• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[10.07.1972] Shape of You | Roselyn, Anthony

[10.07.1972] Shape of You | Roselyn, Anthony
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#6
02.03.2024, 00:39  ✶  
Z Anthonym Borginem już tak było, że gdy mógł, to po prostu żył po swojemu i tak, jak podpowiadały mu chęci lub intuicja, zależnie od konieczności. Na pewno dla wielu osób ta nonszalancja i nadmierna pewność siebie mogły być nieznośne, ale kolejny raz tego wieczoru: on autentycznie miał wyjebane. Wychodził z założenia, że życie było krótkie i tak musiał poświęcić je temu, czemu nie do końca chciał je poświęcać. W wolnych chwilach więc mógł po prostu szaleć, usprawiedliwiając sobie swoje ograniczenia z tych momentów, gdy musiał być poniekąd posłuszny. Prawda była jednak taka, że nie do końca dało się okiełznać Tośka, wszak był nieprzewidywalnym królem klaunów. Nie chciał, by jej lepkie rączki wyszły na wierzch. Dlaczego? Bo kradzież pierścionka starej babie w kiblu wydała się mu ekscytująca, a do tego była po prostu ładna. Miała w spojrzeniu coś, co pozwalało mu wierzyć, że stać ją po prostu na więcej niż ładne wyglądanie na drogim, beznadziejnie nudnym przyjęciu. Nie mógł gasić tej iskry, wolał prowokować i wywołać pożar, aby zobaczyć, co z tego wyjdzie. Zakładał, że mu odmówi, jednak w żaden sposób by się tym nie przejął — wybrnąłby, jak zwykle zresztą. Miała trochę racji w tym, jak zachowywali się mężczyźni, zwłaszcza Ci z konserwatywnych rodzin, ale na Merlina, nie wszystkich należało wrzucać do jednego worka. W całej swojej łobuzerskiej postawie był gentlemanem. Ciągle sobie to powtarzał jak mantrę. Musiał więc kolejny raz wybawić swoją już przyszłą żonę z opresji i to jak najszybciej, ba zaczynała mu blednąć, może nawet nieco drżeć.

Krok miał pewny i szybki, gdy trzymał ją w ramionach, ignorując szepty i spojrzenia. Mimowolnie schylił nieco głowę, czując wlatujący do nozdrzy aromat jej perfum i szamponu, którego używała do włosów. Palce instynktownie zacisnęły się na niej mocniej, ale równocześnie na tyle delikatnie, aby nie zostawić śladów. Nie panował nad tym, jak zareagował, gdy się do niego przytuliła. Ładnie pachniała, była ciepła przyjemnie ciepła, co przebijało się przez jego garnitur — chyba ze zdenerwowania, do czego miała pełne prawo. Zerknął na nią z góry, a przynajmniej próbował, bo Panna Greengrass usilnie chciała schować przed nim twarz. Westchnął więc, wywracając oczami i przez chwilę wyglądając, jak niezadowolony, obrażony troszkę chłopiec, wbił spojrzenie gdzieś przed siebie. Byle do saloniku, tam był taras. Podczas przyjęcia nie będą się tam pałętać, a do ogrodu wielu wychodziło na papierosa.. Ah papieros, Merlinie, jak go skręcało z głodu nikotynowego, to tyś jeden wiedział. Wolał myśleć o papierosie niż o tym, jak lekka i szczupła była. Tak krucha, że silniejszy uścisk mógłby ją złamać, a ona by się rozleciała, jak porcelanowa laleczka. Czy obraziłaby się za przezwisko laleczka? Zerknął w dół ponownie, wydając z siebie ciche mruknięcie zamyślenia. Jeśli miał jakieś mądrości życiowe, jedną z nich było niekomentowanie wagi kobiet. Nigdy. Różana lalka. Woń kwiatu stawała się coraz wyraźniejsza, pasując mu do brunetki. Delikatny, pożądany przez tak wielu kwiat, a miał jednak ostre i wystające kolce. No i lepkie listki w tym przypadku, gdyby kontynuować metaforę. Powiedziałby, że ładnie pachnie, ale wtedy wzięłaby go za dziwadło. O ile już nie był w jej mniemaniu psychopatą polującym na narzeczone na bankietach.

