02.03.2024, 03:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.03.2024, 03:17 przez Cedric Lupin.)
Czekając na odpowiedź, mimowolnie rozejrzał się po lobby, odruchowo oceniając przy tym stan oczekujących na przyjęcie ludzi. Było ich zaskakująco dużo. Pokusa, żeby jednak zostać w Mungu wzrosła nagle do niepokojących rozmiarów, ale najpierw musiał zająć się Vioricą. Idąc za tą myślą, ponownie skupił swój wątpliwej jakości umysł na potencjalnej pacjentce.
Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że tak naprawdę zapomniał o pierwszej rzeczy, którą miał zrobić, gdy do niej podchodził. Chciał zacząć od dania jej chusteczki, której ewidentnie nie miała, a skończył na prawieniu morałów. Chcąc naprawić swój błąd, szybko sięgnął do kieszeni, po czym podsunął materiał w stronę kobiety. — Przepraszam, chodzę z głową chmura. Użyj tego — rzucił z zakłopotaniem, po czym nerwowo poprawił włosy. Patrząc na nią, zdał sobie sprawę, że tak w sumie to nie do końca wiedział, czym aktualnie się zajmowała. Kojarzył, że robiła praktyki u jednego jubilera, ale co dalej? Hm, dobre pytanie. W sumie to warto by się doinformować, ale najpierw chciał się zająć jej zdrowiem, chociaż jak się szybko okazało, nie miało to by takie proste.
Ogarnięcie tej metafory z pandą zajęło mu zdecydowanie więcej, niż powinno, ale w końcu dodał dwa do dwóch. Musiał przyznać, że nieco go zaskoczyła i zagięła. Ba, nawet zrobiło mu się trochę głupio. — Spałem? Hmm, a który mamy... a nie, nieważne — urwał nagle, gryząc się w język. Miał dziwne przeczucie, że spytanie jej o dzisiejszą datę mogłoby nie poprawić jego sytuacji. Nie chciał ryzykować, że dziewczyna rzuci tekst typu tej pandy przy kimś z nocnej zmiany. Miał dziwne podejrzenia, że ten pseudonim przylgnąłby do niego nieprzyjemnie szybko i na cholernie długo. — Słuchaj. Po prostu przedłużyła mi się zmiana i... — zaczął, ale nim zdołał zacząć wymieniać kolejne na szybko wymyślone wymówki, Vio przerwała mu ze swoją dalszą tyradą. Tyle dobrego, że był za bardzo zmęczony, żeby czuć teraz zażenowanie samym sobą.
Gdy w końcu skończyła, tak właściwie nie było już czego zbierać. Tą niespodziewaną ofertą niejako zamknęła mu usta, chociaż nie był z tego powodu w pełni zadowolony. Zastanawiając się nad odpowiedzią, zerknął jeszcze na tę staruszkę, a potem wrócił do Vio i tego jej zaczerwienionego nosa. Nim jednak zdążył podjąć decyzję, ową starowinkę przejął nagle jeden uzdrowiciel. W sumie to może lepiej. Szansa na to, że za jakiś czas pójdzie spać, robiła się obiecująco większa.
— Obawiam się, że nie mam jak przebić tej oferty, także niech będzie. Chodź, zaprowadzę cię do mnie — zaczął, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył korytarzem. W trakcie tej krótkiej podróży zerknął jeszcze na dziewczynę. — Uprzedzam, że spytam Twoją mamę o ten eliksir. Pamiętaj, że pracujemy w tym samym miejscu, także stanie się to prędzej niż później — rzucił jeszcze, próbując zrobić groźną minę, ale efekty były raczej godne politowania.
Na szczęście zaraz po tym doszli na miejsce. Otworzył drzwi i wychylił się, żeby zapalić światło, po czym zerknął na przyjaciółkę, zapraszając ją do środka. Gdy już weszła, wsunął się do środka, zamykając za nimi drzwi. — Usiądź, proszę — rzucił, wskazując jej krzesło, po czym przeszedł za biurko, żeby sięgnąć po kilka przedmiotów. — Zacznijmy od podstaw. Jak długo cię trzyma? Jakie masz objawy? No i jak się czujesz — rzucił, posyłając jej przy tym ciepły uśmiech.
Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że tak naprawdę zapomniał o pierwszej rzeczy, którą miał zrobić, gdy do niej podchodził. Chciał zacząć od dania jej chusteczki, której ewidentnie nie miała, a skończył na prawieniu morałów. Chcąc naprawić swój błąd, szybko sięgnął do kieszeni, po czym podsunął materiał w stronę kobiety. — Przepraszam, chodzę z głową chmura. Użyj tego — rzucił z zakłopotaniem, po czym nerwowo poprawił włosy. Patrząc na nią, zdał sobie sprawę, że tak w sumie to nie do końca wiedział, czym aktualnie się zajmowała. Kojarzył, że robiła praktyki u jednego jubilera, ale co dalej? Hm, dobre pytanie. W sumie to warto by się doinformować, ale najpierw chciał się zająć jej zdrowiem, chociaż jak się szybko okazało, nie miało to by takie proste.
Ogarnięcie tej metafory z pandą zajęło mu zdecydowanie więcej, niż powinno, ale w końcu dodał dwa do dwóch. Musiał przyznać, że nieco go zaskoczyła i zagięła. Ba, nawet zrobiło mu się trochę głupio. — Spałem? Hmm, a który mamy... a nie, nieważne — urwał nagle, gryząc się w język. Miał dziwne przeczucie, że spytanie jej o dzisiejszą datę mogłoby nie poprawić jego sytuacji. Nie chciał ryzykować, że dziewczyna rzuci tekst typu tej pandy przy kimś z nocnej zmiany. Miał dziwne podejrzenia, że ten pseudonim przylgnąłby do niego nieprzyjemnie szybko i na cholernie długo. — Słuchaj. Po prostu przedłużyła mi się zmiana i... — zaczął, ale nim zdołał zacząć wymieniać kolejne na szybko wymyślone wymówki, Vio przerwała mu ze swoją dalszą tyradą. Tyle dobrego, że był za bardzo zmęczony, żeby czuć teraz zażenowanie samym sobą.
Gdy w końcu skończyła, tak właściwie nie było już czego zbierać. Tą niespodziewaną ofertą niejako zamknęła mu usta, chociaż nie był z tego powodu w pełni zadowolony. Zastanawiając się nad odpowiedzią, zerknął jeszcze na tę staruszkę, a potem wrócił do Vio i tego jej zaczerwienionego nosa. Nim jednak zdążył podjąć decyzję, ową starowinkę przejął nagle jeden uzdrowiciel. W sumie to może lepiej. Szansa na to, że za jakiś czas pójdzie spać, robiła się obiecująco większa.
— Obawiam się, że nie mam jak przebić tej oferty, także niech będzie. Chodź, zaprowadzę cię do mnie — zaczął, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył korytarzem. W trakcie tej krótkiej podróży zerknął jeszcze na dziewczynę. — Uprzedzam, że spytam Twoją mamę o ten eliksir. Pamiętaj, że pracujemy w tym samym miejscu, także stanie się to prędzej niż później — rzucił jeszcze, próbując zrobić groźną minę, ale efekty były raczej godne politowania.
Na szczęście zaraz po tym doszli na miejsce. Otworzył drzwi i wychylił się, żeby zapalić światło, po czym zerknął na przyjaciółkę, zapraszając ją do środka. Gdy już weszła, wsunął się do środka, zamykając za nimi drzwi. — Usiądź, proszę — rzucił, wskazując jej krzesło, po czym przeszedł za biurko, żeby sięgnąć po kilka przedmiotów. — Zacznijmy od podstaw. Jak długo cię trzyma? Jakie masz objawy? No i jak się czujesz — rzucił, posyłając jej przy tym ciepły uśmiech.