02.03.2024, 10:06 ✶
Wracał z pracy dość nieśpiesznym krokiem. Musiał po drodze coś załatwić, pewne rzeczy przemyśleć. Zostać też odrobinę dłużej, bo spotkanie z Cynthią się przedłużyło. Odkąd mieszkał z Nicholasem, starał się tak układać swój plan dnia, by nie siedzieć mu wiecznie na głowie, by móc wracać o różnych porach, ale jednocześnie by nie przeciągać struny. Mógł czuć się w jego mieszkaniu komfortowo, ale wciąż nie był u siebie. Więc robił tak, by im obu było dobrze, tak po prostu, bo tego wymagała kultura, której był nauczony. I jakoś taki miał odruch przy Traversie. Do teraz nie rozumiał, co zrobił, że Nicholas zgodził się go przyjąć pod swój dach, pomagał mu i był nad wyraz miły. Nie był do takiego przyzwyczajenia traktowany. Doskonale radził sobie z reakcjami na kpiny, dyskomfort czy złość, ale na uprzejmość? Musiał się uczyć tego na żywym organizmie. Mógł popełniać błędy. Ale to było zawsze cenne doświadczenie.
Zwracał uwagę na otoczenie, ale nie dostrzegł ukrywającego się Traversa. Nie spodziewał się go tu, nie śledził go. Nie skanował otoczenia tak intensywnie, jak zawsze. Po prostu szedł do jego - ich? - mieszkania po długim dniu w pracy, by odpocząć. Zalec na kanapie, przejrzeć dzisiejszą prasę, na przejrzenie której zabrakło mu czasu rano. Gdy więc ten wyszedł zza rogu, był równie zaskoczony. Ale Nicholas pobladł, wyglądał jakby zobaczył ducha. Nawet podskoczył. Odruchowo uniósł brwi, bo przecież nigdy nie widział go w takim stanie.
- Wszystko w porządku? - zadziałały jakieś odruchy, które jego organizm miał opanowane do perfekcji. Dłoń sięgnęła do wewnętrznej kieszeni marynarki, by Lestrange mógł zacisnąć palce na rękojeści różdżki, a wzrok odruchowo powędrował za plecy Traversa, bo przecież istniała taka możliwość, że ktoś go gonił lub śledził. Zbliżył się do Nicka, chwycił go za przedramię i przesunął tak, żeby mężczyzna stanął odrobinę z boku. Wyraz jego twarzy zmienił się niemal od razu. Z zaskoczenia przybrał zacięty wyraz, zupełnie tak, jakby... Miał zamiar cisnąć zaklęciem w kogokolwiek, kto by w tej chwili wyszedł zza rogu? Skąd ta nagła potrzeba troski o drugą osobę?
Zwracał uwagę na otoczenie, ale nie dostrzegł ukrywającego się Traversa. Nie spodziewał się go tu, nie śledził go. Nie skanował otoczenia tak intensywnie, jak zawsze. Po prostu szedł do jego - ich? - mieszkania po długim dniu w pracy, by odpocząć. Zalec na kanapie, przejrzeć dzisiejszą prasę, na przejrzenie której zabrakło mu czasu rano. Gdy więc ten wyszedł zza rogu, był równie zaskoczony. Ale Nicholas pobladł, wyglądał jakby zobaczył ducha. Nawet podskoczył. Odruchowo uniósł brwi, bo przecież nigdy nie widział go w takim stanie.
- Wszystko w porządku? - zadziałały jakieś odruchy, które jego organizm miał opanowane do perfekcji. Dłoń sięgnęła do wewnętrznej kieszeni marynarki, by Lestrange mógł zacisnąć palce na rękojeści różdżki, a wzrok odruchowo powędrował za plecy Traversa, bo przecież istniała taka możliwość, że ktoś go gonił lub śledził. Zbliżył się do Nicka, chwycił go za przedramię i przesunął tak, żeby mężczyzna stanął odrobinę z boku. Wyraz jego twarzy zmienił się niemal od razu. Z zaskoczenia przybrał zacięty wyraz, zupełnie tak, jakby... Miał zamiar cisnąć zaklęciem w kogokolwiek, kto by w tej chwili wyszedł zza rogu? Skąd ta nagła potrzeba troski o drugą osobę?