01.03.2024, 09:34 ✶
- Bardzo mi przykro, że do tego doszło - powiedział, przerywając na chwilę gdy podszedł do nich ktoś z obsługi. Dla siebie zamówił wodę i cokolwiek, co polecał młody człowiek, który ich obsługiwał. Zwykle gdy wchodził do nowych miejsc, opierał się na poleceniach obsługi. Tak jakby cena dań nigdy nie robiła na nim wrażenia. - Zamów, proszę, co tylko chcesz. Wygodniej nam też będzie przejść na ty.
Posłał jej kolejny uśmiech, tym razem delikatniejszy, ledwo zauważalny, ale zauważalny. Nie dało się go przeoczyć. Wszystko, co w tej chwili robił Lestrange, było doskonale wyuczone - każdy ruch, każdy gest i każdy uśmiech. Każde spojrzenie, posłane w kierunku rozpływającej się Marie.
- Oczywiście, że opłacę nową sukienkę. Możemy umówić się na inny dzień, by pójść do sklepu Rosierów i wybrać taką, która najbardziej ci pasuje. Za ewentualne poprawki również pokryję wszystkie koszta. Nie chciałbym, byś musiała zadowolić się byle czym - mówił tonem, jakby Marie zasługiwała na wszystko to, co najlepsze. Jakby zakup sukienki, która nie będzie do końca dobrze leżeć, był poniżej jej godności.
Na pytanie Marie aż go skręciło w środku. To nie była nowość, że mylili go z jego kuzynem. Z Louvainem byli do siebie fizycznie podobni, chociaż ten był od niego starszy o kilka lat. Poza tym ich zachowanie różniło się diametralnie. Ale... Czy niewprawne oko obcej osoby mogło to dostrzec?
- Muszę cię niestety wyprowadzić z błędu. To mój kuzyn, Louvain. Nigdy nie grałem zawodowo w Quidditha. Nie byłbym w stanie dorównać talentowi Louvaina, nawet gdybym poświęcił na treningi całą dekadę. Obawiam się, że w porównaniu do niego jestem tylko nudnym pracownikiem Ministerstwa - posłał jej niby-przepraszający uśmiech. Przyniesiono im napoje, Rodolphus kiwnął głową w podziękowaniu. Na jedzenie przyjdzie im poczekać co najmniej kwadrans. - Mam nadzieję, że nie czujesz się rozczarowana, Marie?
Posłał jej kolejny uśmiech, tym razem delikatniejszy, ledwo zauważalny, ale zauważalny. Nie dało się go przeoczyć. Wszystko, co w tej chwili robił Lestrange, było doskonale wyuczone - każdy ruch, każdy gest i każdy uśmiech. Każde spojrzenie, posłane w kierunku rozpływającej się Marie.
- Oczywiście, że opłacę nową sukienkę. Możemy umówić się na inny dzień, by pójść do sklepu Rosierów i wybrać taką, która najbardziej ci pasuje. Za ewentualne poprawki również pokryję wszystkie koszta. Nie chciałbym, byś musiała zadowolić się byle czym - mówił tonem, jakby Marie zasługiwała na wszystko to, co najlepsze. Jakby zakup sukienki, która nie będzie do końca dobrze leżeć, był poniżej jej godności.
Na pytanie Marie aż go skręciło w środku. To nie była nowość, że mylili go z jego kuzynem. Z Louvainem byli do siebie fizycznie podobni, chociaż ten był od niego starszy o kilka lat. Poza tym ich zachowanie różniło się diametralnie. Ale... Czy niewprawne oko obcej osoby mogło to dostrzec?
- Muszę cię niestety wyprowadzić z błędu. To mój kuzyn, Louvain. Nigdy nie grałem zawodowo w Quidditha. Nie byłbym w stanie dorównać talentowi Louvaina, nawet gdybym poświęcił na treningi całą dekadę. Obawiam się, że w porównaniu do niego jestem tylko nudnym pracownikiem Ministerstwa - posłał jej niby-przepraszający uśmiech. Przyniesiono im napoje, Rodolphus kiwnął głową w podziękowaniu. Na jedzenie przyjdzie im poczekać co najmniej kwadrans. - Mam nadzieję, że nie czujesz się rozczarowana, Marie?