Leon nie miał żadnych zastrzeżeń do standardu obsługi klienta w księgarni Esy i Floresy. Wszystko przebiegało tak, jak należy. Niebawem wyjdzie stąd zadowolony, z naręczem zakupionych książek i po złożeniu zamówienia na kolejne książkowe nowości z możliwością otrzymania ich drogą pocztową. Pracownicy tej księgarni doskonale wiedzieli, jak dbać o swojego klienta i sprawić, że chciałby tutaj wrócić po raz kolejny. Leon wracał tutaj regularnie, dokupując coraz to nowsze książki do czytania i specjalistyczną literaturę z zakresu swoich zainteresowań i wykonywanego zawodu.
— Doskonale w takim razie. Już idę. — Skomentował z wyraźnym zadowoleniem w głosie. Podążył również w stronę kasy. Na ladzie ułożył wszystkie niesione książki. Będzie mieć co czytać przez najbliższe tygodnie. — Dzień dobry, panu. — Zwrócił się z uśmiechem do stojącego za ladą drugiego księgarza. Spojrzał przelotnie na tarczę wiszącego na ścianie zegara. Jego wskazówki wskazały mu, że ma jakieś trzydzieści minut do rozpoczęcia swojej zmiany w Ministerstwie Magii i zarazem, że nie musi się zacząć denerwować, że nie zdąży. Pośpiech, tak jak wysiłek fizyczny, nie są wskazane w jego przypadku.
W oczekiwaniu na policzenie wszystkich stojących na ladzie książek i dopełnienie pozostałych formalności, Leon dyskretnie śledził wymianę zdań między dwoma księgarzami. Starał się im na razie nie przeszkadzać. W końcu jeszcze nie naglił go czas.
— Już panu podaję. Podam też adres do miejsca pracy, na wypadek gdyby w dniu dostawy nie było mnie w domu. Leonard Bletchley, Aleja Horyzontalna po stronie Ulicy Pokątnej... albo Ministerstwo Magii, Komitet ds. Opętań Śmiertelników. — Mruczał podczas wypełniania tego dokumentu, wpisując wszystkie adresy. Zamawianie książek i innych rzeczy do pracy nie było czymś, co tylko on praktykował. Spędzał w niej większość swojego czasu i wybierając swoje miejsce pracy zawsze zwiększał szanse na otrzymanie zamówionej przesyłki w odpowiednim czasie. Co prawda, do Ministerstwa sowy się już za bardzo nie wyśle, ale dostawcy zawsze tam mogli wejść. Zawsze znajdował swoje paczki na biurku. Po wypełnieniu tego dokumentu i odłożeniu na ladę pióra, przekazał ten pergamin pracownikowi księgarni.
— Tak, proszę je doliczyć. — Odparł twierdząco. W tym przypadku kierował się swoją własną wygodą. Jakby zapomniał o uiszczeniu zapłaty za zamówione książki to musiałby to robić w dniu ich odbioru. Tak zdecydowanie było wygodniej. — Ile płacę? — Zapytał. Wiedział, że dużo, ale nawet będąc jasnowidzem nie potrafił tego przewidzieć. Nie przeliczył sobie wszystkich cen wybranych przez siebie książek.