01.03.2024, 12:36 ✶
Rozmawiam z Brenną pod wpływem magicznego drinka. Trochę gadam głupot, bronię Sebastiana w rozmowie.
Muzyka leciała a Patrick przeżywał… przeżywał dość dziwne chwile w swoim życiu. Po pierwsze wcale nie był pewien, gdzie się tak naprawdę znajduje ani jak się tutaj trafił. Wiedział, że świętują – były tańce i alkohol (swoją drogą McGonagall urwie Brennie głowę jak się dowie, że skołowała z Trzech Mioteł beczkę wina), ale nie za bardzo mógł skojarzyć co świętują. Chyba zakończenie roku szkolnego? Kto teraz wygrał Puchar Domów? Pewnie Gryfoni, skoro Brenna postanowiła uczcić to wielką imprezą.
Steward zmarszczył brwi, patrząc krzywo na swojego praktycznie już wypitego drinka. Zastanawiał się, jak zareagują jego opiekunowie, gdy dowiedzą się, że został przyłapany na udziale w nielegalnym zgromadzeniu, na którym tańczono i pito alkohol. Babcia pewnie najpierw się przestraszy a potem będzie dumna, że ma kolegów; dziadek po prostu westchnie a wujek powie, że skoro pół szkoły przyszło na imprezę to i dobrze zrobił, że tam poszedł i wstyd to by był, jakby nie miał zaproszenia. Miał zaproszenie? Były w ogóle jakieś zaproszenia?
- Och, Brenna – uśmiechnął się do Longbottom, gdy ta do niego podeszła. – Wiesz, że jeszcze możecie stracić Puchar Domów? Jeśli ta impreza się rypnie, to nie chciałbym być w twojej skórze. Flitwick nie odejmie krukonom po pięćdziesiąt punktów za przyjście tutaj, ale McGonagall? Nie tylko zabierze wam punkty, ale jeszcze dostaniesz od niej szlaban na cały przyszły semestr – zauważył pogodnie. Przez parę sekund zastanawiał się, czy pomóc jej i wziąć na siebie część winy, ale znowu uderzyło w niego, że właściwie to nie wiedział nawet czemu stojąca przed nim dziewczyna zadała sobie tyle trudu, by zorganizować to przyjęcie.
Odstawił na blat puste szkło po drinku. Dalej usilnie próbował sobie przypomnieć czemu właściwie świętowali.
- Hej! Sebastian nie do końca radzi sobie z komplementami! – wziął w obronę McMillana. – Pewnie chciał ci powiedzieć, że wyglądasz prześlicznie i cała sala została ładnie udekorowana. On po prostu musi sobie… - pozrzędzić. Samo to, że przyszedł na imprezę w Hogwarcie, gdzie on akurat skończył naukę w Hogwarcie parę lat wcześniej, było w jego przypadku wielką oznaką sympatii wobec Brenny. - …pomarudzić.
Patrick zamrugał, zdając sobie poniewczasie sprawę, że przecież sam przyciągnął tutaj Sebastiana. No dobra. W takim razie to jego wina.
Muzyka leciała a Patrick przeżywał… przeżywał dość dziwne chwile w swoim życiu. Po pierwsze wcale nie był pewien, gdzie się tak naprawdę znajduje ani jak się tutaj trafił. Wiedział, że świętują – były tańce i alkohol (swoją drogą McGonagall urwie Brennie głowę jak się dowie, że skołowała z Trzech Mioteł beczkę wina), ale nie za bardzo mógł skojarzyć co świętują. Chyba zakończenie roku szkolnego? Kto teraz wygrał Puchar Domów? Pewnie Gryfoni, skoro Brenna postanowiła uczcić to wielką imprezą.
Steward zmarszczył brwi, patrząc krzywo na swojego praktycznie już wypitego drinka. Zastanawiał się, jak zareagują jego opiekunowie, gdy dowiedzą się, że został przyłapany na udziale w nielegalnym zgromadzeniu, na którym tańczono i pito alkohol. Babcia pewnie najpierw się przestraszy a potem będzie dumna, że ma kolegów; dziadek po prostu westchnie a wujek powie, że skoro pół szkoły przyszło na imprezę to i dobrze zrobił, że tam poszedł i wstyd to by był, jakby nie miał zaproszenia. Miał zaproszenie? Były w ogóle jakieś zaproszenia?
- Och, Brenna – uśmiechnął się do Longbottom, gdy ta do niego podeszła. – Wiesz, że jeszcze możecie stracić Puchar Domów? Jeśli ta impreza się rypnie, to nie chciałbym być w twojej skórze. Flitwick nie odejmie krukonom po pięćdziesiąt punktów za przyjście tutaj, ale McGonagall? Nie tylko zabierze wam punkty, ale jeszcze dostaniesz od niej szlaban na cały przyszły semestr – zauważył pogodnie. Przez parę sekund zastanawiał się, czy pomóc jej i wziąć na siebie część winy, ale znowu uderzyło w niego, że właściwie to nie wiedział nawet czemu stojąca przed nim dziewczyna zadała sobie tyle trudu, by zorganizować to przyjęcie.
Odstawił na blat puste szkło po drinku. Dalej usilnie próbował sobie przypomnieć czemu właściwie świętowali.
- Hej! Sebastian nie do końca radzi sobie z komplementami! – wziął w obronę McMillana. – Pewnie chciał ci powiedzieć, że wyglądasz prześlicznie i cała sala została ładnie udekorowana. On po prostu musi sobie… - pozrzędzić. Samo to, że przyszedł na imprezę w Hogwarcie, gdzie on akurat skończył naukę w Hogwarcie parę lat wcześniej, było w jego przypadku wielką oznaką sympatii wobec Brenny. - …pomarudzić.
Patrick zamrugał, zdając sobie poniewczasie sprawę, że przecież sam przyciągnął tutaj Sebastiana. No dobra. W takim razie to jego wina.