01.03.2024, 13:04 ✶
Rozmawiam z Patrickiem. Nie rozumiem, o co mu chodzi. Obgaduję Sebastiana.
- Och, jestem pewna, że McGongall odjęłaby punkty wszystkim sprawiedliwie - stwierdziła Brenna lekko, w pierwszej chwili sądząc, że Patrick z jakichś powodów postanowił się powygłupiać. - Ale myślę, że jeżeli wpadnie, to raczej się do nas przyłączy niż odbierze nam Puchar Domów - dodała, a w kącikach jej ust czaił się uśmiech. Nie wyobrażała sobie, żeby surowa opiekunka Gryffindoru - nawet jeżeli tak naprawdę nie była dużo starsza od nich - postanowiła wpaść na zabawę swoich dawnych uczniów. Zresztą, choć była w kręgach sympatyków Zakonu Feniksa, to nie należała do niego bezpośrednio: choćby dlatego, że jednak właściwie cały rok spędzała w szkole. - Choć powinieneś widzieć, jak pięknie udało mi się ukryć jedną imprezę na siódmym roku - stwierdziła i tym razem uśmiechnęła się już szerzej, do własnego wspomnienia.
McGongall przymykała czasem oka na drobne świętowanie wygranych meczy, ale taka większa impreza w Wieży Gryffindoru wymagała już odrobiny inwencji twórczej.
- Dostanę szlaban...? - zdziwiła się, spoglądając najpierw na Patricka, a potem na szklankę z drinkiem. I przeniosła spojrzenie na kelnera. - Johnny? Ten drink, co on robi?
- On... no ma sprawić, że poczujesz się na chwilę znowu młody i zapomnisz o zmartwieniach dorosłego życia.
- Och, poczuł się - westchnęła Brenna, odnotowując sobie, że gdyby kiedyś znowu strzeliło jej do głowy oferować gościom tego typu drinki, to chyba wywiesi tablicę, informującą o możliwych skutkach. Ciekawe, czy Steward ją zamorduje? Chęć śpiewania czy obrażania kogoś to jednak coś innego niż takie nagłe zamieszanie w głowie.
Uśmiechnęła się jednak znowu do Patricka, postanawiając po prostu przeczekać: miała nadzieję, że nie potrwa to długo i że najlepiej to przeczekać.
- Myślę, że Sebastian skomplementowałby mnie tylko pod groźbą śmierci, ale to nie tak, że go nie rozumiem. Nie za bardzo lubi kłopoty, a ja w takie często wpadam... Nie, zaraz, jego zdaniem ja sama jestem kłopotami. Swoją drogą, chyba przede mną uciekł i schował się w jakiejś dziurze.
- Och, jestem pewna, że McGongall odjęłaby punkty wszystkim sprawiedliwie - stwierdziła Brenna lekko, w pierwszej chwili sądząc, że Patrick z jakichś powodów postanowił się powygłupiać. - Ale myślę, że jeżeli wpadnie, to raczej się do nas przyłączy niż odbierze nam Puchar Domów - dodała, a w kącikach jej ust czaił się uśmiech. Nie wyobrażała sobie, żeby surowa opiekunka Gryffindoru - nawet jeżeli tak naprawdę nie była dużo starsza od nich - postanowiła wpaść na zabawę swoich dawnych uczniów. Zresztą, choć była w kręgach sympatyków Zakonu Feniksa, to nie należała do niego bezpośrednio: choćby dlatego, że jednak właściwie cały rok spędzała w szkole. - Choć powinieneś widzieć, jak pięknie udało mi się ukryć jedną imprezę na siódmym roku - stwierdziła i tym razem uśmiechnęła się już szerzej, do własnego wspomnienia.
McGongall przymykała czasem oka na drobne świętowanie wygranych meczy, ale taka większa impreza w Wieży Gryffindoru wymagała już odrobiny inwencji twórczej.
- Dostanę szlaban...? - zdziwiła się, spoglądając najpierw na Patricka, a potem na szklankę z drinkiem. I przeniosła spojrzenie na kelnera. - Johnny? Ten drink, co on robi?
- On... no ma sprawić, że poczujesz się na chwilę znowu młody i zapomnisz o zmartwieniach dorosłego życia.
- Och, poczuł się - westchnęła Brenna, odnotowując sobie, że gdyby kiedyś znowu strzeliło jej do głowy oferować gościom tego typu drinki, to chyba wywiesi tablicę, informującą o możliwych skutkach. Ciekawe, czy Steward ją zamorduje? Chęć śpiewania czy obrażania kogoś to jednak coś innego niż takie nagłe zamieszanie w głowie.
Uśmiechnęła się jednak znowu do Patricka, postanawiając po prostu przeczekać: miała nadzieję, że nie potrwa to długo i że najlepiej to przeczekać.
- Myślę, że Sebastian skomplementowałby mnie tylko pod groźbą śmierci, ale to nie tak, że go nie rozumiem. Nie za bardzo lubi kłopoty, a ja w takie często wpadam... Nie, zaraz, jego zdaniem ja sama jestem kłopotami. Swoją drogą, chyba przede mną uciekł i schował się w jakiejś dziurze.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.