Tak niewinna, że aż obrzydliwie słodka.
Mimo to Logan wciąż miał pod powiekami wypalony obraz Loretty sprzed tygodnia, kiedy to wracali z jednego z tych nudnych, sztywnych przyjęć, na którym zgodził się jej towarzyszyć z tylko sobie znanych powodów; Loretty rzucającej jedno z Zaklęć Niewybaczalnych z taką łatwością i z błyskiem szaleństwa w oczach zlewającym się w jedno z czerwienią blasku Cruciatusa. Pozornie była tą samą, słodką, młodą dziewczyną w za dużej — i jednocześnie zbyt krótkiej — koszulce, która nie rozumiała ciężaru ironii w nonszalancko rzuconym komentarzu — a jednak kompletnie inną. Dwoistość jej natury była na tyle fascynująca, że czasem warto było przecierpieć sztywną, skupioną na sztuce imprezę, żeby tylko móc jej skosztować. Doświadczyć.
— Dużo już wypiłaś tego szampana zanim przyszedłem? — parsknął w jednym komentarzu dla jej słów, postanowiwszy zachować dla siebie te wszystkie przemyślenia, które przecięły jego umysł w ułamku sekundy.
Spojrzał na nią kątem oka dopiero, kiedy ponownie wyrwała mu butelkę, a robili to oboje z taką wprawą, jakby brali udział w zawodach — kto więcej i szybciej wleje sobie tego szampana do gardła — a nie w zwykłym towarzyskim spotkaniu. Cóż; Logan nie mógł pozbyć się wrażenia, że to nie jest zwykłe spotkanie. Przecież decydując się przyjąć jej zaproszenie, podskórnie przeczuwał, że nie robi tego z altruistycznych pobudek.
Nigdy nie robił niczego w ten sposób.
— Wzniośle — skomentował pod nosem i przewrócił oczami — ale wartości absolutne nigdy mnie nie interesowały. Nie wierzę w bezcelowe działania, to tylko wymysł filozofów ze zbyt dużą ilością czasu. W rzeczywistości obrazy są po to, żeby — je sprzedać; Logan wyminął to stwierdzenie krzywym, dość niezgrabnym łukiem, pozostawiając je jedynie w domyśle — wywoływać emocje w oglądających. W odróżnieniu od picia, które ma za zadanie je stłumić. — Wzruszył ramionami.
Och tak, on zamierzał stłumić w sobie dzisiaj bardzo dużo skrajnych emocji z tych, które zbierały się pod żebrami i na dnie brzucha od czasu porannej wizyty w rodzinnym domu. I częściowo już mu się to udało, biorąc pod uwagę wcześniejszą wizytę w barze, ale nie miał zamiaru się teraz zatrzymać.
— Wódka — rzucił obojętnie w stronę jej pleców i odwrócił się, żeby zająć bliższy fotel.
Nogi bezceremonialnie rozwalił na stoliku tuż obok pędzli wetkniętych w brudny od farb kubek i sterty palet malarskich. Zdjął wierzchnią szatę, rzucił ją gdzieś w bok na podłogę i podwinął rękawy koszuli do łokci, po czym rozsiadł się wygodniej w fotelu. Nie chciał być elegancki. Nie miał zamiaru wciskać się w sztywne ramy obrzydliwie nudnych konwenansów tak, jak zrobił to ostatnim razem w jej obecności.
Spojrzenie Logana ponownie uciekło na smukłe uda dziewczyny; tym razem, stojąc do niego tyłem i wybierając odpowiednią butelkę z szafki, Loretta nie mogła tego zauważyć. Choć tym razem również się z tym nie krył.
just wanna bury them