01.03.2024, 19:48 ✶
Kapanie ustało, a Czarny Pan zmarszczył brwi. Nie mogłaś wiedzieć, czy gest ten wywołały jakieś twoje słowa, czy nagła, wszechobecna cisza. Przerywało ją jedynie brzęczenie łańcucha przekazanej ci latarenki. Przedmiot był dosyć ciężki - musiałaś wkładać sporo siły wątłych ramion, aby utrzymać ją na tej samej wysokości co Voldemort, ale niebieskawe światło wydobywające się z jej wnętrza faktycznie było w stanie rozproszyć tę ciemność. Mogłaś przesuwać ją w dowolnym kierunku, zbadać obrzydliwą, wilgotną posadzkę, po której stąpaliście, ale ściany...? Sklepienie? To wszystko było zbyt daleko, musiałabyś porzucić swojego Mistrza i pozostawić go w objęciach tego mroku - a tego robić raczej nie chciałaś.
- Nie ma tu zastosowania dla twojej wiedzy i umiejętności.
To było proste, pozbawione emocji stwierdzenie. Voldemort nie kpił z ciebie, ale nie pozostawiał ci też żadnych złudzeń.
- Powiedz mu to, powiedz, że jest strona, od której cię nie zna - podpuszczało cię echo, a on...
On ruszył do przodu. Powoli. Czkając, aż za nim podążysz. Jego blada dłoń zaciskała się mocno na barwionej różdżce, wzrok zaś wlepił w tę ciemność. Szedł w konkretnym kierunku - nie błądził, nie poruszał się tutaj po omacku. To były pewne kroki kogoś, kto wiedział, gdzie powinien podążać. Ty zaś nie wiedziałaś o tym otoczeniu nic.
- Skąd się teleportowałaś?
- Nie ma tu zastosowania dla twojej wiedzy i umiejętności.
To było proste, pozbawione emocji stwierdzenie. Voldemort nie kpił z ciebie, ale nie pozostawiał ci też żadnych złudzeń.
- Powiedz mu to, powiedz, że jest strona, od której cię nie zna - podpuszczało cię echo, a on...
On ruszył do przodu. Powoli. Czkając, aż za nim podążysz. Jego blada dłoń zaciskała się mocno na barwionej różdżce, wzrok zaś wlepił w tę ciemność. Szedł w konkretnym kierunku - nie błądził, nie poruszał się tutaj po omacku. To były pewne kroki kogoś, kto wiedział, gdzie powinien podążać. Ty zaś nie wiedziałaś o tym otoczeniu nic.
- Skąd się teleportowałaś?