Rozsądnie, że starała się być ostrożna. Czasy były trudne, doskonale o tym wiedział, samemu wywołując burze — wbrew własnej woli, ale zawsze. Uniósł brew, gdy się odsunęła, jednak nie skomentował od razu, poprawiając rękawy marynarki. Noc była rześka, przyjemna. Zerknął przelotnie na niebo — ciemne, obsypane srebrnymi, migoczącymi punktami, niemalże bezchmurne. - Oczywiście moja Droga. Ten pierścionek przykleił się do Ciebie lub dostał nóżek i Cię śledził. - uśmiechnął się do niej rozbawiony, kręcąc głową. Był komornikiem i fałszerzem, oni zawsze rozpoznają złodzieja. Zwilżył wargi, lustrując ją wzrokiem, a potem przypomniał sobie o papierosach. Potrząsnął trzymaną paczką, unosząc brew. - Palisz, czy nie palisz, bo mnie zaraz skręci.
Oznajmił zgodnie z prawdą, a gdy wyjął papierosa i wsunął pomiędzy usta, zaraz sięgnął zapalniczkę. Magiczny przedmiot zalśnił mu w dłoni, a potem zaciągnął się, przymykając oczy z zadowolenia. Jak on potrzebował nikotyny w płucach, chyba bardziej niż powietrza.
- A co, nie podobało Ci się? Wiem, że nie mam sławy Bulstrode'a, ale no chyba nie jestem taki zły? - zapytał, przekręcając głowę na bok i potem jeszcze dla zaprezentowania, pokazał się i z prawej i z lewej strony. Podszedł do balustrady tarasu, opierając się o niego plecami. Ruchem dłoni pozbył się nadmiaru popiołu z papierosa, który zniknął gdzieś, niesiony powiewem przyjemnego wiatru. Znów poczuł zapach róż, niesiony w jego kierunku. Wbił w nią spojrzenie, ale nie patrzył na dekolt czy ramiona, jedynie na twarz. - Mogłaś się nie zgadzać. - dodał, wzruszając ramionami. I znów się uśmiechnął do niej, puszczając oczko. Kolejny raz zaciągnął się papierosem. Milczał chwilę, delektując się dymem, a potem zwilżył wargi. - Ja Cię znam, Panno Greengrass. Ze szkoły. To znaczy, wiesz, z widzenia. No i może z bankietów. Tylko one są nudne i zwykle wychodzę szybciej, niż przyszedłem. No i muszę przyznać, całkiem słodko wyglądasz, jak kłamiesz.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (4457), Roselyn Greengrass (3494)




Wiadomości w tym wątku
[10.07.1972] Shape of You | Roselyn, Anthony - przez Roselyn Greengrass - 26.02.2024, 20:51
RE: [10.07.1972] Shape of You | Roselyn, Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 27.02.2024, 00:14
RE: [10.07.1972] Shape of You | Roselyn, Anthony - przez Roselyn Greengrass - 27.02.2024, 00:47
RE: [10.07.1972] Shape of You | Roselyn, Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 28.02.2024, 23:06
RE: [10.07.1972] Shape of You | Roselyn, Anthony - przez Roselyn Greengrass - 28.02.2024, 23:29
RE: [10.07.1972] Shape of You | Roselyn, Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 02.03.2024, 00:39
RE: [10.07.1972] Shape of You | Roselyn, Anthony - przez Roselyn Greengrass - 02.03.2024, 01:04
RE: [10.07.1972] Shape of You | Roselyn, Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 12.03.2024, 23:08
RE: [10.07.1972] Shape of You | Roselyn, Anthony - przez Roselyn Greengrass - 13.03.2024, 00:07
RE: [10.07.1972] Shape of You | Roselyn, Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 19.03.2024, 22:34

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa