał przed sobą, w lewej dłoni długopis, druga ręka swobodnie spoczywała na stole, mając skupienie na słowach kobiety. Wyjaśniła mu zaistniały problem z tymi kadzidłami. Zrozumiał, że z ich sklepu bardziej odpowiadały jej świece. Kadzidła rytualne też powinni posiadać. Przynajmniej tak pamiętał, jak sprowadzał towar ze swoich stron.
Długopis ujął w obie dłonie, obracają go. Myślał, analizował. Co może jej zaproponować. Szukał rozwiązania, aby ta współpraca trwała nadal.
Gestem głowy wskazał na ślad na jej przedramieniu.
- To efekt upadku po zapaleniu tego kadzidła?Zapytał. Mając na myśli tego siniaka, o którym wspomniała, a jego bystre spojrzenie zarejestrowało go wcześniej. Jeżeli by potwierdziła, miał kolejny dowód.
- Kadzidła mają w sobie taką moc, energię w wyłaniającym się przez nich dymie, które mają różne działania. Relaksujące. Pobudzające. Usypiające. Regenerujące. I wiele innych. Być może ten gatunek był dla Pani zbyt mocny. A gdybym zaproponował coś łagodniejszego. Mieszankę drzewa sandałowego z jaśminem? Bądź typowo kwiatowe jak lawendę? Róża?
Zaproponował.
- Nie będę naciskał. Absolutnie. Ale chciałbym, aby Pani dała nam jeszcze szansę. Rytualne kadzidła także posiadamy.
Posłał jej lekki uśmiech, cały czas zachowując się wobec niej wyrozumiale, uprzejmie, grzecznie, z kulturą, cierpliwie. Być może i dla niego to była jakaś lekcja innej pracy z klientami. Dwa różne światy, w jakich się obracał. Z aurora, do współwłaściciela sklepu rodzinnego.