- Wierzę, wierzę, już nie musisz mi tak udowadniać. - Bawiło ją, jak bardzo Erik chciał jej uargumentować to, że ma rację. Faktycznie miał rację, że okoliczności nie były najłatwiejsze, Norka czuła zbyt wiele bodźców, alkohol przeszkadzał jej w skupieniu się, wydawała się być mocno przewrażliwiona.
- Ta jest, są takie dziedziny magii, w które lepiej nie wnikać. - Bardzo dobrze zdawała sobie z tego sprawę. Pewne rzeczy przesrastały nawet potężnych czarodziejów, takich jak ona, czy Erik. Musieli po prostu zaakceptować to, że istniały. Do tematu psa pewnie wróci, heh o ile będzie o tym w ogóle pamiętać. W sumie miała naprawdę niezłą inspirację w postaci Longbottomów, u których był ogrom psów, w kawiarnii miała trzy koty, to wcale nie było tak wiele. Miłości w niej było tyle, że mogłaby ją przelać jeszcze i na pieseczka.
- Wiesz, że ty zmieniłeś mój całkowity światopogląd na temat wilkołaków? - Nie miała pojęcia, czy zdaje sobie z tego sprawę, ale faktycznie tak było. Gdy była dzieckiem mama straszyła ją opowieściami o niebezpiecznych wilkołakach, które są gotowe skrzywdzić każdego. No i wtedy pojawił się Erik, z jego przypadłością, znaczy najpierw poznała go bez niej, przytrafiło mu się później to nieszczęście, ale nic się w nim nie zmieniło, no może poza tym, że zaczął znikać na czas pełni, jednak nadal był łagodny jak baranek, owieczka słodka. To spowodowało, że strach przed nieznanym zniknął. Nie liczyło się przecież, jakim jesteś stworzeniem, na to nie masz wpływu, ale to jakim jesteś człowiekiem, a Erik był jedną z najbardziej dobrych osób, jakie znała, gotowy pomóc każdemu, kto tej pomocy potrzebował.
- Wspaniale! Tyle, że nie musze przygotowywać nic specjalnego, przecież u mnie zawsze, wszystko jest pyszne. - Wolała to wyjaśnić, rzuciła w ogóle tę odpowiedź bardzo pewnym tonem głosu. Gdy przychodziło do mówienia o jej cukierniczych wyrobach Norka robiła się bardzo śmiała. Wiedziała, że Erik dotrzyma słowa, ostatnio często u niej bywał, chociaż na chwilę. To było bardzo miłe, doceniała jego obecność, nawet tę krótką. Sama świadomość, że o niej pamięta wiele dla niej znaczyła.
Dygnęła jak tylko mogła elegancko, gdy Erik comknął ją w dłoń. Musiało to wyglądać bardzo pokracznie, gdyż Figg niemalże walczyła wewnątrz o życie próbując utrzymać równowagę. - Uważaj na siebie! - Powiedziała jeszcze nim odwróciła się na pięcie w stronę drzwi od zaplecza. - PAAAAAAA! - Odkrzyknęła mu jeszcze.
Chwilę zajęło jej wdrapanie się po schodach. Miała nadzieję, że nie nadzieje się na babcię, wolała nie myśleć o tym, co powie, jak zobaczy ją w takim stanie. Niby była dorosła, no ale... czy damie wypadało upijać się aż tak? Zdecydowanie nie wypadało.
Weszła jak tylko najciszej potrafiła, przemknęła po cichu, miała szczęście, bo Lizzy była akurat w spiżarni. Trafiła do swojego tymczasowego pokoju, tyle, że nie położyła się od razu spać. Myśli, które pojawiły się podczas tej wspaniałej podróży do niej wróciły. Postanowiła napisać list, co nie było najlepszym pomysłem, ale była bardzo pijana i wydawało jej się to strzałem w dziesiątkę, wysłała go, do tego za którym w tej chwili okropnie tęskniła, dopiero wtedy weszła do łóżka.