Niestety nie wszystko dało się ukryć, przed spostrzegawczym spojrzeniem Richarda. A jako że mieli też letnią pogodę, gdzie na zewnątrz było ciepło, komu chciałoby się ubierać długie rękawy? Nieliczni. Kobieta mogła to zamaskować na wiele sposobów, nawet zaklęciami. Ale nie zrobiła tego. Może dlatego, że ów dowód chciała okazać. Aby Mulciber go dostrzegł, że winne temu były kadzidełka. O zbyt silnym zapewne działaniu. Jednego składnika mogło okazać się być za dużo wyważonego.
- Rozumiem.Odparł, udając może przejętego, że produkt jaki został jej sprezentowany, zagroził jej zdrowiu. I tak dobrze, że skończyło się na tym upadku. Gdyby nie musiał udawać, pewnie spłynęłoby to po nim, twierdząc, że kobieta po prostu na siebie nie uważała. Nie wyglądała mu na taką, co by sama się uderzyła świadomie, aby pokazać, jak beznadziejny towar dostała. Wyglądała na uczciwą uzdrowicielkę.
Doszło do nieporozumienia? Może źle zinterpretował jej wcześniejsze słowa, przeczuwając, że skoro tyle się produkowała, to chciała zrezygnować z tego prezentu? Nawet w postaci rekompensaty? Wysłuchał jej, ale nie spodziewał się, że Camille odważy się położyć swoją delikatną dłoń, na jego. Spojrzał na ich dłonie, po czym wrócił spojrzeniem na jej oblicze. Nie cofnął, nie poruszył się. Ale nie był też gotowy na zbliżenia damsko-męskie. Zarzucił sobie, że na jednym związku małżeńskim skończy. Więcej z żadną kobietą się nie zwiąże. Swój obowiązek, posiadania potomstwa, które przedłuży ich nazwisko - dopełnił.
Nie okazywał tego po sobie żadnych emocji, reakcji na to co uczyniła Camille. Skupił się na jej słowach, utrzymując nadal swój stan prawie idealnego sprzedawcy.
- Uspokoiła mnie Pani.Chcąc nie chcąc, musiał grać dalej. Dziękując za wyjaśnienie nieporozumienia. O tyle w sumie dobrze, że Delacour nie zamierzała rezygnować z ich usług. I jeszcze wychwalała świece, jakie były ich produkcji. Wciąż także utrzymywał uprzejmy uśmiech, dodając do tego odetchnięcie z ulgą.
- W takim razie proszę o wybaczenie.
Nie chciał, aby przy tej rozmowie czuła się zraniona. Nie zamierzał się także tłumaczyć ze swojego błędu. Choć wymówkę miałby całkiem dobrą. Wrócił niedawno z zagranicy, na szybko ogarnął temat i miał w sumie prawo do pomyłki.
Mimo wszystko, Camille zgodziła się na przyjęcie sprawdzonego towaru, proponowanego przez Richarda. Mulciber zapisał sobie jej preferencje, żeby to były kadzidełka typowo pod uspokojenie. Nie przesadzając z ich intensywnością zapachu, a żeby były łagodniejsze. Co więcej, Camille zdawała się coś więcej wiedzieć o roślinach, ich zastosowaniu i działaniu. Opowiadając z własnej potrzeby o lawendzie. Richard wspomniał o niej, gdyż w tutejszym miejscu jej zapach było można odczuć. Ile to on musiał mieć cierpliwości do rozgadanych kobiet.
- Skoro jesteśmy wciąż przy interesie. Życzy sobie Pani zamówić świece, czy na razie pozostajemy przy formalnościach z kadzidłami?Zapytał z uprzejmością, gdyż skoro już tutaj się spotkali, mogli dokonać kolejnego zamówienia, jeżeli Delacour potrzebowała uzupełnić zapasy towaru ze świecami. W takim wypadku, będą musieli umówić się na kolejne spotkanie, aby dopiąć formalności z zapłatą.