— Jak sięgnę po nóż, to reszta się obudzi — odpowiedział Brennie jeszcze w pół kroku, z tą charakterystyczną pewnością siebie, przekonaniem, że świat ułoży się wedle jego rozkazów, tylko dlatego, że on tego chce. Tak, jak podpowiedziała mu przyszłość, gdy jego palce zacisnęły się na rękojeści miecza, reszta osób poruszyła się, wyrwana z tego, co dręczyło ich głowy podczas koszmarów. Zabawne, on, Morpheus, patronujący marzeniom sennym, budził słodkim dotykiem swoich rąk i to dedykowanym rękojeści. — Już raz to zrobiłem, we śnie... Słyszysz to?
Klekotanie kości, jakby wygrywano na nich muzykę ksylofonu, usłyszał za późno. Inferius rzucił się na Brennę. Morpheus zastygł, trzymając cały czas w ręku artefakt. Oczywiście, że nie było to takie proste, czemu miałoby być? Mógł spróbować zrzucić tamtego z bratanicy, ale reszta już powstawała, budziła się. Nóż za to pozostawał przyszpilony łańcuchem, a nie wiadomo, ile z tych stworzeń strzegło całej wyspy. Nóż stał się priorytetem.
— Ogniem, atakujcie ich ogniem! — przyłożył różdżkę do gardła, aby na pewno go usłyszeli go budzący się wojownicy. On musiał wypełnić swoją część misji, jako ten, który prawdopodobnie miał największe życiowe doświadczenie z tajemniczymi, przeklętymi przedmiotami. Nie był wojownikiem, nie takim miecza, zresztą, przeciwko Inferiusom nic to by nie dało, spinała je magia, a nie żelazna logika motoryki mięśni i ciała. Dusza opuściła te ciała dawno i nie istniały poza celem, którym była najwyraźniej ochrona noża.
Skupił się. Przynajmniej próbował, aby rzucić zaklęcie niszczenia na łańcuch. Jeśli to nie podziała, będzie zastanawiał się dalej. Najważniejsza rzecz, uwolnić nóż i uciec z nim z wyspy, ukryć go w bezpiecznym miejscu. Cały czas dzierżył go w ręce, więc wyciągnął nóż, tak daleko, jak się dało, aby rozwinąć łańcuch na całą długość, a wtedy rzucić czar zniszczenia na samą nasadę, którą był przytwierdzony do postumentu. Wolał ciągnąć za sobą kawał łańcucha, niż narazić się na urwanie własnej ręki lub, co gorsza, uwolnienie tego, co zostało zaklęte w broni.
Już był niemal gotowy, gdy wyczuł kątem oka ruch w swojej okolicy. Inferius. Zamiast rzucać czar na łańcuch, prędko sięgnął po magię lewitacji, aby podnieść go w górę tak, aby stanowił łatwy cel i go nie rozpraszał.
Akcja nieudana
Nie sprawdził, czy trafił. Zamiast tego wrócił do łańcucha, kontynuując swoją pracę. Głęboki wdech, mentalne przygotowanie na to, że może stracić swoją twarz od odłamków metalu. I zaklęcie:
— Expulso.
Akcja nieudana