01.03.2024, 23:08 ✶
- Niemożliwe, na pewno bym cię kojarzył - odpowiedział, udając lekkie zaskoczenie. I być może niedowierzanie. To również nie było kłamstwem, bo przecież nie znał jej i sama informacja o tym, gdzie pracuje, była dla niego zaskakująca... Z tym, że kilka dni temu, nie w tej chwili. Lestrange sięgnął po szklankę z wodą, nie spuszczając z kobiety wzroku. Dawał jej czas na odpowiedź, na to by wypowiedziała wszystkie zdania do końca. By zadała swoje pytania. Nie był kimś znanym w Ministerstwie, chociaż oczywiście współpracownicy z Departamentu Tajemnic, a w szczególności z Komnaty, w której pracował, go znali. Również niektórzy odgadywali, kim jest, ze względu na podobieństwo do kuzyna. No i odrobinę do Victorii, chociaż ona była piękna w zupełnie inny, niedziwaczny sposób, acz wciąż w podobny, chłodny.
Gdy zadała pytanie, Rodolphus ostrożnie odłożył szklankę. W dokładnie to samo miejsce, z którego ją wziął. Odrobinę ją przesunął, by każdy milimetr się zgadzał. Dopiero wtedy przeniósł wzrok z powrotem na kobietę.
- Jestem Niewymownym w Departamencie Tajemnic - odpowiedział zgodnie z prawdą, bo i on nie widział potrzeby, żeby jej kłamać. Gdy kłamało się na zbyt wiele rzeczy naraz, traciło się kontrolę, grunt uciekał spod stóp. - Często współpracujemy z Departamentem Przestrzegania Prawa, dlatego dziwi mnie, że wcześniej nie miałem okazji cię zobaczyć. Musisz chyba tam pracować od niedawna?
Akurat wcale nie był wzywany tam aż tak często. Głównie wzywano Niewymownych, gdy działy się różne, niewyjaśnione rzeczy - i to na miejscu, a nie w Ministerstwie. Ale nie zaszkodzi odrobinę podkoloryzować historii, żeby jeszcze bardziej połechtać kruche ego Marie. Była, jak chyba każda kobieta, łasa na komplementy. Rodolphus zastanawiał się, jak zareagowałaby na dotyk, gdyby stąd wyszli. Czy ugięłaby się od razu, rozpłynęła i wyśpiewała mu wszystko? Pewnie tak, zawsze mógł użyć na niej legilimencji, ale nie potrafił później zahipnotyzować człowieka tak, by ten milczał. Potrafił modyfikować niektóre wspomnienia, ale legilimencja zostawiała ślady. Musiał więc zdobyć informacje w dużo wolniejszym tempie, przy pomocy niemagicznych sposobów. Wzięcie jej teraz do łóżka byłoby zbyt szybkie i zbyt ryzykowne, ale mógł przecież rozpalić płomień nadziei, który w Abbott się tlił. Żeby sama zaczęła za nim chodzić.
Gdy zadała pytanie, Rodolphus ostrożnie odłożył szklankę. W dokładnie to samo miejsce, z którego ją wziął. Odrobinę ją przesunął, by każdy milimetr się zgadzał. Dopiero wtedy przeniósł wzrok z powrotem na kobietę.
- Jestem Niewymownym w Departamencie Tajemnic - odpowiedział zgodnie z prawdą, bo i on nie widział potrzeby, żeby jej kłamać. Gdy kłamało się na zbyt wiele rzeczy naraz, traciło się kontrolę, grunt uciekał spod stóp. - Często współpracujemy z Departamentem Przestrzegania Prawa, dlatego dziwi mnie, że wcześniej nie miałem okazji cię zobaczyć. Musisz chyba tam pracować od niedawna?
Akurat wcale nie był wzywany tam aż tak często. Głównie wzywano Niewymownych, gdy działy się różne, niewyjaśnione rzeczy - i to na miejscu, a nie w Ministerstwie. Ale nie zaszkodzi odrobinę podkoloryzować historii, żeby jeszcze bardziej połechtać kruche ego Marie. Była, jak chyba każda kobieta, łasa na komplementy. Rodolphus zastanawiał się, jak zareagowałaby na dotyk, gdyby stąd wyszli. Czy ugięłaby się od razu, rozpłynęła i wyśpiewała mu wszystko? Pewnie tak, zawsze mógł użyć na niej legilimencji, ale nie potrafił później zahipnotyzować człowieka tak, by ten milczał. Potrafił modyfikować niektóre wspomnienia, ale legilimencja zostawiała ślady. Musiał więc zdobyć informacje w dużo wolniejszym tempie, przy pomocy niemagicznych sposobów. Wzięcie jej teraz do łóżka byłoby zbyt szybkie i zbyt ryzykowne, ale mógł przecież rozpalić płomień nadziei, który w Abbott się tlił. Żeby sama zaczęła za nim chodzić.