01.03.2024, 15:17 ✶
Nie zatrzymywał Morpheusa. Ulżyło mu w sensie fizycznym, gdy dźwignął się z niego, bo upadek był dość bolesny, a dodatkowy ciężar tylko przeszkadzał w ogarnięciu się. Lestrange usiadł, odruchowo rozmasowując kark. Kontrolnie zerknął tylko na dwójkę Longbottomów, którzy zajmowali się sobą, jak na rodzinę przystało. Chociaż była to dziwna miłość, patrząc na to, jak Brenna groziła wujowi. Ale najwyraźniej ten typ tak ma.
- W przeciwieństwie do waszej dwójki jestem okazem zdrowia - Lestrange jako jedyny nie krwawił. Morpheusowi jucha leciała z oczu, Brennie: z ramienia. On nie doznał praktycznie żadnego uszczerbku na zdrowiu. Podniósł się powoli, ostrożnie rozprostowując kręgosłup. Jutro plecy się odezwą, oburzone na to niespodziewane zderzenie, ale to nic. Przeżyje. - Sprawdzę na dole, czy zjawiła się reszta Brygady Uderzeniowej. Nie kłopocz się raportem, Morpheusie, wezmę to na siebie.
To był dość niespodziewany i miły gest z jego strony, ale też nie było to coś, czego nie można było się po Rodolphusie spodziewać. W końcu Morpheus był praktycznie ślepy w tym momencie, a co by o młodym Lestrange'u nie powiedzieć, nigdy nie wydawał się człowiekiem leniwym, unikającym obowiązków i okrutnym. Przynajmniej nie oficjalnie.
Strzelił karkiem, głośno, aż zabolało i na chwilę pociemniało mu w oczach. Ale dzięki temu po zaledwie kilku sekundach od razu było mu lepiej. Kiwnął głową, dość oszczędnie, w stronę dwójki Longbottom oraz Apolla, odczytującego prawa i przywileje czarodziejowi, z którym mieli starcie. A potem przeszedł do innego pomieszczenia, krótko zażądał medyka dla Morpheusa. I teleportował się z powrotem do Ministerstwa Magii. Zrobi co musi od razu, przekaże komu trzeba odpowiednie informacje. Pewnie i tak będą chcieli porozmawiać z Morpheusem, jako że pracował w innej Komnacie. Ale być może na chociaż kilka godzin dadzą mu spokój, zanim nie wezwą go do siebie. Tak, by chociaż przestała mu lecieć krew z oczu.
- W przeciwieństwie do waszej dwójki jestem okazem zdrowia - Lestrange jako jedyny nie krwawił. Morpheusowi jucha leciała z oczu, Brennie: z ramienia. On nie doznał praktycznie żadnego uszczerbku na zdrowiu. Podniósł się powoli, ostrożnie rozprostowując kręgosłup. Jutro plecy się odezwą, oburzone na to niespodziewane zderzenie, ale to nic. Przeżyje. - Sprawdzę na dole, czy zjawiła się reszta Brygady Uderzeniowej. Nie kłopocz się raportem, Morpheusie, wezmę to na siebie.
To był dość niespodziewany i miły gest z jego strony, ale też nie było to coś, czego nie można było się po Rodolphusie spodziewać. W końcu Morpheus był praktycznie ślepy w tym momencie, a co by o młodym Lestrange'u nie powiedzieć, nigdy nie wydawał się człowiekiem leniwym, unikającym obowiązków i okrutnym. Przynajmniej nie oficjalnie.
Strzelił karkiem, głośno, aż zabolało i na chwilę pociemniało mu w oczach. Ale dzięki temu po zaledwie kilku sekundach od razu było mu lepiej. Kiwnął głową, dość oszczędnie, w stronę dwójki Longbottom oraz Apolla, odczytującego prawa i przywileje czarodziejowi, z którym mieli starcie. A potem przeszedł do innego pomieszczenia, krótko zażądał medyka dla Morpheusa. I teleportował się z powrotem do Ministerstwa Magii. Zrobi co musi od razu, przekaże komu trzeba odpowiednie informacje. Pewnie i tak będą chcieli porozmawiać z Morpheusem, jako że pracował w innej Komnacie. Ale być może na chociaż kilka godzin dadzą mu spokój, zanim nie wezwą go do siebie. Tak, by chociaż przestała mu lecieć krew z oczu.
Postać opuszcza sesję